|

Szlak pałaców i dworów powiatu wągrowieckiego prowadzi nas dzisiaj do Rąbczyna. W miejscowości, położonej niecałe 9 km od Wągrowca stoi hala sportowa Gimnazjum nr 3. Niewiele osób wie, że była to dawna rezydencja nadprezydenta Wielkiego Księstwa Poznańskiego, aktywnego masona wtajemniczonego w rewolucyjne idee Zakonu Iluminatów.
Historia Rąbczyna, dzięki ukrytemu pod lasem grodzisku, sięga czasów kultury łżyckiej lub wczesnosłowiańskiej. To niegdyś rycerskie dobro należało w roku 1390 do Rąbczyńskich herbu Topór. Zbiory biblioteki kórnickiej wymieniają różnych dziedziców majątku, jednak my skupimy się na tych z końca XVIII i początku XIX wieku.
 Z DZIEDZICTWEM NAPOLEONA Jednym z nich był Onufry Radoński, który otrzymuje od swojego ojca, podkomorzego gnieźnieńskiego Jakuba, majątek Rąbczyn i Łekno. Dzięki dziadkowi Onufrego, generałowi Kazimierzowi, stara szlachecka rodzina Radońskich miała szczęście i odziedziczyła fortunę, stanowiącą część pokaźnej schedy po Wojciechu Opalińskim, wojewodzie sieradzkim. Onufry, jak wielu innych polskich patriotów w tamtym czasie nadzieje na odrodzenie ojczyzny łączył z wojskami Napoleona, które przetaczały się przez Europę walcząc z naszymi zaborcami. W okresie pierwszych zwycięstw napoleońskich wstępuje do wojska i walczy m.in. w 10 pułku „złotych huzarów”. Szybko awansuje na majora, a po wyprawie moskiewskiej w 1812 r. na pułkownika. Pięć lat później wstępuje do tajnego „Związku Kosynierów”, organizacji niepodległościowej powstałej na fundamentach poznańskiej loży Wolnomularstwa Narodowego. Jednocześnie zostaje mianowany przez Namiestnika Wielkiego Księstwa Poznańskiego ks. Antoniego Radziwiłła szambelanem króla pruskiego. W tym czasie zapewne poznaje Józefa von Zerboni di Sposetti, któremu sprzedaje majątek Rąbczyn i Łekno za ok. 100.000 pruskich talarów.
TAJEMNICZA ŚMIERĆ ONUFREGO Po sprzedaży Rąbczyna związek Onufrego z tym miejscem się kończy, ale pewna niewyjaśniona do dziś intryga sprawia, że warto prześledzić jego dalsze losy. Królewsko – pruski rząd pozbawia go w końcu klucza szambelańskiego i za przystąpienia natury politycznej skazuje na banicję. Wędrówkę po Europie kończy w szwajcarskim Lugano. Jego pokaźnym majątkiem interesowało się wiele osób, wśród nich był m.in. jego dawny służący Józef Szułdrzyński, który w końcu za pośrednictwem Karola Stablewskiego odkupuje ten majątek w marcu 1829 r. W zamian Onufry miał otrzymywać dożywotnią rentę w wysokości 18.000 zł rocznie. Renty tej nie doczekał, gdyż przedwcześnie umarł w Lugano w październiku 1830 roku. Śmierć ta uwolniła Szułdrzyńskiego od zobowiązań, lecz krążyły pogłoski, że była „nienaturalna”. Wzbudzało to szereg domysłów i insynuacji, a nie wyjaśnienie tej sprawy do dnia dzisiejszego pobudza i naszą wyobraźnię. Wątek ten zatacza szersze kręgi, dlatego jeszcze do niego wrócimy, przy okazji prezentacji innej rezydencji z okolic Wągrowca.
KONSPIRATOR SPOD ZNAKU CYRKLA I WĘGIELNICY Drugą, równie ciekawą postacią związaną z majątkiem rąbczyńskim, był nadprezydent Wielkiego Księstwa Poznańskiego, Józef von Zerboni di Sposetti. Jego burzliwa przeszłość jest bardzo interesująca. Oświecony umysł Zerboniego był otwarty na popularne wówczas idee rewolucji francuskiej, którym poświęca nawet tom poezji. Przyłącza się do wolnomularzy, propaguje idee oświeceniowe, szerzy oświatę, zwalcza nadużycia administracji i korupcję w państwie pruskim. Próbuje również z przyjaciółmi stworzyć związek, który miałby kontynuować idee zakazanego przez elektora bawarskiego w 1784 r. Zakonu Iluminatów. Jego działania, co ciekawe, nie zostają docenione, ale przysparzają mu problemów i są powodem jego osadzenia w więzieniu. Po zwolnieniu zaszywa się w zakupionej posiadłości i oddaje wytężonej, organicznej pracy na swoim gospodarstwie. Czyni tam spore zmiany: zaczyna od melioracji, upiększa park, odbudowuje dwór. Kiedy Polacy walczą u boku Napoleona z Prusakami, on dystansuje się od tych wydarzeń, co zostaje dostrzeżone przez Fryderyka Wilhelma III. Po zawarciu pokoju francusko-pruskiego cesarz przywraca go do służby państwowej i to na stanowisko naczelnego prezesa powstałego na mocy kongresu wiedeńskiego Wielkiego Księstwa Poznańskiego.
 PATRONEM ŚW. WAWRZYNIEC Zerboni, potomek znanego rodu z Italii, jak na Włocha przystało był katolickiej konfesji (wyznania katolickiego), wybudował w wiosce z własnych środków szkołę katolicką oraz ufundował figurę św. Wawrzyńca z obrazami malowanymi na drewnie (Jezusem na krzyżu, Matką Boską, św. Józefem i św. Wawrzyńcem). Ludzie podczas sierpniowej oktawy na cześć swojego patrona zbierali się przy figurze, świętowali i śpiewali pobożne pieśni. Niestety, Niemcy w czasie wojny niszczyli miejsca kultu i taki los spotkał również św. Wawrzyńca.

Po wojnie figury już nie odbudowano, a na jej miejscu postawiono wiatę przystanku autobusowego. Wydaje się, że jest to obecnie najbardziej zaniedbane miejsce w Rąbczynie. Powybijane szyby, pobazgrane ściany oraz dostrzegalny wokół aż nadto bród i fetor. Nie dziwię się, że były nauczyciel, pasjonat historii, przesiedlony kresowianin, Wiesław Kassak stara się przywrócić wiosce figurę i związane z nią te piękniejsze karty historii. Życzę Panu Wiesławowi, aby to jego staranie się urzeczywistniło. Tym bardziej, że dzięki znajomości z byłym mieszkańcem Rąbczyna, Heinrichem Beekerem, wzbogacił się nawet o rysunki techniczne figury.
Przy okazji warto wspomnieć, że dzięki Wiesławowi Kassakowi udało się odrestaurować starą dzwonnicę, znajdującą się tuż obok dworu. A chciałby jeszcze upamiętnić w formie epitafium osoby, które zginęły z niemieckich rąk w obronie polskości Rąbczyna.
CO NAM ZOSTAŁO Dzięki wydanej w latach 1861-62 monografii, która zawiera litografię barwną rąbczyńskiej rezydencji, dowiadujemy się jak wyglądał budynek i jego otoczenie. Bryła parterowego dworu przetrwała do czasów obecnych. Co prawda wnętrza już nie ma, gdyż zaadaptowano je na salę gimnastyczną, ale zostały piwnice, w których obecnie znajduje się szkolna kuchnia i stołówka. Niestety, po ostatnim remoncie postanowiono zlikwidować z naczółkowego dachu widoczne na litografii dwa kominy, przez co budynek upodobnił się bardziej do hangaru niż dworskiej rezydencji. Nie ma także od strony ogrodu pozornego trójosiowego ryzalitu, ani wejścia na osi ze schodami. Nie przetrwała również oranżeria. Dobudowano lub odbudowano natomiast po przeciwnej stronie od ogrodu drewniany ganek, który nadaje obecnej bryle budynku nieco finezji i lekkości. Podczas ostatniego remontu odnowiono również gzymsy okalające budynek. Szkoda tylko, że wykonano je ze styropianu, przez co duże ich fragmenty zostały już wydziobane przez ptaki wijące sobie w nich gniazda. Z dawnego ogrodu z alejkami i oczkiem wodnym ostały się tylko dwa platany. Drzewa, o kilkumetrowych obwodach, rozpościerają się za dworem, wspominając czasy jego świetności.
 WOKÓŁ DWORU Majątek Rąbczyn ulegał przez lata ciągłym przemianom. Za czasów barona Jerzego Seydlitza, zięcia Zerboniego oraz kolejnego właściciela majątku, Wilhelma Dütschke, Rąbczyn wzbogaca się o ciekawe obiekty wykonane z cegły i ciosanego kamienia. M.in. stodołę, mleczarnię, kuźnię, karczmę oraz gorzelnię z maszyną parową, która napędzała również olejarnię, młyn oraz sieczkarnię. Wszystkie te obiekty budowane były w jednym stylu, co nadawało wiosce wyjątkowej estetyki i indywidualnego charakteru. Spacerując obecnie po Rąbczynie zauważalny jest brak poszanowania i samowola wobec tej starej architektury.

PODRÓŻ SENTYMENTALNA Na koniec jeszcze jedna krótka historia związana z dworem. W 1899 r. przechodzi on na własność pruskiej komisji kolonizacyjnej. Majątek ulega parcelacji, a w budynku dawnej rezydencji urządzono szkołę m.in. dla dzieci niemieckich kolonistów, sprowadzonych do Rąbczyna przez barona Jerzego Seydlitza, w miejsce przesiedlonych za stosunki secesyjne polskich rolników. W okresie nasilającej się germanizacji polskie, rąbczyńskie dzieci mają odwagę strajkować w obronie polskiego języka, którym nie mogą się posługiwać nawet na lekcji religii. Mimo surowych zarządzeń królewskiego rządu i starań nauczyciela religii, strajk trwa przez ponad pół roku. W obliczu naszej ostatniej tragedii narodowej i wielu słów wypowiedzianych o polskim patriotyźmie i nie rzadko gorzkim dziedzictwie, warto przypomnieć tę jakże chwalebną postawę tamtych dzieci.

O historii tej i wielu innych przypomniał Wiesław Kassak, któremu chciałbym podziękować za odbytą wspólnie podróż sentymentalną po Rąbczynie.

Osoby, które chciałyby podzielić się informacjami na temat dworów i pałaców powiatu wągrowieckiego, proszę o kontakt rozak@gloswagrowiecki.pl
(Autor Rafał Różak, 6x Fot. Rafał Różak, Archiwum WBC Poznań, fragment mapy topograficznej z 1944r.)
|
Komentarze
...doprowadził, bo musiał. Nie było szans na utrzymanie tego klasztoru w pruskim państwie. Kasatę przeprowadzono w "łagodny" sposób, rozkładając ten proces na wiele lat. Posiadłości klasztorne zostały skonfiskowane przez inną osobę, wiele lat wcześniej.