|
 Kula breneka uszkodziła lewe nadkole i tylny słupek samochodu jednego z myśliwych. - Żadna z osób nie została poszkodowana, ani nie było zagrożone jej bezpieczeństwo - uważa SŁAWOMIR JAROSZEWICZ, łowczy okręgowy w Pile.
Wojskowe koło łowieckie „Szarak” podlega Zarządowi Okręgowemu Polskiego Związku Łowieckiego w Poznaniu. Dzierżawi obszar łowiecki między innymi w nadleśnictwie Durowo w powiecie wągrowieckim. Zarząd koła tworzą: prezes Paweł Kuczko, łowczy Czesław Karolkiewicz, sekretarz Piotr Rzłobiński i skarbnik Stefan Domański. Pamiętne, polowanie odbyło się w ostatnią sobotę stycznia.
- Po końcowym pędzeniu, w obwodzie nr 102, jeden z myśliwych idąc na zbiórkę zgłosił, że ma uszkodzone lewe nadkole i tylny słupek swego samochodu - relacjonuje pilski łowczy Sławomir Jaroszewicz. - Po dokonaniu oględzin okazało się, że kula breneka uszkodziła samochód uczestnika polowania. Kierujący polowaniem zarządził dokonanie wizji lokalnej i sporządzenie szkicu sytuacyjnego zdarzenia. Świadkowie stwierdzili, że po wystrzale do dzika nastąpiło odbicie i uderzenie kuli w samochód. Strzał oddany został poza miot i nie był po linii. Oddano go w kierunku lasu, około 28 metrów od stanowiska myśliwego. Na miejscu znaleziono sierść dzika, tzw. ścinkę. Rozprowadzenie myśliwych zostało wykonane prawidłowo, a strzał oddano z zachowaniem warunków bezpieczeństwa. Notatkę oraz szkic sporządził kierownik polowania i podpisało ją pięciu świadków, którzy obserwowali to zdarzenie. Z pierwszych informacji, jakich udzielił prasie łowczy koła, który rzekomo oddał feralny strzał, nic właściwie nie wynikało. Od tego momentu odcięto mediom dopływ informacji.
ZMOWA MILCZENIA - O zdarzeniu dowiedziałem się od pana - odpowiedział tydzień po polowaniu Zbigniew Thomas, nadleśniczy nadleśnictwa Durowo. - Nie mam powodów interesować się zdarzeniami, które wydarzyły się na terenie nadleśnictwa, a nie podlegają memu nadzorowi. Nie mam kompetencji, aby interesować się takimi sprawami. - Słyszałam o zdarzeniu, jednak do tej pory nie dostaliśmy zgłoszenia o wypadku z bronią palną - mówi st. sierż. Monika Grzelak, rzecznik prasowy wągrowieckiej policji. - Nie mam obowiązku informowania prasy - unika odpowiedzi Paweł Kuczko, prezes „Szaraka”. - Raport wysłałem do Piły, może tam uzyska pan informacje (...)
Od autora
Oj, psioczą myśliwi na dziennikarzy, że rozdmuchują sprawę tak naprawdę błahą. No bo cóż się takiego stało? Auto jednego z polujących oberwało rykoszetem i tyle. Wystarczyło na dziurce w karoserii przykleić liść, a potem otwór zaszpachlować u zaprzyjaźnionego blacharza i nikt by się nie dowiedział. Uważam jednak, że sprawy nie wolno bagatelizować. Stała się bowiem rzecz bardzo poważna. Myśliwy strzelił tak, że breneka poleciała poza obszar bezpieczny. Trafiła w samochód, ale mogła trafić innego myśliwego, siedzącego w tym aucie lub postronną osobę przechodzącą leśnym duktem. Niefortunny strzelec powinien ponieść surowe konsekwencje tego, że pospiesznie strzelił w niewłaściwym, niebezpiecznym kierunku. Emocje towarzyszące polowaniu nie usprawiedliwiają naruszenia zasad bezpieczeństwa. Jeżeli ktoś nie umie utrzymać nerwów na wodzy, to lepiej niech broni palnej nie bierze do ręki. Myślę, że opisanie wypadku w gazetach przyniosło jednak pewien pozytywny skutek. Myśliwych to wprawdzie irytuje, ale błąd łowczego został napiętnowany, a sprawa nabrała rozgłosu. Może dzięki temu zarówno ten, jak i inni myśliwi zastanowią się, zanim znów nacisną spust? Jeżeli staną przed wyborem: naruszenie zasad bezpieczeństwa lub ucieczka zwierzyny spod lufy, bez wahania opuszczą broń i nie oddadzą ryzykownego strzału.
(Autor Cezary Kucharski, Fot. Archiwum)
|
Komentarze
Jesteś pewien glino, że w tym komisie pismaki strzelały? W artykule jest przecież mowa o zachowaniu zasda bezpieczeństwa przez osoby posługujące się bronią palną. Tam dziennikarze nie użwali broni palnej, więc piszesz zuwpełnie nie na temat, czyli bez sensu.
Teraz jest moda na polowanko AUTOW.Kto ustrzeli taka zwierzyne to dostanie dobre odszkodowanko.
Mógł by mu zrobić krzywdę.
W sumie dobrze, że mamy takich myśliwych gamoni, niech sobie na siebie i na swoje auta polują.
Ja nie mam nic przeciwko...