| Dopalacze zamknięte na kłódkę? |
|
| środa, 06 października 2010 13:52 |
|
Od jakiegoś czasu w prasie pojawiały się informacje o zatruciach tzw. „legalnymi narkotykami”. Tylko we wrześniu z powodu zażycia dopalaczy, w szpitalach wylądowało 20 osób. Być może to skłoniło władze do ukrócenia procederu sprzedaży owych „produktów kolekcjonerskich” także w Wągrowcu. W piątkową noc na Śląsku pewien 20-latek nie miał szczęścia: organizm nie wytrzymał, lekarze nie zdołali uratować mu życia. Młody mężczyzna przed śmiercią wyznał, że zażył dopalacze. Musiał ktoś umrzeć, aby na polecenie minister zdrowia Ewy Kopacz i na mocy decyzji Głównego Inspektora Sanitarnego, Andrzeja Wojtyły inspektorzy sanitarni wraz z policją odwiedzili w sobotę wszystkie punkty sprzedaży dopalaczy w naszym kraju.
[Więcej w papierowej wersji Głosu Wągrowieckiego dostępnej w sprzedaży od 6 października 2010r.]
(Autor Łukasz Ciećmierowski, Fot. Miłosz Drążkiewicz) |



































Komentarze
To inna kultura, ale radzą sobie bez przyjmowania środków wspomagających, a odlot nieziemski i tylko za pomocą muzyki...
Tego życzę wszystkim, którzy potrzebują nowych wrażeń :)
Zamiast okiełznać to, co znamy - zakazujemy. W to miejsce pojawia się gówno, które jest legalne, bo "nie do spożycia", a zabija (tak jak wódzia).
Wniosek?
Idąc linią większości - wyłączyć z obrotu również alkohole wysokoprocentow e - przecież nie dość, że uzależniają, to zabijają. Wyłączyć również kleje i inne produkty, które mogą być wykorzystane niezgodnie z ich przeznaczeniem....komisyjnie karczować bieluń i likwidować grzybki halucynogenne, po nie młodzież również sięga... i tak można bez końca.
Inne wyjście - nie zakazujmy, a uczmy i wychowujmy, bo cokolwiek wyeliminujemy z rynku, to powróci w podziemiu ze zdwojoną siłą. A młodych ludzi możemy wychowywać w trzeźwości i uczyć o życiu bez uzależnień.
Obawiam się, że za chwilę pojawią się "pamiątki" lub inaczej nazwane produkty, które również będą "nie do spożycia", a w podtekście jasne będzie, że z takim produktem można zrobić coś innego, co gorsza nie wiedząc jakim kosztem...
Te specyfiki trafią - pewnie znów zmodyfikowane, tak aby nie miały w sobie zakazanych pierwiastków - do podziemi,
albo legalnie zaczną być sprzedawane w normalnych punktach, bez wielkiego logo "legalne narkotyki" i przy sąsiedztwie innych, całkiem normalnych rzeczy.
Osoby zainteresowane będą wiedziały co kupić żeby użyć, ale będzie to bez tej całej otoczki smartszopów i innych...
Załóżmy, że ktoś otwiera drogerię. Ma tam wszystkie standardowe produkty drogeryjne, ale będzie również kadzidełko, które po skruszeniu nada się do nabicia lufy.
Co z tym zrobić?
Tak a`propo - ktoś zakazał produkcji i sprzedaży butaprenu?
Jak ktoś chce być bliżej "Stwórcy" to niech wybierze się na rekolekcje do kościoła, tam ksiądz czasami używa takich kadzidełek - można ten pyszny specyfik sobie nieźle poniuchać ;) a na składkę wystarczy wrzucić jednego "zyla" albo dwa.
I jest w tym 100% prawdy - jaki normalny człowiek kupuje trutkę na szczury opakowaną w kolorowe sreberko i z ochotą, bez przymusu się nią faszeruje, a do tego płaci za to kupe kasy.
Nie dziwie się, że "baronik" taką kasę na tym robił - i wszystkim tym debilom śmiał się prosto w oczy.
A nie łatwiej było iść to pierwszego lepszego chemicznego kupić sobie opakowanko "krecika do rur" - zawinąć to w jakieś świecidełko - elegancko odwinąć na imprezie i posypać sobie języczek granulkami.
Działanie podobne - a jaka oszczędność kasy.
I po co te wszystkie zawodzenia, że sklepy zamknięte.