|
DAMASŁAWEK | W czwartek doszło tu do wypadku drogowego, w wyniku którego helikopter ratowniczy zabrał połamanego motocyklistę. MARCIN G. został przetransportowany do Szpitala Wojewódzkiego w Poznaniu, jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Co z karetką pogotowia?

Jadąc japońskim motocyklem marki Kawasaki ulicą Wiosny Ludów, Marcin G. - 24 letni mieszkaniec tej gminy - został ciężko ranny. Stało się to około południa. Przypuszczalnie w trakcie manewru wyprzedzania nie zachował należytej ostrożności i uderzył w bok Volkswagena Polo.
Z policyjnych informacji wynika, że zrobił to w miejscu niedozwolonym: na skrzyżowaniu, kiedy auto skręcało w lewo. Obrażenia były na tyle poważne, że helikopterem ratowniczym został odwieziony do Szpitala Wojewódzkiego w Poznaniu. Teraz leży na oddziale ortopedii, a jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Na miejscu zdarzenia była również karetka pogotowia ratunkowego ze Żnina, która nie zabrała jednak poszkodowanego.
STRAŻ BYŁA - KARETKA SIĘ SPÓŹNIŁA Około godziny 11.00 druhowie z Ochotniczej Straży Pożarnej w Damasławku wyjechali na akcję. Czteroosobowy zastęp bardzo szybko dotarł na miejsce zdarzenia. Dwóch strażaków zaczęło natychmiast udzielać pierwszej pomocy poszkodowanemu kierowcy motocykla. Pozostali zabezpieczyli teren, sprawdzając czy nie ma wycieku paliwa i w związku z tym możliwości wybuchu. Wszystko było w porządku, ale - jak to się często zdarza - pojawił się zgrzyt. Okoliczni mieszkańcy zauważyli strażaków, natomiast długo nie przyjeżdżała żadna karetka pogotowia. Oburzeni taką opieszałością internauci szybko zareagowali na forum. To właśnie od nich dowiedzieliśmy się, że na zjawienie się pomocy medycznej ze Żnina trzeba było czekać aż 50 minut. Trochę to dziwne, ponieważ karetka miała do pokonania tylko 19 kilometrów. Nawet biorąc pod uwagę, że mogła interweniować w innym miejscu, trwało to bardzo długo.
INFORMACJI NIE UDZIELAMY Szczęście w nieszczęściu, że tego dnia zadysponowano do wypadku w Kujawkach helikopter ratowniczy, który nie zabrał tam nikogo i mógł wylądować w Damasławku. Notabene lądowisko dla niego przygotowali także miejscowi strażacy. Zapytany o powód tak ślimaczego tempa jazdy karetki kierownik placówki żnińskiego pogotowia zareagował słowami: - Nie udzielamy informacji przez telefon. Podjęliśmy próbę rozmowy z rzecznikiem prasowym, Tomaszem Zwolenkiewiczem, jednak okazało się, że był na urlopie. Czyżbyśmy mieli typowy „przykład zjawiska” spychoterapii?
(Autor Cezary Kucharski, Fot. Archiwum OSP Damasławek) |
Komentarze
Autor napisałby to co napisał i dodał, że sprawa jest w toku, że dopiero poznamy prawdziwe przyczyny wypadku i nic bym nie mówiła. Ale takiego stwierdzenia nie ma. Zaryzykuję stwierdzeniem, że większość osób, która to przeczyta uwierzyła w tą wersję wydarzeń i już wszyscy wiedzą co i jak. A sprawa wcale nie jest taka prosta. Ale racja - po co zapytać co na to druga strona? Lepiej iść na łatwiznę i pochopnie i - w tym przypadku - krzywdząco kogoś ocenić.
To stwierdziła właśnie policja. Jeżeli się feruje wyroki, trzeba zebrać dowody. Strona internetowa KPP Wągrowiec.