|

Rozmowa z modelką Laurą Soszler.
Od kiedy współpracujesz z firmą LINDNER? - Dokładnie od maja 2010 r. Brałam udział w modelingu do drugiej i trzeciej edycji kalendarza LINDNERA. Od czego i kiedy zaczęła się twoja przygoda na planie zdjęciowym?
- Internetowo zgłosiłam swój udział w kilku castingach, na które otrzymałam zaproszenie i pierwsze oferty współpracy. Podczas każdej sesji zdobywałam kolejne doświadczenie, które później procentowało. Masz jakieś przygotowanie zawodowe do pracy na planie? - Nie, skończyłam tylko Technikum Technologii Żywienia w Lęborku i mam 20 lat. Na dobrą sprawę po ukończeniu tej szkoły jestem bezrobotna. Jak można załapać się na tego rodzaju pracę? - Po prostu zgłosiłam się poprzez stronę internetową na casting i przeszłam go pomyślnie. Czym zachwyciłaś podczas castingu: talentem, predyspozycjami, urodą, kontaktowością... - Do modelingu przede wszystkim trzeba mieć chęci i wiarę w siebie, że potrafi się zrobić to, czego się od modelki się oczekuje.


Modeling to jest dobry biznes dla ciebie? - Owszem, ale trzeba umieć się koło niego zakręcić, bo nie ma stałych zleceń. Fotograf Piotr Falencik jest dla ciebie wymagający? - Współpraca nasza jest bardzo udana, a na planie panuje miła atmosfera. Czy jesteś katoliczką? - Tak, a dlaczego pan pyta? Nie przeszkadza ci stawanie przy trumnie nago, tak jak na przykład dzisiaj? - Absolutnie, nie mam żadnych zahamowań. A rodzina jak reaguje na tego rodzaju kreacje? - Moi bliscy podchodzą to tego tak samo jak ja. Przed sesją sama malujesz swoje ciało? - Nie, robi to body painterka Patrycja Adamczyk z Katowic, która przyjechała dziś do Wągrowca. A kto wymyśla „stroje”, czyli projekt malunku na ciele? - Fotograf Piotr. On też przyjechał z daleka? - Tak, aż z Gdańska.
(Autor Jerzy Mianowski, Fot. Jerzy Mianowski)
|