|

Z MACIEJEM ZIELIŃSKIM, prezesem Wągrowieckiego Towarzystwa Edukacyjno-Muzycznego w Wągrowcu i nauczycielem Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia im. Bronisława Zielińskiego, rozmawia Jerzy Mianowski.
O co chodzi z tryptykiem, o którym pan wiele ostatnio publicznie mówi? - Oczekuję, że coś się w Wągrowcu w końcu zmieni. Z rozmów z ludźmi też takie oczekiwanie wynika. Wydaje się olbrzymie kwoty, które są marnotrawione, na nieuzasadnione społecznie cele. Pragnę zwrócić uwagę opinii publicznej, że tutejsi mieszkańcy nie tylko żyją przyziemnymi sprawami, czy sportem, ale - moim zdaniem - oczekują na promocję miasta przez kulturę muzyczną, która od lat towarzyszy mieszkańcom Wągrowca.
Co rozumie pan przez kulturę muzyczną na wysokim poziomie? - Chodzi mi o kulturę, w której mieszczą się zagadnienia edukacji muzycznej i artystycznej, które swoim zasięgiem wykraczają daleko poza Wągrowiec. Tymczasem działalność kulturotwórcza Państwowej Szkoły Muzycznej I stop. (na działalność szkoły Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przeznaczyło w br. około 1 mln 250 tys. zł) i Wągrowieckiego Towarzystwa Edukacyjno-Muzycznego nie jest należycie doceniana przez władze samorządowe. Na ważne projekty w dziedzinie kultury, np. na festiwal „Pałucka Wiosna Muzyczna”, audycje muzyczne, działalność orkiestry dętej czy rozbudowę szkoły muzycznej, przeznacza się symboliczne kwoty. W pierwszym spotkaniu z tego tryptyku chciałem przedstawić kolejne pomysły, jak realizować kulturę w mieście. Mój projekt pn. „Muzykalna szkoła” ma na celu rozwój kultury muzycznej od podstaw, obejmując wągrowieckie szkoły podstawowe i gimnazja, a jego idea winna przyczynić się do promocji miasta w skali kraju. Mam nadzieję, że inicjatywa ta połączy pieniądze samorządowe z środkami Ministerstwa Edukacji Narodowej i Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Umiejętność gospodarowania pieniędzmi publicznymi jest sztuką. A jak to się robi? - Na przykład przez rozbudowę Państwowej Szkoły Muzycznej czy też wskrzeszenie orkiestry dętej i to z dobrym skutkiem, co zostało bardzo ciepło przyjęte przez lokalną społeczność, która podczas koncertów klaszcze jej na stojąco. Od miasta na ten cel nie uzyskałem złotówki. Na dokumentację rozbudowy szkoły miasto wydało 62 tysięcy złotych, otrzymując z MKiDN w ciągu dwóch następnych miesięcy 150 tys. zł na remont kina. Kulturę tworzą ludzie. Obecnie w naszej szkole pracuje 22 pedagogów o najwyższych kwalifikacjach. Wielu z nich prowadzi ożywioną działalność koncertową. Władze samorządowe tego nie zauważają i nie chcą tego faktu wykorzystać w promocji miasta i regionu. Pomysłów ma pan wiele, ale gorzej jest z ich realizacją? - Nie tylko na rozbudowie szkoły kończą się moje pomysły. Ma ona być małą filharmonią z salą koncertową w pełnym tego słowa znaczeniu. Jej zaplecze służyć będzie do organizacji ogólnopolskich i regionalnych warsztatów, szkoleń nauczycieli, konferencji. Pomysłów na wykorzystanie tego obiektu mam wiele. Po jej oddaniu do użytku potrzebna nam będzie roztropność gospodarzy miasta. Mam wrażenie, że za mocno wychodzi pan przed orkiestrę. Rozmach pana projektów nie odpowiada społecznemu zapotrzebowaniu mieszkańców i może okazać się, że mała filharmonia będzie świecić pustkami. - Nie sądzę tak, albowiem z autopsji wiem, że koncerty muzyczne w małych środowiskach cieszą się dużą frekwencją. Przed nami stoi ogrom pracy w dziedzinie promocji kultury muzycznej, co traktujemy jako naszą wielką misję. Temu celowi właśnie będzie służyć nasza „mała filharmonia”. Podczas ostatniej Pałuckiej Wiosny Muzycznej sala kina MDK i kościół farny nie pękały w szwach od nadmiaru publiczności? - To jest dość złożona sprawa. Poznańska filharmonia na co dzień też nie pęka w szwach. Podczas koncertów wągrowczanie liczą na kontakt ze znanymi w kraju i zagranicą artystami, a nie są przyzwyczajeni przeżywać standardową kulturę muzyczną. Jak można mówić o zapotrzebowaniu na tę kulturę, jeśli w koncercie Konstantego Andrzeja Kulki uczestniczy 150 osób, a amfiteatr z Mandaryną oblegały tysięczne tłumy? Czy na taki stan rzeczy mam się godzić? Przed panem stoi więc ogrom zadań w zakresie edukacji muzycznej i kształtowania kulturalnych gustów lokalnej społeczności, co nie jest takie proste. - Zazwyczaj jest tak, że to co jest trudne buduje się latami. Edukacja muzyczna nie jest łatwą materią i wymaga cierpliwości, konsekwencji, wytrwałości, a przede wszystkim wielkiego wysiłku i dopiero wtedy przyjdzie czas na zbieranie jej plonów. Po owocach ich poznacie...
(Fot. Jerzy Mianowski) |
Komentarze
nie przejawiamy zainteresowania kulturą.
Ale w każdej społeczności, nawet w tym zapyziałym, prowincjonalnym miasteczku powiatowym są ludzie, którzy słuchają muzyki klasycznej, Programu 2 Polskiego Radia, jeżdżą na koncerty do Filharmonii Poznańskiej. I ich potrzeby kulturalne także winno brać się pod uwagę kształtując ofertę kulturalną miasta i powiatu. Czekam z niecierpliwości ą na pierwszy koncert w nowym budynku Szkoły Muzycznej.
Nie potrafimy docenić tego, że mamy w mieście wspaniałą szkołę muzyczną - publiczną i bezpłatną. Nie w każdym kraju można kształcić uzdolnione muzycznie dzieci i młodzież bez opłat.