|

PIŁKA RĘCZNA. Po rundzie jesiennej i czterech spotkaniach z terminarza rewanżowego Nielba plasuje się na miejscu gwarantującym grę w fazie play-off. Wcale to jednak nie oznacza, że tak pozostanie do zakończenia fazy zasadniczej, bowiem rywale z ogona tabeli dość mocno naciskają. Wymagać to będzie od wągrowieckiego zespołu pełnej mobilizacji i determinacji w grze w każdym spotkaniu, żeby nie doszło do powtórki z minionego sezonu.
Drugi sezon występów Nielby na najwyższym szczeblu krajowych rozgrywek wszystkich kosztował sporo nerwów. Ewentualny spadek mógł być końcem szczypiorniaka w Wągrowcu. Nielba w barażach z Gwardią Opole uratowała ligowy byt ku radości kibiców i rozpoczęła przygotowania do trzeciego sezonu w Superlidze.
Wiadomość o wynikach losowania gier była pierwszym wstrząsem dla zespołu. Zapowiedź inauguracji ligi z beniaminkiem Jurandem Ciechanów wcale do przyjemnych nie należała, a to dlatego, że nielbiści pamiętali jeszcze taki właśnie, nawet w podwójnym wydaniu, początek sezonu 201/2011. Jakby tego było mało, w dwóch kolejnych meczach mieli się zmierzyć z wicemistrzem i mistrzem Polski. Takiego obciążenia nie doświadczył żaden inny zespół.
W ROLI CZERWONEJ LATARNI Obawy o korzystny rezultat w pojedynku z ciechanowskim beniaminkiem potwierdziły się, a na punkty z Vive Targi Kielce i Orlenem Wisłą Płock liczyć nie można było. W Płocku żółto-czarni oberwali porządnie, jednak tydzień wcześniej postawili się kielczanom. Niewątpliwie mecz z drużyną Bogdana Wenty przejdzie do historii najnowszej szczypiorniaka, bowiem nielbiści skazani na pożarcie schodzili na przerwę z jednobramkowym prowadzeniem. Trener wiślan przecierał oczy ze zdziwienia. Tego nie powtórzył już żaden zespół, nawet krajowy mistrz przed własną publicznością. Po trzech kolejkach spotkań Nielba wylądowała na dnie tabeli i zaczęło się. Mimo bowiem tak wymagających rywali, zaczęto tu i ówdzie przebąkiwać, że będzie to ostatni sezon w krajowej elicie. Zamiast wsparcia zaczęło się totalne dołowanie wszystkiego i wszystkich. Nie brano pod uwagę przeciwności losu. Poza fatalnym układem spotkań, już na początku sezonu kontuzje dopadły Aloszę Szyczkowa, Łukasza Białaszka, Jakuba Płócienniczaka i Bartosza Świerada. Nie może dziwić, choćby z tego powodu, wysoka porażka na parkiecie mistrza Polski w Płocku. Można mieć jedynie pewne zastrzeżenia do występu w Ciechanowie.
ZAISKRZYŁO I ZNOWU ZGASŁO Dopiero w czwartym meczu z Zagłębiem Lubin nielbiści zainkasowali punkty. Komplet zapewnił Łukasz Gierak, który tuż przed zakończeniem meczu zdecydował się na strzał. Wyprawa w kolejnym meczu do Głogowa miała potwierdzić zwyżkę formy. Co z tego, że nielbiści byli lepsi, do Wągrowca powrócili na tarczy. Zabrakło szczęścia, a rewelacyjny wówczas Chrobry umocnił się w czubie tabeli. Nielba pozostała w dołku tabeli. Właśnie wtedy przed zespołem pojawiła się szansa na powiększenie skromnego dotąd dorobku, bo trzy kolejne spotkania miano rozegrać w Wągrowcu. Zarząd klubu widząc pewne słabości ściągnął z Gorzowa Dariusza Molskiego, który miał wesprzeć w pracy szkoleniowej Pawła Galusa, by wreszcie coś drgnęło. Jak na złość, przyszło wielkie rozczarowanie, bo nielbiści sromotnie polegli w pojedynku ze Stalą Mielec. Już większej kompromitacji być nie mogło. Wydawało się, że kolejny rywal Azoty Puławy z łatwością zgarnie punkty. Był to wówczas zespół, który nie doznał jeszcze smaku porażki i wcale nie myślał przerywać dobrej passy. Nielba zaskoczyła wszystkich, a zwłaszcza pewniaka z Puław. Wydawało się, że pokonanie puławian, których nie potrafił złamać nawet mistrz Polski, zamyka raz na zawsze pasmo niepowodzeń. Rozczarowanie przyszło tydzień później. Nielba znowu skompromitowała się, tym razem z MMTS-em Kwidzyn.
WSZYSTKIEMU WINIEN TRENER! Reakcja zarządu klubu po tej sromotnej porażce była natychmiastowa. Za wszystko obwiniono Pawła Galusa i odebrano mu funkcję pierwszego szkoleniowca. Postawiono na Dariusza Molskiego. Jego trenerski debiut przyniósł nielbistom zwycięstwo w meczu wyjazdowym z Powenem Zabrze. Tydzień później poprowadził do zwycięstwa żółto-czarnych z Warmią Olsztyn. W światku piłkarskim zaczęto krytykować zarząd za spóźnioną decyzję. Prawda zaś leży pośrodku. Zabrze i Olsztyn leżały w zasięgu nielbistów nawet pod skrzydłami Pawła Galusa. Na koniec rundy jesiennej nielbiści wywieźli punkty z Legnicy. I znowu peany posypały się w stronę nowego szkoleniowca. Dobrze. Nie wzięto jednak pod uwagę faktu, że akurat Miedź była w fazie kadrowego rozkładu. Trzeba jednak przyznać, że Molski potrafił znaleźć wspólny język z zawodnikami. Łatwiej wtedy o mobilizację zespołu, a ta była potrzebna, by zrewanżować się Jurandowi za fatalny start do sezonu. Po porażce w Kielcach, trener wyjątkowo zmotywował zespół przeciwko mistrzowi Polski i omal nie doszło do sensacji. Remis też można określić tym mianem (...)
(Autor Władysław Purczyński, Fot. Jerzy Mianowski)
[Więcej w papierowej wersji Głosu Wągrowieckiego dostępnej w sprzedaży od 4 stycznia 2012 r.]
|