piątek, 17 sierpnia
17:23

Szukamy bliskich majora

Mimo, że od kilkunastu lat mieszka w dalekiej Holandii, to kocha naszą Ojczyznę i kultywuje każdą oznakę polskości, tam na obczyźnie. ALINA WALORSKA każdego roku odnajduje i zapala znicze na grobach poległych w Holandii Polaków.

FOT. Archiwum Leszek Grzeczka

Alina i Ryszard Walorscy wraz z córkami wyjechali przed laty z Damasławka do Holandii. Mieszkają i pracują w Best, miejscowości w regionie North Brabant. Żeby kontakt dzieci polskich emigrantów z językiem ojczystym nie ograniczał się jedynie do rozmów w domu oraz oglądania polskiej telewizji, w Oss, we wrześniu 2010 utworzono Polską Szkołę Sobotnią dla dzieci w wieku od 4 do 13 lat oraz Klub Malucha przy Polskiej Szkole Sobotniej, w której prace bardzo zaangażowali się państwo Walorscy. (...)

 

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 46 Z 15 LISTOPADA 2017 R.

Order dla fińskiego wągrowczanina

Wągrowczanin Michał Zieliński, prezes Zjednoczenia Polskiego w Helsinkach, został udekorowany przez Prezydenta RP Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi.

FOT. Archiwum  M. Zielińskiego

Andrzej Duda wręczył odznaczenia państwowe ośmiu zasłużonym działaczom polonijnym, w tym Michałowi Zielińskiemu, które to - jak mówił Andrzej Duda - stanowią uhonorowanie wieloletnich starań m.in. o podtrzymanie polskości.(...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 44 Z 1 LISTOPADA 2017 R.

 

Wspominali Turniej Miast

Jeszcze do 29 października w Muzeum Regionalnym można oglądać wystawę poświęconą jednemu z najciekawszych wydarzeń historii naszego miasta, jakim był niewątpliwie zorganizowany we wrześniu 1987 roku Telewizyjny Turniej Miast Wągrowiec – Lubartów.

 

 

Muzealna ekspozycja stała się pretekstem do organizacji w miniony czwartek tematycznych zajęć sekcji regionalnej Wągrowieckiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Gośćmi spotkania byli przedstawiciele wągrowieckich organizatorów turnieju, ówczesny Naczelnik Miasta Stanisław Wilczyński i Michał Politowski, wówczas dyrektor Zakładów Przemysłu Ziemniaczanego, który „dowodził” grupą wągrowiecką w Lubartowie (...)

 

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 43 Z 25 PAŹDZIERNIKA 2017 R.

Po ten kwiat czerwony...

Zespół mocnego uderzenia No To Co świętuje 50-lecie działalności. Nagrał nową piosenkę, w której wspomina o tej starej, z „kwiatem czerwonym”. I rusza w trasę.

 

FOT. Torun.pl, last.filom

Historia grupy to kawałek dziejów naszej popkulturki. Inicjator zespołu, Piotr Janczerski nie został - jak chciał tata - technikiem budowlanym, lecz oddał się sztuce, kończąc Szkołę Instruktorów Teatrów Ochotniczych (...)

 

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 41 Z 11 PAŹDZIERNIKA 2017 R.

Maluchem w przeszłość

Uczniowie ze szkoły podstawowej w Łaziskach odwiedzili Muzeum Techniki Motoryzacyjnej.

fot. Konrad Szadkowski

 

To nie lada gratka dla dzieci, które mogły zapoznać się z autami, jakich mogą nie pamiętać nawet ich rodzice. Perły motoryzacji z czasów głębokiego PRL-u przyciągnęły uwagę ciekawskich uczniów. Mogli podziwiać między innymi ostatni nabytek muzeum, którego właściciel Aleksander Błaszkowski szukał kilka lat – fiat 126p w wersji kabriolet, wyprodukowany w ilości tylko 507 sztuk, z czego 400 wyjechało za granicę. Dzieci oblegały też żuka A15bw wersji strażackiej, jednego z najstarszych w Polsce. Nie mniejszą sensację wzbudził pojazd słynnego porucznika Borewicza z „07 zgłoś się”, czyli polonez z lat siedemdziesiątych. Chętni mogli też przywdziać mundur milicjanta z tamtego okresu. Słynna „skarpeta”, czyli syrenka oraz romet czy motorynka – marzenie dzieci z lat 80 - to nie wszystko.

 

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 40 Z 4 PAŹDZIERNIKA 2017 R.

Wszyscy zakasali rękawy...

Turniejowe szaleństwo w Wągrowcu na dobre zaczęło się kilka miesięcy przed sprawdzianem dwóch miast skazanych na zwycięstwo lub porażkę: Wągrowca (21 700 mieszkańców) i Lubartowa w Lubelskiem (20 700).

Późne lata osiemdziesiąte to był okres dogorywającej komuny, ale w terenie jeszcze mocno osadzonej, tak więc można było wtedy popaść w niełaskę partyjnej władzy lub podzielić się z nią zwycięstwem. Wągrowiec był jednak szczęśliwym miastem pod każdym względem. Ówczesnego naczelnika Stanisława Wilczyńskiego namaścił Feliks Cieszyński, były dyrektor Zasadniczej Szkoły Zawodowej, gdzie Wilczyński był nauczycielem.
Ten polityczny wstęp jest na miejscu, by pokazać, że Wilczyński uchodził za mocnego włodarza miasta i cieszył się dużym poparciem społeczeństwa i partii, co zaowocowało podczas turniejowych potyczek. Zresztą uchodził za bardzo pracowitego i sumiennego człowieka na tym stanowisku.
Wszyscy pomagali mu jak jeden mąż. Dzisiaj aż dziw bierze, że wówczas wągrowczanie mogli tak się zmobilizować, ba, oddać swoje serca i wolny czas ukochanemu miastu. To była zasługa Wilczyńskiego, który był wszędzie, doglądał każdej roboty, a przede wszystkim rozmawiał z mieszkańcami.

Fot. Jerzy Mianowski


Gdy Wilczyński na dwa dni przed turniejem pojechał z delegacją do Lubartowa, by poznać przeciwnika, zastępował go Janusz Muszyński, na którego głowie spoczął cały „bałagan”.
- Niczym Napoleon rozmawiał z dwóch telefonów, wydawał polecenia i załatwiał sprawy przychodzących do urzędu petentów – relacjonowała w Tygodniku Pilskim Małgorzata Linetty.
Wilczyński ze swoim zastępcą sami by nie pociągnęli wszystkich przygotowań. W tym celu powołano pięć zespołów roboczych. Najwięcej roboty miał zespół do spraw odnowy i remontów, który kierował budowlaniec Tadeusz Graczyk, wówczas prezes Spółdzielni Pracy Remontowo-Budowlanej. Do renowacji było prawie 200 budynków komunalnych, nie mówiąc o blokach spółdzielczych i posesjach prywatnych. Wszyscy zakasali rękawy i zabrali się za remonty, głównie malowanie elewacji i ich ozdabianie oraz remonty nawierzchni jezdni i chodników. Jeszcze długo po turnieju dużą ścianę u zbiegu ulic Kolejowej i Wojska Polskiego zdobiła ogromna mapa i wycinanka pałucka...

Fot. Jerzy Mianowski

ZNAK CZASU
- To były zupełnie inne czasy i uwarunkowania, działał system nakazowo-rozdzielczy. Po wytypowaniu naszego miasta do udziału w tym turnieju nikt nie pytał o koszty tego przedsięwzięcia, a były one niemałe - wspomina Muszyński.
Z obiektami państwowych właścicieli organizatorzy nie mieli kłopotów, ale obawiano się o prywatne domy, ponieważ nie wszystkich było stać nawet na skromny wysiłek finansowy, dlatego miasto pospieszyło im z pomocą. Urząd wyasygnował na ten cel 150 tys. zł, co nie było jednak niebotyczną kwotą, ale pozwoliło przyznać wiele dotacji na zakup farb do pomalowania elewacji, naprawy dachów czy płotów. Duże pieniądze skapnęły się właścicielom nieruchomości w rynku, gdzie odbywały się potyczki rodzinne nagrywane przez TVP; chyba największą pomoc otrzymała właścicielka ogromnej kamienicy, która już wtedy popadała w ruinę i szpeciła Rynek. Dużo pomogli wągrowieccy rzemieślnicy, którzy gratisowo – wtedy mówiło się w czynie społecznym - wymalowali aż 10 elewacji.
- Entuzjazm był powszechny, zarówno na etapie przygotowań, jak również w samym dniu imprezy. Wszyscy porządkowali i upiększali miasto, które na kilka dni stało się „bombonierką” – mówi Zbigniew Byczyński, ówczesny sekretarz partii.
Ponoć nawet trawniki malowano na zielono, a taką plotkę powtarzali sobie z ust do ust złośliwi wągrowczanie, co było wierutną bzdurą. W czasach komuny często posługiwano się takim sloganem, więc nic dziwnego, że również w Wągrowcu tak mówiono. Sceptycznie nastawionych mieszkańców jednak nie brakowało. Utyskiwali na tak dużą mobilizację mieszkańców, na których władza niby wywierała presję, że to wszystko jest robione na siłę. No cóż, nie byli pozbawieni racji, bo na co dzień ludzie nie garnęli się do systematycznych prac porządkowych na swoich posesjach, zaś „czynszownicy” czekali aż porządki zrobią im naczelnik lub prezes spółdzielni mieszkaniowej. Tych malkontentów jednak było dużo mniej niż entuzjastów turniejowych zmagań.
- Pamiętam sytuację, gdy wojewoda pilski anonimowo podjechał do ludzi porządkujących posesję i zapytał, dlaczego tak ofiarnie pracują. Skarcony został przez nich za to, że nie wie, iż w Wągrowcu odbędzie się turniej miast – śmieje się dziś Byczyński.

TRENINGI
Dużo pracy mieli zawodnicy startujący w potyczkach rodzinnych. Rodziny do turnieju przygotowywał Andrzej Sebastyański, ówczesny kierownik Wydziału Społeczno-Administracyjnego Urzędu Miasta. Jego zadaniem – bardzo trudnym - było wyszukanie pięciu rodzin, które musiały odpowiadać regulaminowym kryteriom wiekowym.
- Wcale nie było łatwą sprawą znalezienie pięciu rodzin, czyli rodziców i ich dwójki dzieci różnych płci i określonego wieku, ale udało się – wspomina Andrzej Smykowski.
Z całą piątką intensywnie ćwiczył na stadionie. Spośród nich wybrano dwie rodziny na potyczki w Wągrowcu i Lubartowie. Nasze miasto reprezentowała rodzina państwa Andrzeja i Teresy Smykowskich. Pan Andrzej to były piłkarz ręczny, a  potem trener. Jego 14-letni syn Robert poszedł śladami ojca i  grał w ręczną w kadrze młodzików Nielby, a 10-letnia Madzia również była zwinna i sprytna, jak jej brat (...)

 

 

Fot. Jerzy Mianowski

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 39 Z 27 WRZEŚNIA 2017 R.

Poszukiwania świątyni w zaginionym mieście

Odnalezione ciekawe artefakty z rezydencji Rogalińskich, odkopane tajemnicze szkielety, poszukiwania zaginionej świątyni oraz udane „Spotkania z dziedzictwem”, na które zawitali nawet goście z antypodów. Tak podsumować można ostatnie badania zaginionego średniowiecznego miasta w Dzwonowie, które archeolodzy z Muzeum Regionalnego w Wągrowcu prowadzą od 2014 roku.

Tegoroczne badania archeolodzy zaczęli od nowożytnej siedziby Rogalińskich herbu Łodzia, które przyniosły potwierdzenie wcześniejszych domysłów.
Jak przypuszczano, siedzibę szlachecką wzniesiono w miejscu średniowiecznego dworu rycerskiego, o czym świadczy m.in. odkrycie bogato zdobionych kafli piecowych z XV wieku, przedstawiających zwierzę w koronie i herby rycerskie. Na wzniesienie tak kosztownego pieca mogło sobie pozwolić wówczas tylko bogatsze rycerstwo i wyższe duchowieństwo. W XV wieku Dzwonowo, Skoki i Pawłowo należały do rodziny Skockich herbu Nowina i z ich rezydencją wiązać należy to znalezisko.
Efektem tegorocznych badań są też ułamki naczyń, liczne przedmioty metalowe oraz zbiór kilkudziesięciu monet. Wśród nich zwraca uwagę XVII-wieczny szeląg króla... Anglii i Szkocji, Karola II Stuarta.

Poszukiwania kościoła i... szkielet w wapnie
Zaledwie kilka dni temu zakończyły się też poszukiwania kościoła pw. św. Michała. Według lokalnego podania świątynia dzwonowska zatonęła w wodach pobliskiego jeziora, co ma potwierdzać wydobywający się czasem z toni dźwięk jej dzwonów.
Inny przekaz mówi, że świątynia zapadła się pod ziemię, a przyczyniły się do tego grzechy parafian.
Źródła pisane informują, że drewniana budowla już w XVII w. była w złym stanie technicznym, a pod koniec następnego stulecia nakazano jej rozbiórkę.
Niestety, mimo intensywnych prac nie udało się natrafić na relikty, które w przekonujący sposób wskazywałyby na lokalizację kościoła. Świątynię prawdopodobnie rozebrano, a resztę śladów zatarła erozja wzgórza oraz prace rolnicze. Dziś o istnieniu kościółka świadczy związane z nim cmentarzysko oraz liczne gwoździe rozsiane na jego powierzchni.
Przy okazji poszukiwań reliktów kościoła rozpoznano fragment cmentarza przykościelnego. Wydobyto szczątki 80 osób, a znaczne zagęszczenie grobów pozwala przypuszczać, że na dzwonowskim wzgórzu przez 450 lat pochowano ponad tysiąc osób. Wszystkie ciała składane były, zgodnie z obrządkiem chrześcijańskim, na osi wschód – zachód, z głowami skierowanymi na zachód. Wyjątek stanowił grób kilkumiesięcznego dziecka, ułożonego na osi północ-południe. Lokalizacja grobu na skraju cmentarza i odmienny kierunek ułożenia szkieletu mogą sugerować, że dziecko zmarło przed przyjęciem chrztu i nie zostało jeszcze przyjęte do wspólnoty wiernych. Pod nietypowym pochówkiem dziecięcym znajdował się szkielet ze sporym kamieniem umieszczonym na kręgach szyjnych. Zabieg ten miał zapewne na celu zatrzymanie pochowanej tu osoby w grobie w obawie przed powrotem z zaświatów (...)

Fot. A. Ślęzak

Fot. Marcin Krzepkowski

Fot. M. Krzepkowski

Wtedy wygraliśmy

Wągrowiec wziął udział w Telewizyjnym Turnieju Miast 30 lat temu.

Rywala nie od razu znaleziono. Planowano, że będzie nim miasto Pionki, ówczesnym województwie radomskim. Padło w końcu na Lubartów na Lubelszczyźnie. Wągrowiec poddano kilkutygodniowej kosmetyce, no bo w końcu telewizja przyjedzie.

KIEPSKI START
Turniej rozpoczął się w niedzielę 27 września o godz. 11.30. Telewizyjne transmisje z turnieju cieszyły się dużą oglądalnością w całym kraju, a wągrowczanie mogli mieć pewien niedosyt „łaskawości” ekipy telewizyjnej, która niezbyt przyłożyła się do przygotowania materiału zapowiadającego turniej. Zaprezentowany w telewizyjnej „dwójce” materiał promujący uczestników, a wyemitowany w przeddzień turnieju, pokazywał Wągrowiec w niezbyt korzystnym świetle. W tym dniu panowała jednak piękna pogoda. Centrum walki umiejscowione było na ówczesnym pl. płk. Paszkowa (obecny Rynek). Pojawiły się tłumy wągrowczan przekonanych o zwycięstwie. Wędrowały one z centrum miasta do miejskiego amfiteatru i estrady nad Jeziorem Durowskim. Miejsca te były głównymi arenami turniejowych wydarzeń. W amfiteatrze w tym prawie samym czasie rozpoczął się cykl imprez kulturalnych.
„Pierwsze telewizyjne wejście na antenę również było niefortunne. Występujący po fanfarach odegranych przez harcerzy kwartet jazzowy wbiegł na scenę w połowie playbacku, który po chwili został również wyłączony” - pisano na łamach Pilskiego Informatora Kulturalnego z 1987 roku. Ale tego podobno nie było widać na ekranie telewizyjnym. Wspomniany zespół zapomniał chyba, że ma jeszcze zaplanowany występ, bo po pierwszym występie zwinął sprzęt i po prostu pojechał do domu.

POTEM JUŻ LEPIEJ
Scenariusz turnieju przewidywał potyczki rodzinne, gospodarcze, zawodowe i kulturalne. Wągrowiec zbierał małe i duże punkty, pęczniała kwota zbierana na budowę przedszkola (...)

Fot. Jerzy Mianowski

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 37 Z 13 WRZEŚNIA 2017 R.

Stalin i Dzierżyński na ulicach Wągrowca

FOT. Zbiory Muzeum Regionalnego w Wągrowcu

Ulice Wągrowca nosiły w przeszłości różne nazwy, czasami nadawane pod presją ideologii i polityki totalitarnej. Dochodziło też do zniesienia nazw ugruntowanych wielowiekową tradycją i wprowadzenia w ich miejsce nowych, lansowanych przez propagandę. Patronami ulic miasta byli przez pewien czas m.in. Adolf Hitler, Józef Stalin czy też Feliks Dzierżyński.

Czasami polityka odgrywała decydującą rolę w kształtowaniu nazewnictwa występującego w przestrzeni miejskiej. Szczególnie nachalną inicjatywę wykazywały pod tym względem systemy autorytarne. Nazwy ulic i placów zawsze były łakomym kąskiem dla propagandzistów, realizujących w ten sposób określone cele ideologiczne. Taka tendencja najwyraźniej występowała w okresie okupacji niemieckiej i stalinizmu (...)

Aleja Józefa Stalina
W Wągrowcu podjęto też kilka inicjatyw, które nie doczekały się pomyślnej realizacji. Tak było na przykład z zamianą nazwy ulicy Skockiej na Poznańską. Uchwałę w tej sprawie podjęto w 1960 r., zmieniając jednocześnie dotychczasową Poznańską na J. Marchlewskiego.
Interesującą koncepcję możemy dostrzec w założeniach planistycznych z lat 50. XX wieku. W tym czasie północno-wschodnia część miasta nie była jeszcze objęta intensywną zabudową. Osią komunikacyjną w tej części Wągrowca miała być okazała, szeroka na ok. 20 metrów, Aleja Józefa Stalina. Ślady po planowanym założeniu są w niewielkich fragmentach do dziś czytelne w przestrzeni miasta (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 36 Z 6 WRZEŚNIA 2017 R.

Znaleziono szczątki Góralskiego?

Fot. AIPN/K. Szwagrzyk

Czaszkę ze śladem po kuli, należącą najprawdopodobniej do ofiary komunizmu, straconego w 1953 r. ZYGMUNTA GÓRALSKIEGO ps. Chmura, znaleźli na cmentarzu w Poznaniu pracownicy Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej.

Ostateczna identyfikacja szczątków nastąpi po przeprowadzeniu badań genetycznych. Działacz niepodległościowego podziemia, strażnik więzienia w Wągrowcu, który umożliwił ucieczkę dwóch osadzonych za nielegalne posiadanie broni, został rozstrzelany 30 marca 1953 r.

KONIECZNE BADANIA GENETYCZNE
Specjaliści Biura Poszukiwań i Identyfikacji przeprowadzili poszukiwania jego szczątków na cmentarzu na poznańskim Miłostowie. Jak podał IPN, przebadanie domniemanego miejsca pochówku przez archeologów było możliwe po dokonaniu czasowego podniesienia z grobu szczątków osoby tam pochowanej w latach późniejszych. W bezpośrednim położeniu pod współczesnym pochówkiem ujawniono szczątki należące najprawdopodobniej do poszukiwanej ofiary komunizmu.
- Działania w Poznaniu zakończyły się sukcesem. Miejsce, które wytypowaliśmy, istotnie okazało się tym, w którym znajdowały się szczątki człowieka z przestrzeloną czaszką (...)

Fot. AIPN/K. Szwagrzyk

Zygmunt Góralski

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 32 Z 9 SIERPNIA 2017 R.

Miasto zaginione w puszczy

Fot. Rafał Różak

Burmistrz Miasta i Gminy Skoki dofinansuje poszukiwania ratusza i kościoła w zaginionym mieście.

Piątkową prelekcją w Muzeum Regionalnym w Wągrowcu historyk Marcin Moeglich i archeolog Marcin Krzepkowski zakończyli cykl wiosennych spotkań dotyczących historii odkrycia średniowiecznego zaginionego miasta pod Skokami i prowadzonych tam badań archeologicznych. Badacze popularyzowali Dzwonowo w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Olsztynie, Koszalinie, Chorzowie czy Gnieźnie. Nie zapominając również o Wągrowcu i Skokach.
Pierwsze z polskich zaginionych średniowiecznych miast, dzięki zdjęciom lotniczym, odkryto w 2006 r. dwa kilometry za Szamotułami, a wydarzenie to wywołało wówczas olbrzymią sensację w kraju, jak i zagranicą. Jak się jednak okazało, takich miast w Polsce jest więcej. W 2013 r. zlokalizowano istniejącą zaledwie kilkadziesiąt lat Nieszawę. To prężny ośrodek powstały na polecenie Władysława Jagiełły naprzeciwko krzyżackiego wówczas Torunia, który skutecznie konkurował z nim politycznie i ekonomicznie. Natomiast trzecie w kolejności odkryto otoczone Puszczą Zielonką Dzwonowo, leżące na skraju powiatu wągrowieckiego.
Dzięki kwerendzie historycznej przeprowadzonej przez Marcina Moeglicha wiemy, że średniowieczne Dzwonowo (Swanow/Zwanowo) stanowiło niegdyś ośrodek klucza dóbr należących do wojewody poznańskiego Dobrogosta.
Na starych mapach, pozyskanych w ostatnim czasie przez wągrowieckie muzeum, widać, że szlak komunikacyjny z Pomorza na południe w kierunku Poznania wiódł niegdyś przez tę miejscowość. Za czasów syna Dobrogosta, Dzierżykraja zwanego Świdwa, po raz pierwszy wzmiankowano też o istniejącym w Dzwonowie mieście (1348 rok) oraz funkcjonującym tam kościele.
Na przestrzeni wieków lepsze okresy funkcjonowania miasta przeplatały się z gorszymi. Na początku XV wieku z Dzwonowa dwie osoby trafiły nawet na Uniwersytet Krakowski.
O pochodzącym z rodziny rycerskiej Sędziwoju synu Mikołaja niewiele wiemy, natomiast z mieszczanina Piotra, piszącego się ze Zwanowa, mieszkańcy tej miejscowości powinni być dumni. Jak udało się ustalić, trafia on na uczelnię w 1429 r. i wiąże się z nią już do końca życia. Zostaje wykładowcą uniwersyteckim i podnosi astronomię z marazmu, co w późniejszym okresie przyczyni się do rozkwitu akademii, do której później uczęszczał m.in. Mikołaj Kopernik. Piotr z Dzwonowa uznawany jest obecnie za jednego z twórców krakowskiej szkoły astronomicznej (...)

Ocalone dziedzictwo

 

Fot. Rafał Różak

Najnowsza wystawa „Śladami przodków – odkrycia archeologiczne na ziemi wągrowieckiej”, przygotowana przez TOMASZA PODZERKA i MARCINA KRZEPKOWSKIEGO, została otwarta w Muzeum Regionalnym w Wągrowcu.

- Trzynaście lat temu powstał przy naszym muzeum dział archeologiczny i od tego czasu to, co wcześniej w większości wyrzucane było na śmietnik historii, zaczęliśmy odzyskiwać i przywracać przyszłym pokoleniom. W tym czasie przeprowadziliśmy około pół tysiąca interwencji archeologicznych, z których pozyskaliśmy do swoich zbiorów kilka tysięcy zabytków – mówił otwierający wystawę p.o. dyrektora historyk Marcin Moeglich.
W tym miejscu warto przypomnieć, że stanowisko ds. archeologii utworzyła w 2004 r. ówczesna dyrektor Zofia Zawol.
Kiedy powierzyła je swojej późniejszej następczyni Małgorzacie Kranc, archeologia zaczęła zyskiwać na znaczeniu. Pozytywny wpływ na rozwój działu miało także wprowadzenie dwa lata później ścisłej strefy ochrony konserwatorskiej układu urbanistycznego starej części Wągrowca.
Po objęciu funkcji dyrektora przez M. Kranc-Rybczyńską pieczę nad działalnością archeologiczną na krótko przejęła obecna etnograf Wiesława Gruchała, a obecnie już od siedmiu lat rozwija ją Tomasz Podzerek, którego wspiera wiedzą i umiejętnościami współpracujący z muzeum archeolog Marcin Krzepkowski.
- Wcześniej mieliśmy już dwie niewielkie wystawy archeologiczne, ale opierały się one głównie na pożyczonych eksponatach. Od kilku lat chodził nam po głowie pomysł przygotowania ekspozycji prezentującej wyniki naszych działań i to się w końcu udało – stwierdził kustosz wystawy Tomasz Podzerek.

OD NEOLITU DO DRUGIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ
Sale przygotowano zgodnie z periodyzacją dziejów, a zabytki wyeksponowano z podziałem na okresy, od epoki kamienia po badania współczesne.
Muzeum może pochwalić się np. krzemiennymi grotami i toporkami kamiennymi z epoki neolitu; ciekawym zbiorem zabytków pozyskanych z cmentarzysk kultury łużyckiej, na które natrafiono w Siedleczku i Łęgowie - podczas przebudowy drogi nr 196; pozostałościami po starożytnej pracowni hutniczej, a także skarbami: nie zabrakło wśród nich przedmiotów brązowych ze Smuszewa, ozdób srebrnych z Tarnowa Pałuckiego i monet z czasów jagiellońskich (Zygmunta Starego i Jana Olbrachta) znalezionych wiosną 2016 r. tuż pod powierzchnią ziemi na placu sportowym w Skokach (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 12 Z 22 MARCA 2017 R.

  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak
  • Autor: Rafał Różak

Niemy świadek epoki...

Fot. epoznan.pl/blogi- blok-124-2397

Kilka dni po wybuchu studenckich protestów w Warszawie, zawrzało również w Poznaniu.

Nie przypadkiem w poznańskim proteście wziął udział wągrowczanin Marek Kośmider, wówczas student V roku filologii polskiej na Uniwersytecie im Adama Mickiewicza i późniejszy nauczyciel języka polskiego w wągrowieckim Liceum Ogólnokształcącym.
Przypomnimy pokrótce o co chodziło studentom w Warszawie. 8 marca 1968 r. na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego odbył się wiec protestacyjny w związku ze zdjęciem przez władze komunistyczne wystawianych w Teatrze Narodowym „Dziadów” Adama Mickiewicza oraz relegowaniem z uczelni Adama Michnika i Henryka Szlajfera, studentów Wydziału Historycznego UW, usunietych za udział w demonstracji 30 stycznia 1968 r. i przekazywanie informacji zagranicznym dziennikarzom.

Fot. epoznan.pl/blogi- blok-124-2397
Wiec ten został brutalnie zaatakowany przez oddziały milicji oraz „aktyw robotniczy”. Stało się to początkiem tzw. wydarzeń marcowych, czyli kryzysu politycznego związanego z falą studenckich protestów oraz walką polityczną wewnątrz PZPR, rozgrywaną w atmosferze antysemickiej i antyinteligenckiej propagandy.
Studenci poznańscy podjęli działania dopiero w poniedziałek, 11 marca, kiedy to na uczelniach pojawiły się pierwsze plakaty i napisy wzywające do popierania studentów warszawskich (...)
I właśnie 12 marca studenci starali się zorganizować działania poza terenami swoich uczelni. Od godzin przedpołudniowych na uniwersytecie i politechnice spontanicznie nawoływali do udziału w popołudniowym wiecu, na którego miejsce wyznaczyli plac Adama Mickiewicza przed Collegium Minus i aulą uniwersytecką (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 11 Z 15 MARCA 2017 R.

Bohater naszych czasów

Fot. Jerzy Mianowski

Żołnierz niezłomny, Żołnierz Wyklęty, żołnierz „Rzeczypospolitej utraconej”, ostatni ułan Rzeczypospolitej, ochotnik do Auschwitz, jeden z sześciu najodważniejszych ludzi europejskiego ruchu oporu w czasie II wojny światowej.

Takich żołnierzy jak rtm. Witold Pilecki Polska miała wielu. Ten jednak na wskroś jest kryształowy, bo bohater ponadczasowy, który zasługuje na miano bohatera narodowego. Nie założył podziemnego oddziału zbrojnego, ani też po wojnie czynnie nie walczył z komunistami. Jego misją była walka z hitlerowskim okupantem o wolną Polskę i w tym celu z własnej woli dostał się do obozu koncentracyjnego, a po ucieczce stamtąd walczył w Powstaniu Warszawskim. Walczył o Polskę demokratyczną, suwerenną, niekomunistyczną...

RONDO PILECKIEGO
Rtm. Witolda Pileckiego wągrowieccy radni miejscy, poprzez nadanie jego imienia nowemu rondu, wpisali w historię miasta. To pierwszy Żołnierz Wyklęty, który dostąpił tego zaszczytu w Wągrowcu, mimo że nie jest nasz – wągrowiecki i mimo tego, że z wągrowieckiej ziemi wywodzili się Żołnierze Wyklęci, którzy działali w tym i pobliskich powiatach, lecz nie w tym rzecz. Ważna jest pamięć o zapomnianych bohaterach, którym przyświecała idea wolnej Polski, nie tylko od hitlerowskiego okupanta, ale też sowieckiego ciemiężyciela, który niejako po poprzedniku przejął okupacyjną pałeczkę (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 10 Z 8 MARCA 2017 R.

Spór o Skoki

Fot. P. Namiota

Czy przed powstaniem Wągrowca i „przeprowadzką” cystersów z Łekna klasztornym miastem miały być Skoki? Kim byli napastnicy, który uwięzili właściciela Skoków i jego rodzinę? Oto kolejne pytania, na które staramy się odpowiedzieć w 650. rocznicę lokacji miejskiej Skoków.

W czasie gdy Janusz z Podlesia realizował plan lokacji miejskiej w Skokach (lata 1367-1373), cystersi z klasztoru w Łeknie podjęli nieudaną próbę założenia miasta w Tarnowie Pałuckim (1370 rok). Rezygnacja z tego przedsięwzięcia była prawdopodobnie wywołana katastrofą budowlaną i destrukcją kościoła klasztornego w Łeknie.

Cystersi z Łekna. Lata 70. XIV wieku
Następstwem tego wydarzenia były plany przeniesienia siedziby opactwa w inną, bardziej dogodną przestrzeń. W takich właśnie okolicznościach Tarnowo traciło dla cystersów strategiczne znaczenie, gdyż względy gospodarcze i prestiżowe skłaniały do tego, by „klasztorne miasto” było usytuowane w pobliżu ich nowej siedziby. Jak wiadomo, ostatecznie cystersi wybrali miejsce wśród rozlewisk rzeki Wełny, gdzie założyli Wągrowiec (pierwsza wzmianka o mieście - 1381 rok) i gdzie wkrótce zaczęli budowę klasztoru. Wydaje się jednak, że kilka lat wcześniej, zanim definitywnie wybrano Wągrowiec, stanęła przed cystersami atrakcyjna alternatywa: przejęcie Skoków.

Wydziedziczeni. Rok 1377
Kilkanaście lat temu prof. Andrzej M. Wyrwa natrafił na nieznany dotąd dokument Janusza z Podlesia, wystawiony 28 stycznia 1377 r. Z jego treści wynika, że właściciel Skoków zamierzał przekazać całe miasto, wraz z zamkiem, cystersom z Łekna. W związku z tymi planami odbierał prawa do tego dziedzictwa wszystkim swoim prawnym spadkobiercom. Rycerz wskazywał, że decyzję podjął z uwagi na osobistą pobożność, a w zamian za darowiznę oczekuje od cystersów wieczystych modłów za zbawienie dusz jego przodków i potomnych. Wiemy jednak, że cystersi nie utrzymali własności Skoków, które ostatecznie pozostały w rękach rodziny Janusza. Dla historyków cała ta sprawa jest trudną do rozwiązania zagadką. Źródła pisane nie dają odpowiedzi na piętrzące się pytania, co otwiera drogę do domysłów i spekulacji. Hipotetycznie możemy przyjąć, że Janusz z Podlesia, obserwując aktualne problemy cystersów z Łekna, mógł podjąć decyzję o wsparciu zakonu i zaproponować ówczesnemu opatowi przeniesienie siedziby klasztoru do Skoków. Jednak z uwagi na pretensje rodziny Janusza do tego dziedzictwa opat nie chciał ryzykować, że jego prawa do Skoków zostaną podważone. Rezultat ewentualnego sporu ze spadkobiercami rycerza z Podlesia był trudny do przewidzenia. Ze względu na ówczesne rozwiązania prawne istniało duże prawdopodobieństwo, że w przyszłości sprawa zostanie rozstrzygnięta na niekorzyść klasztoru lub wywoła długotrwały proces sądowy. Wobec tego opat mógł wybrać bezpieczniejsze rozwiązanie i przeprowadzić lokację całkiem nowego miasta. Tym miastem miał być Wągrowiec.

Uwięzienie Janusza i jego rodziny. Rok 1384
Dobre relacje Janusza z Podlesia z opatem łekneńskim utrzymywały się w kolejnych latach. Ich rezultatem była kolejna donacja, która objęła połowę wsi Ochodza (zrealizowana w 1381 r., co wskazuje na bezpośredni związek z powstaniem Wągrowca) (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 8 Z 22 LUTEGO 2017 R.

Sześć i pół wieku miasta

Plan miasta Skoki. Kolor czerwony – najstarsza część miasta (XIV wiek); kolor niebieski – lokalizacja kościoła pw. św. Mikołaja; kolor zielony – domniemana lokalizacja siedziby rycerskiej. Fot. Archiwum Muzeum Regionalnego w Wągrowcu

Dokładnie 650 lat temu JANUSZ Z PODLESIA otrzymał od króla KAZIMIERZA WIELKIEGO dokument dający prawo do przeprowadzenia lokacji miasta.

Prywatne miasto Janusza miało powstać nad rzeką, w miejscu zwanym Skoki. W ciągu kilku lat powstały tutaj: rynek, kościół i siedziba rycerska.

POCZĄTKI MIASTA SKOKI
Kluczową postacią w opowieści o początkach miasta Skoki jest rycerz Janusz herbu Nowina. Jego siedziba znajdowała się w Podlesiu Kościelnym, a do majątku należały też pobliskie wsie: Zbietka, Sarbia i Ochodza. Wprawdzie zachowane zapiski dotyczące rycerza z Podlesia są ułamkowe, jednak możemy pokusić się o szkicową charakterystykę tej nietuzinkowej postaci.
Nie ulega wątpliwości, że Janusz dysponował znacznymi środkami finansowymi. Musiał mieć przecież podstawy do przygotowania lokacji miejskiej – przedsięwzięcia bardzo kosztownego i dość ryzykownego z ekonomicznego punktu widzenia. Niestety, nie wiemy, w jaki sposób rycerz zdołał zgromadzić duże zasoby kruszcu. Źródłem jego bogactwa nie mogły być urzędy, z których mógłby czerpać doraźne korzyści, bowiem w żadnym z dokumentów nie wzmiankowano o jakiejkolwiek jego godności urzędniczej. Wiemy natomiast, że Janusz oddał jakieś zasługi królowi i był związany politycznie z rodem Doliwów, odgrywającym w tym czasie pierwszoplanową rolę w Wielkopolsce (co nie było bez znaczenia w kontekście lokacji miejskiej w Skokach). Był też osobą głęboko religijną, a jego osobista dewocja znalazła ujście w fundacjach dwóch kościołów (jeden w Skokach, drugi w Podlesiu Kościelnym) i bliskich związkach z cystersami z Łekna.

Król Polski Kazimierz Wielki - grafika Aleksandra Lessera.

POWSTANIE MIASTA
Najbardziej rzeczowe informacje o powstaniu Skoków zawierał dokument lokacyjny, wystawiony w 1367 roku przez Kazimierza Wielkiego. Niestety, oryginał tego aktu uległ przed wiekami zniszczeniu. Jakiś jego odpis znajdował się przed II wojną światową w poznańskim archiwum, lecz później on również zaginął. Mieli do niego dostęp badacze penetrujący archiwa w okresie międzywojennym i dzięki ich pracy zachował się fragment jego treści, opublikowany w latach 20. XX wieku. Do niedawna było to jedyne dostępne źródło dotyczące początków Skoków. Jednakże kilka miesięcy temu Iwona Migasiewicz natrafiła na inny odpis, nieznany dotychczas historykom. Zawiera on pełną treść przywileju królewskiego, udzielonego Januszowi z Podlesia 650 lat temu.
Dzięki temu znalezisku nasza wiedza wzbogaciła się o wiele szczegółów, np. we wstępnej części dokumentu wspomniano, że Janusz z Podlesia otrzymał pozwolenie na lokację z uwagi na „wierne służby” świadczone królowi i w oczekiwaniu kolejnych, które wyświadczy władcy w przyszłości. Wzmiankowano też, że miasto ma powstać nad brzegami rzeki, w miejscu zwanym Skoki i będzie w nim obowiązywać prawo średzkie. Na mocy dokumentu powołano samorząd miejski, któremu przewodniczyć miał wójt. Był to urząd dziedziczny, o szerokim zakresie kompetencji. Wójt zarządzał miastem, ale również przewodniczył miejscowemu sądowi (asystowali mu wybierani spośród mieszczan ławnicy). Warto nadmienić, że sąd skocki miał prawo ferowania nawet wyroków śmierci. Dokument przynosi również informację o udzieleniu Skokom prawa do organizowania targów, które odbywały się tutaj w każdą sobotę (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 7 Z 15 LUTEGO 2017 R.

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem