|

Tym razem szlak pałaców i dworów zaprowadzi nas do położonych 13 km od Wągrowca Siernik. Miejscowość ta, choć leży poza granicami powiatu wągrowieckiego, jest bardzo silnie z nim związana historycznie i sentymentalnie. Pałac, który się tutaj znajduje, wybudowany dla pełnej uroku kasztelanki Katarzyny z Raczyńskich Radolińskiej, określany jest arcydziełem wielkopolskiej architektury rezydencjalnej. Dlatego trudno byłoby go pominąć.
Sierniki zaistniały na kartach historii dzięki tragedii, dziś rzeklibyśmy narodowej, jaka miała tutaj miejsce w roku 1296. W Popielec, dzień postu, skruchy i pokuty, został tu dobity i ostatecznie zamordowany Przemysł II, który zaledwie siedem miesięcy wcześniej, po przeszło dwustu latach przerwy, został koronowany w Gnieźnie na króla Polski.
UBRAŁ ORŁA W KORONĘ Wszystko zaczęło się w oddalonym niespełna 6 km od Siernik, Rogoźnie. Nad rzeką Wełną rozpościerał się gród z dworem kasztelańskim Domaradzica ze Smogulca. Były to północne rubieże Wielkopolski, położone w linii prostej 35 km od granicy z Brandenburgią. Przemysł II wybudował tu zamek modrzewiowy, w którym bardzo lubił przebywać. W zamku tym urządził ucztę z okazji ostatek. Osłabiona nad ranem czujność straży sprawiła, że do grodu udanie przeniknęli zamachowcy, którzy zaskoczyli śpiących biesiadników. Wywiązała się co prawda walka, jednak król w końcu „padł na ziemię mnogimi okryty rany”. Monarchę posadzono na konia i uprowadzono, uciekając na południe od Rogoźna. Z powodu odniesionych ran Przemysł II miał problemy z utrzymaniem się w siodle i słabł coraz bardziej. Porywacze za plecami czując oddech ścigających, postanowili więc go dobić i porzucić w śniegu, w Siernikach, w miejscu zwanym dzisiaj Porąbki. Nie ma stuprocentowej pewności kto stał za tym tragicznym porwaniem, większość poszlak wskazuje jednak na zdrajców z otoczenia króla i margrabiów brandenburskich, którzy nie mogli pogodzić się z koronacją Przemysła II, jednoczącego z Wielkopolską Pomorze Gdańskie i Szczecińskie. Jak często pokazuje historia, takie momenty nie dzielą, a jeszcze bardziej jednoczą. Proces który zapoczątkował, stał się już nieodwracalny i doprowadzi ostatecznie do odbudowy zjednoczonej Polski. Należy tutaj wspomnieć, że Przemysł II pozostawił po sobie Orła Białego, którego ubrał w koronę. Znak ten został naszym godłem narodowym.
UROCZA SAMOTNIA KATARZYNY Z źródeł pisanych wiemy, że w 1399 Sierniki dzierzył Przybisław Pięta z rycerskiego rodu Nowinów. Otrzymał on w roku 1409 od króla Władysława Jagiełły także pobliskie Rogoźno. Możemy domyślać się, że była to forma wdzięczności za służbę rycerską, bądź też zachęta do udziału w przygotowaniach militarnych przed rozstrzygającym starciem z Krzyżakami na polach pod Grunwaldem. Na przestrzeni wieków ciekawych postaci związanych z Siernikami nie brakowało, jednak największe zmiany poczyniła kasztelanka Katarzyna z Raczyńskich Radolińska. Postanawia ona wznieść na miejscu drewnianego dworu pałac, który okaże się arcydziełem wielkopolskiej architektury rezydencjalnej.
 Katarzyna z Raczyńskich Radolińska, wdowa po podkomorzym wschowskim Józefie Radolińskim należała do najbogatszych w owym czasie kobiet w Wielkopolsce. Ta pełna temperamentu kuzynka i przyjaciółka marszałka koronnego Kazimierza Raczyńskiego z Rogalina była również jedną z czołowych postaci wielkopolskiego życia towarzyskiego. Rezydencja, jaką postanowiła wybudować w Siernikach, miała być dla niej samotnią, dzięki której mogłaby oderwać się od znajomych, otaczającego ją zgiełku, wyciszyć się i pobyć blisko natury. Miejsce na ucieczkę od cywilizacji wybrała wręcz idealnie. Tuż za pałacem rozpościerają się lasy, jeziora i bagniste łąki, na których rozbrzmiewa na wiosnę niezapomniany klangor żurawi.
 BUDOWA REZYDENCJI Projekt pałacu przygotowuje świetny architekt i rysownik królewski, Jan Christian Kamsetzer. Kończył on właśnie warszawską, klasycystyczną rezydencję Kazimierza Raczyńskiego przy ul. Długiej i w podobnym stylu wybudował w latach 1786-88 pałac w Siernikach. Powstanie tego pałacu zapoczątkowało w Wielkopolsce nowy nurt architektoniczny, zwany później klasycystycznym polskim, który miał wpływ na wiele wybudowanych na przełomie XVIII i XIX wieku siedzib w stylu pałacu-willi.

Rezydencja w Siernikach to budynek dwukondygnacyjny, wysokopodpiwniczony, o zwartej zabudowie, z prostym czterospadowym dachem. Od strony głównego dziedzińca na osi wyznaczono okazałe reprezentacyjne wejście z szerokimi schodami prowadzącymi na wysoki parter, i czterokolumnowym portykiem jońskim, podtrzymującym trójkątny naczółek. Okazałe wejście sprawia, że budynek wydaje się monumentalny, a wrażenie to potęguje samo usytuowanie pałacu, który wybudowano na niewielkim wzniesieniu. Nad wejściem wewnątrz frontonu, na marmurowej tablicy wykuty został sentymentalny napis „Sobie, Swoim, Przyjaźni, Czasowi” – miał on podkreślać rodzinny, spokojny, oderwany od trosk charakter tej rezydencji. Od strony ogrodowej elewację zdobi trójboczny ryzalit, który poprzedzają dwubiegowe schody. Wewnątrz pałacu znajduje się ciekawa dwukondygnacyjna sala rotundowa i bogata w różnego rodzaju sztukaterie „sala biała”.
 KOLEJNI WŁAŚCICIELE Po śmierci Katarzyny pałac odziedziczyła jej córka Wirydianna z Radolińskich primo voto Kwilecka, secundo voto generałowa Fiszerowa. Pozostawiła ona po sobie ciekawy pamiętnik, w którym opisuje burzliwe czasy przełomu XVIII i XIX wieku oraz postaci historyczne, które osobiście znała, (Tadeusza Kościuszkę, Henryka Dąbrowskiego czy ks. Józefa Poniatowskiego). Kontynuuje ona w pałacu prace, które nie zdążyła wykonać przed śmiercią jej matka. Po zawirowaniach rodzinnych, Sierniki ostatecznie dziedziczy wnuk Wirydianny, Władysław, który sprzedaje je dopiero co wzbogaconym Szułdrzyńskim. W ich posiadaniu majątek pozostaje do 1939 roku. Pałac przejmuje Władysław Szułdrzyński, syn Józefa, którego historię poznaliśmy po części przy okazji omawiania dworu w Rąbczynie. Faktem jest, że wzbogacił się on i to pokaźnie dzięki pewnej śmierci. Oddać należy jednak Józefowi Szułdrzyńskiemu, że majątek, który przejął, potrafił doskonale rozwinąć, a przy okazji wyedukować na bardzo wysokim poziomie swoich synów, i wychować ich na prawdziwych patriotów. Do majątku należały w tamtym czasie torfiarnia, młyn, cegielnia, gorzelnia, obory, potężny magazyn zbożowy i prawie 1700 ha ziemi
POWOLNA AGONIA W 1939 roku do pałacu wprowadzają się Niemcy. Po wojnie w latach 60-tych powstaje tutaj Stacja Hodowli Roślin. Jak wspomina jeden z pracowników, Sylwester Nowicki, stacja bardzo dobrze prosperowała i dawała zatrudnienie wielu ludziom. Dbano też o porządek nie tylko w majątku, ale i w okolicy, szczególnie wtedy, gdy wizytować stację miał sekretarz partii z Wągrowca. Brukowana droga biegnąca przez całą wioskę była zamiatana, a krawężniki bielone. W pałacu mieściły się początkowo pomieszczenia biurowe Stacji Hodowli Roślin, jednak kiedy biura przeniesiono do pobliskiego Wiatrowa, pałac powoli zaczyna niszczeć. Największe zniszczenia notuje jednak po 1989 roku. Staje się nagle niczyj, ludzie rozkradają co mogą. Agencje rolne prywatyzują majątek, jak twierdzą co niektórzy, w nie do końca przejrzystych okolicznościach. W tym piekiełku odnalazł się Lech Twaróg, który dzierżawi majątek, mający m.in. przerób mleka na poziomie 3700 litrów dziennie. Po Twarogu majątek dzierżawi firma Grajan. Pałac natomiast w międzyczasie niszczeje i popada w ruinę. W takim stanie, wraz z trzy hektarową działką, udaje się go odzyskać spadkobiercy, Andrzejowi Szułdrzyńskiemu. Postać ta ma ciekawy życiorys. Pełni funkcje Dyrektora Generalnego, Finansowego, a później Wiceprezesa Orbisu. Zasiada w radach nadzorczych wielu spółek, m.in. w Banku Turystyki S.A., ATU Towarzystwie Ubezpieczeń Turystycznych czy Swarzędzkich Meblach S.A. W 2000 roku sprzedaje pozostałości tego co zostało po założeniu pałacowo parkowym, Semirowi Rahmie - Palestyńczykowi z Gazy, który przyjeżdża do Polski na stypendium medyczne w roku 1973.
MUZUŁMANIN RATUJE PAŁAC Jak twierdzi Semir Rahma, pomoc rodziny z krajów naftowych pozwoliła mu na zakup zabytkowego obiektu i działki wokół niego. Nie wnikając w szczegóły tej transakcji, należałoby podziękować temu już spolszczonemu Palestyńczykowi, że w ostatniej chwili uratował pałac, który zrujnowany, okradziony służył za miejscową melinę. Semir Rahma włożył dużo pieniędzy w nowe tynki wewnętrzne i zewnętrzne, wprawił wiele brakujących okien, odrestaurował sztukaterię wewnątrz budynku, zainstalował centralne ogrzewanie, podłączył wodę, a także ogrodził całą działkę, która była często okradana. Z jednej strony szkoda, że obiekt ten, dziedzictwo naszej kultury, nie jest ogólnie dostępny i można go podziwiać tylko przez kraty w bramach. Trzeba jednak zrozumieć to postępowanie, gdyż - jak widzimy - część naszego społeczeństwa nie dorosła jeszcze do tego, aby uszanować dziedzictwo pozostawione bez nadzoru.
 Plany były takie, aby stworzyć tutaj dom starców. Pieniądze od rodziny przestały jednak płynąć, a ogrom prac, który był jeszcze do zrobienia, przerósł nowego właściciela. Tak więc już od kilku lat ponownie nic się tutaj nie dzieje. Obiekt stoi pusty, nie jest wykorzystywany, a właściciel nie zamierza już więcej inwestować. Pałac czeka zatem nadal na lata powrotu do świetności.

Osoby, które chciałyby podzielić się informacjami na temat dworów i pałaców powiatu wągrowieckiego, proszę o kontakt rozak@gloswagrowiecki.pl
(Autor Rafał Różak, 5x Fot. Rafał Różak, fragment mapy topograficznej z 1944r.) |
Komentarze
pozdrawiam