|

SAGA RODZINY GRAJKOWSKICH. FRANCISZEK GRAJKOWSKI całe życie był wierny harcerskim ideom. Teraz jego imieniem zostanie nazwany sztandar wągrowieckiego Związku Harcerstwa Polskiego.
Franciszek Grajkowski urodził się w Wągrowcu 16 lipca 1904 roku, jako drugie z ośmiorga dzieci. Jego ojciec też miał na imię Franciszek, a matka to Pelagia z domu Fołdzińska. Imię to w rodzinie Grajkowskich nadaje się od pokoleń z ojca na syna.
RODZICE Ojciec, Franciszek Grajkowski senior, był stolarzem. Jak to często na przełomie wieków XIX i XX bywało, jeździł po dworach i folwarkach i naprawiał to, co trzeba było naprawić. Sam był Kaszubem, urodzonym w Radzyniu Chełmińskim. Wiadomo, że terminował u kilkunastu mistrzów stolarstwa, aby zostać mistrzem. Z przyszłą żoną Pelagią poznali się prawdopodobnie, kiedy przebywał w okolicach Wągrowca. - Wykonywał prace drobne w okolicznych majątkach. Od księdza, który był proboszczem w Żabiczynie i organizował tam z kaplicy dworskiej większy kościółek wiem, że właśnie tam znaleźli w czasie przebudowy, przy ołtarzu, napis: „elementy drewniane wykonał Franciszek Grajkowski, stolarz z Wągrowca” - wspomina Halina Dzwoniarska, wnuczka Franciszka Grajkowskiego seniora. Tuż przed wybuchem I wojny światowej w 1914 roku wyjechał do Gdańska. Wszystko dlatego, że w Wągrowcu skończyła się praca dla stolarza. W tym nadmorskim mieście pracował w stoczni jachtowej, gdzie zajmował się drewnianymi wykończeniami. Sprowadził swoich najbliższych. Kiedy wybuchła wojna, uczestniczył w niej. Po powrocie z frontu opuścił Gdańsk. Prawdopodobnie dlatego, że Niemcy zmuszali go do zmiany nazwiska. Zmiana nie była duża (z Grajkowski na Grajkowsky), ale wolał tego nie robić. Spakowali się z całą familią i w 1920 roku wrócili do Wielkopolski. Jego żona zajmowała się domem i wychowywała dzieci. Miała ich ośmioro. Cztery lata później założył z synem warsztat stolarski. Potem zatrudnili się oboje w wągrowieckiej fabryce mebli, u pana Maciejewskiego. Fabryka znajdowała się przy ul. Gnieźnieńskiej, a zabudowania stoją do dzisiaj. W czasie II wojny światowej był już w domu. Potem ze względu na cukrzycę stracił nogę. Jego dzieci związały się z Wągrowcem - oprócz Stefana, bo on przed wojną był nauczycielem w Lesznie. W czasie wojny walczył z armią Andresa. Po wojnie zamieszkał w Kanadzie, w Edmonton.
FRANCISZEK SYN Zaczął uczyć się w szkole podstawowej w Wągrowcu, w Gdańsku skończył ją z wyróżnieniem (musiał po niemiecku zdobywać wiedzę). Po powrocie skończył Powiatową Państwową Szkołę Przemysłowo - Dokształcającą. Musiał to zrobić, żeby mieć tytuł czeladnika w zawodzie swojego ojca. Stolarzem był 17 lat. Do drużyny harcerskiej im. Tadeusza Kościuszki wstąpił w 1920 roku. Osiem lat później został mianowany komendantem hufca harcerskiego. W 1937 roku poznał żonę i zaczął rozglądać się za lepszą pracą, żeby utrzymać rodzinę. Dostał posadę kontrolera sanitarnego w Szubinie, więc miesiąc po ślubie przeprowadzili się do Szubina, do domu przy ulicy 3 Maja. Ukończył kurs instruktora higieny w Gdyni. Zajmował się mniej więcej tym, czym dziś Sanepid. Kontrolował m.in. czystość w miejscach, gdzie sprzedawało się żywność. Jeździł na kontrolę nawet do Panigrodza. Harcerzem był nadal - został komendantem w Szubinie.
II WOJNA ŚWIATOWA Kiedy wybuchła, wszyscy z Szubina zaczęli uciekać w stronę Kutna. Jechali samochodem, wozem. Przeżyli bombardowania. Wojsko ich cofnęło, ale do Szubina, któremu okupancie nadali nazwę Altburgunt, wrócić już nie mogli. - Znajomy, który był rzeźnikiem, ostrzegł mojego ojca, że już wracać nie ma co - opowiada Halina Dzwoniarska. - Tata w Szubinie także działał w harcerstwie i miał tam drużynę PCK. Oni byli zmilitaryzowani, że tak powiem. Prowadzili dywersję. Gdyby wrócił do Szubina, zostałby aresztowany przez Niemców. Przybyli więc z powrotem do rodzinnego miasta. Najpierw przez kilka lat Franciszek ukrywał się u swoich teściów, którzy wynajmowali probostwo. Tutaj rozpoczął pracę w zakładach Maciejewskiego tyle, że Maciejewskiego już nie było, a kierownikiem fabryki był Niemiec Ring. Franciszek Grajkowski znowu był stolarzem. Harcerstwo było jego „drugim życiem”, także w tych trudnych czasach. Wągrowieccy druhowie założyli Szare Szeregi. Działali w konspiracji, podzieleni na piątki. Zajmowali się małą dywersją. Czasami przebijali opony w samochodach okupantów, utrudniali transporty czy psuli hitlerowskie urządzenia. Kontaktu z szubińskim hufcem jednak nie stracił. Za pomocą swojej siostry, listownie rozmawiał z Erdmann, który został szefem szubińskich harcerzy. Używali pseudonimów: „Attil”, „Wilk”, „Szakal”...
POWOJENNA RZECZYWISTOŚĆ Kiedy przyszło wyzwolenie w 1945 roku, nadal działał w harcerstwie. Przez trzy miesiące był milicjantem. Potem pojechał na delegację do Gorzowa Wielkopolskiego, gdzie trzeba było zorganizować miejskie władze. Został burmistrzem jednej z dzielnic. Do dziś zachowała się przepustka z tamtych czasów, na której napisano, że może używać roweru. Po powrocie w starostwie zaczął organizować służby sanitarne i epidemiologiczne. Był zastępcą, a potem aż do 1969 roku, do emerytury był szefem wągrowieckiego Sanepidu. W harcerstwie działał do aż śmierci, na emeryturze - w komisji historycznej. Zmarł 6 maja 1990 roku. - Mój ojciec był człowiekiem normalnym i takim zapaleńcem. Organizował spotkania z dziećmi z podwórka i nas sześcioro. Razem było 15 dzieci. Zabierał nas na wycieczki do lasu przy ul. Bobrownickiej. To było zwykle latem. Jak się zbierało na burzę, grzmiało, padał deszcz wszystkie dzieciaki płakały. Tata mówił wtedy: „my się burzy nie boimy, parasoli nie nosimy”. Każedemu kazał zerwać liść łopianu. Z liśćmi szliśmy całą szerokością ulicy Opackiej, bo tam ruchu nie było i śpiewaliśmy - wraca do dawnych czasów Halina Dzwoniarska. Każde z szóstki jego dzieci było zuchem i harcerzem. Dziś możemy powiedzieć, że rodzina Franciszka Grajkowskiego liczy 11 wnucząt i 16 prawnucząt.
SZTANDAR DLA F. GRAJKOWSKIEGO Wiosną 2011 roku hufiec ZHP w Wągrowcu przyjmie jego imię. Będzie ono także na sztandarze. - Uroczystość planujemy zorganizować na przełomie kwietnia i maja. Franciszka Grajkowskiego wybraliśmy na patrona i wzór do naśladowania w demokratyczny sposób. Jest to były, zasłużony instruktor, komendant naszego hufca. Część seniorów go znała, dlatego nie mieliśmy problemów z tym wyborem - mówi Lidia Drzewiecka, komendantka wągrowieckiego hufca ZHP. Jak wspomina córka F. Grajkowskiego, jej rodzice byli skromni - do tego stopnia, że nie lubi, jak ktoś o nich chciał pisać. - Kiedy harcerze zaczęli starać się nazwać hufiec imieniem mojego ojca, zdziwiłam się. Moi rodzice byli bardzo skromni. Nigdy nie chcieli, żeby o nich pisać ani opowiadać. Jak chcą harcerze, proszę bardzo - mówi Halina Dzwoniarska.
Ojciec - Franciszek Grajkowski senior 1874 - 1944 Matka - Pelagia 1876 - 1953 Dzieci: Zofia 1903 - 1974 Franciszek (bohater tekstu) 1904 - 1990 Mieczysław 1906 - 1991 Kazimierz 1907 - 1961 Ludmiła 1908 - 1936 Bolesława 1910 - 1975 Stefan 1913 - 1989 Janina 1914 - 1976
Dzieci Franciszka Grajkowskiego (bohatera tekstu): Jerzy - ur. 1938 - lekarz, zm. 2008 Halina - ur. 1939 - pielęgniarka Bożena - ur. 1943 - nauczycielka matematyki, zm. 2004 Zbigniew - ur. 1946 - starszy referent, zm. 1998 Ryszard - ur. 1949 - architekt Piotr - ur. 1951 - operator sprzętu budowlanego
(Autor Szymon Cieślak, Fot. Archiwum)
|
Komentarze
Rodzina Grajkowskich była rozpoznawalna w Wągrowcu co doświadczyłem po latach.
Jestem wnukiem brata Wujka Franka,Kazimier za.
Pozdrawiam harcerzy z Wągrowca.Czuwaj