tobacamp
WebGW
Soul side story, czyli opowieść o miłości

Wyświetleń: 177

czwartek, 09 lutego 2012 13:38

tomasz-budzynski
Mało kto ze starszych wągrowieckich fanów rocka pamięta, że historia największej miłości Tomasza Budzyńskiego rozpoczęła się w grodzie nad Wełną i Nielbą, latem 1991 roku.

„Wystąpiliśmy na trzydniowym festiwalu muzyki niezależnej „Eko Czad” w Wągrowcu, który organizował niejaki Piszpunt, późniejszy radny w tym mieście. Na tym właśnie festiwalu przebywała również Natalia (...)


CO NOC MYŚLĘ O NATALII
„W ciągu dnia spacerowała ze swoimi znajomymi z UAM-u (...) wokół jeziora, piła lokalne piwo i dużo się śmiała. Cały Wągrowiec był opanowany przez załogi: punków, w skórach i glanach oraz hardcorowców w kangurkach i w trampkach. Ci drudzy gardzili tymi pierwszymi. Co rusz wpadano na interesujące pomysły - typu uwolnienie świń z miejscowej rzeźni. Wraz z poznańską załoga zgromadzoną wokół zespołu Apatia, Natalia nocowała w hotelu przy rynku, który miał zostać sprywatyzowany, ale póki co przypominał squat. Ale ja nie wiedziałem tego. Co noc tylko śniłem o niej” - wspomina w swojej książce „Soul side story” Tomasz Budzyński. Ten wągrowiecki fragment przytoczył zebranym Sebastian Chosiński, który w tamtym okresie czasu współpracował z „Głosem Wągrowieckim”.


JEŚLI NIE LITERATURA TO CO?
Książka to niezwykła, ale nie w kategorii kulturowego zjawiska. Na pewno nie jest literackim dziełem, aczkolwiek autor ociera się o literaturę. Mowa trawa może w niej nie dominuje, ale razi niepoprawną polszczyzną, językowymi nieporadnościami, naiwnymi anegdotami. Jednak czyta się ją z zapartym tchem. Nie jestem taki stary, jak mam napisane w dowodzie osobistym, ale w miarę dobrze pamiętam wągrowiecki „Eko Czad” i jego plon, o którym przez kilka lat dyskutowano, ale nie udało się tego festiwalu reaktywować.
Autor przyznaje się, że przed przystąpieniem do pisania książki zapuścił brodę. „Pisarz bez brody jest niepoważny, a jego książka nieistotna. Broda dodaje majestatu jego słowom i podkreśla ich ważność. Nie jestem pisarzem, ale postanowiłem chociaż wyglądać jak pisarz” - wyznał w przedmowie, dobitnie określając stosunek do książki.
Jeśli ta pozycja nie mieści się w kanonie klasycznej literatury, to czym jest? Dokumentem ? Tak! Autobiografią? Tak! Historią? Tak, ale duszy Tomka Budzyńskiego, a także polskiego rocka lat 80 - tych i 90 - tych. Niewątpliwie Budzyński przeszedł do historii rodzimego rocka za sprawa Siekiery i Armii, w których to kapelach występował jako charyzmatyczny solista.

OD MALARSTWA WSZYSTKO SIĘ ZACZĘŁO
Jednak nie muzyka grała w jego artystycznej duszy. Z wykształcenia jest malarzem, ukończył Liceum Plastyczne w Nałęczowie. - Wpierw byłem, jestem i będę malarzem, i wszystko co robię jest pokłosiem uprawiania malarstwa - stwierdził ku zdziwieniu fanów rockowej muzyki obecnych na spotkaniu z nim w Miejskim Domu Kultury, w którym, wystawił swoje prace. Dla nich, dla mnie również, Budzyński zawsze będzie się jednak kojarzył z legendarnymi już Siekierą i Armią.
Tomasz zdążył już wprawić w podziw żeby tylko to - krytyków sztuki, tudzież muzyki i literatury oraz rzesze młodych ludzi. Ten 50-letni artysta żadnej muzie nie przepuścił.
Nie tylko uważa siebie za malarza i wokalistę, ale też za kompozytora, a nawet poetę. W jedną i drugą rolę wcielił się na tyle skutecznie, że na pewno śladów pozostawionych po jego piórze nie da się wytrzeć. Mało tego, Budzyński jest autorem muzyki do spektaklu według Stanisława Ignacego Witkiewicza „Iuvenilium Permanens”, wystawionego przez Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. W 2011 r. współreżyserował dokumentalny film „Podróż na Wschód”.

ANIELO, MÓJ ANIELE
Te artystyczne działania Tomka nie dorównują jednej, jedynej miłości do żony Natalii, którą poznał w Wągrowcu podczas „Eko Czadu”. - Już pięć razy zakochiwałem się w żonie i nie mogę się odkochać - mówi o Natalii, z którą ma dwójkę fantastycznych dzieci. Trudno mu było przypomnieć sobie do jakich chodzą klas, ale wie, że się uczą, a przede wszystkim sekundują mu w jego malarskich peregrynacjach w pokoju córki.
Jeszcze jedna namiętność tkwi w Budzyńskim: śp. babcia Aniela. U niej spędzał dzieciństwo, chodził do kościoła i grał w karty. - Karciana gra jest lepsza aniżeli komputer. W karty grają ludzie, rozmawiają ze sobą, popijają kawkę i winko, i są razem - spuentował zalety takiego spędzania czasu. Nadal ceni sobie tę formę rozrywki i przedkłada ją nad przesiadywanie przy niemym komputerze.

(Autor Jerzy Mianowski, Fot. Jerzy Mianowski)

 
(1 głos, średnia ocena 5.00 na 5)


Komentarze 

 
0 #2 WSed 2012-02-11 12:22
Wszystko rok gora ale szpan.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
0 #1 rocst 2012-02-11 11:30
Rockelrol gora.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 

Dodaj komentarz


Głos Wągrowiecki na Facebooku
Wybieramy Sołtysa Roku 2012
Sołtysi to liderzy wsi, które są tworzywem demokratycznej Polski gminnej. Od 1990 r. sołtys... Więcej…
Wygraj bilet na KMN
„Kabaret Moralnego Niepokoju” za pięć tygodni (18 maja) wystąpi w Wągrowcu. Ponad... Więcej…
Konkurs żużlowy
Dla Czytelników „Głosu Wągrowieckiego” mamy wejściówki na ligowy mecz... Więcej…
Królewska uczta
Fotograficzna uczta spotkała nielicznych wągrowczan w Galerii Miejskiego Domu Kultury. Wydał... Więcej…

Aktualne wydanie

Glos-Wagrowiecki-nr-20_2012

Kolejny numer GW

Do następnego wydania
Głosu Wągrowieckiego
pozostało:
3 dni

Plebiscyt

soltys_roku

Konkursy

Vehiku_konkurs

Nasz serwis w liczbach

Użytkowników : 719
Artykułów : 2895
Odsłon : 2397362

Goście online

Aktualnie 40 gości online 

Uroczystości

140_lecie_lo_baner

wokół euro

wokol_euro
skuteczne-tygodniki-lokalne
prenumerata
wrzuc-temat
rzetelna_firma
Fortuna_zajawka
Copyright(c) 1998 - 2010 Wągrowiecka Oficyna Wydawnicza Sp. z o.o. | All rights reserved