Baner wyborczy Jarosław Berendt

 

 

piątek, 21 września
23:05

Wojenny patent

Fot. Piotr Chudzyński

Produkcja taniego jedzenia emocjonuje ludzi od momentu, kiedy pojawili się na ziemskim padole. To z tej potrzeby narodziło się rolnictwo, które przez kolejne stulecia starało się dostarczać coraz więcej powszechnie dostępnego pokarmu. Z czasem rolnikom w tym przedsięwzięciu pomagać zaczęli naukowcy-wynalazcy, którzy motywowani finansowo przez władców szukali sposobów na wytwarzanie żywności dla biedoty i wojska. Przykładem takiego działania był konkurs ogłoszony w 1869 roku przez cesarza Napoleona III na zamiennik masła. Wygrał go chemik Hipolit Mega-Mouries, który opatentował wyrób margaryny z mleka, wody, łoju i mielonych wymion. Smak jej w pełni odzwierciedlał skład produktu, stąd nie zrobiła furory u konsumentów. Od tego odkrycia, przez dziesiątki lat, chemicy udoskonalili skład i smak margaryny do tego stopnia, że w niektórych przepisach lepszy efekt końcowy uzyskujemy z jej udziałem, niż z udziałem masła. Potwierdzeniem tej tezy jest chociażby poniższa receptura na paszteciki.

Grzybowe paszteciki

Skład: na ciasto: 1 kg mąki; 2 kostki margaryny z oleju palmowego (wyjmujemy je wcześniej z lodówki, aby osiągnęły temperaturę pokojową); 1 jajko; 3 żółtka; 10 dag drożdży; 11/2 szklanki mleka; 1 łyżeczka cukru; sól; na farsz: 50 dag borowików lub innych grzybów leśnych (w sytuacji ich braku możemy zastosować pieczarki); 1 duża cebula; 1 łyżka margaryny; 1/8 l śmietany; 1 żółtko; 1 łyżka siekanej natki pietruszki; sól, pieprz.

Wykonanie: Przygotowujemy rozczyn z 1/3 kg mąki, cukru, soli, drożdży i szklanki mleka. Kiedy rozczyn „ruszy”, dodajemy do niego pozostałe składniki ciasta i krótko wyrabiamy (ciasto powinno być dość luźne). Zanim przystąpimy do zawijania pasztecików, odstawiamy ciasto do wyrośnięcia w ciepłe miejsce. W tym czasie przygotowujemy farsz. Oczyszczamy grzyby i drobno siekamy. Na patelni rozgrzewamy margarynę. Obieramy cebulę i kroimy ją w drobną kostkę. Na tłuszczu przesmażamy cebulę wraz z grzybami. Całość dusimy do momentu, aż grzyby się ugotują, a woda z nich odparuje. W dalszej kolejności dodajemy śmietanę i żółtko. Chwilę mieszamy farsz, uważając aby się nie zagotował. Następnie dodajemy natkę pietruszki oraz doprawiamy całość solą i pieprzem (przygotowany farsz możemy zagęścić bułką tartą, jeśli zaistnieje taka potrzeba). Przestudzony farsz nakładamy na rozwałkowane w kształcie prostokąta ciasto i całość zwijamy. Ostrym nożem tniemy małe paszteciki, które układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy je ok. 20 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 st. C. Grzybowe paszteciki serwujemy z czystym barszczem.

Plon niesiemy

Fot. Piotr Chudzyński

W niewielkiej wsi Samsieczno, położonej w województwie kujawsko-pomorskim, co roku pod koniec sierpnia organizowane są parafialne dożynki. W kulturze chrześcijańskiej zwyczaj dziękczynienia Bogu za pomyślnie ukończone żniwa sięga III wieku. Dopiero od XIX stulecia obrzędy dożynkowe nabrały bardziej świeckiego charakteru. Wówczas powstała tradycja, iż właściciel majątku, bądź bogaty gospodarz, na zakończenie żniw organizował żniwiarzom biesiadę z tańcami. W ubiegłym roku właśnie z samsieczańskich dożynek przywiozłam do domu wyśmienity tort dożynkowy.

Samsieczański tort dożynkowy

(wg Elżbiety Kozłowskiej z Suchaów)

Skład: na biszkopt (forma o średnicy 24 cm)

5 jajek; 1 szklanka mąki; 1 szklanka cukru; 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia; szczypta soli; na poncz: 200 ml wody; 25 ml spirytusu; 1 opakowanie cukru pudru; 1 płaska łyżka cukru; na czekoladowy krem: 2 kostki masła; 2 tabliczki gorzkiej czekolady; 2 łyżki cukru pudru; 2 łyżki posiekanej mlecznej czekolady orzechowej; 2 łyżki wiśni ze spirytusu; 2 łyżki rodzynek nasączonych spirytusem; 2 łyżki płatków migdałowych; na posypkę: 1 szklanka górskich płatków owsianych; 2 łyżki masła; 3 łyżki cukru pudru; na dekorację: 1 tabliczka gorzkiej czekolady; dowolne cukrowe ozdoby.

Wykonanie:  Przygotowanie tortu rozpoczynamy od upieczenia biszkoptu. W tym celu oddzielamy białka od żółtek, a następnie ubijamy białka ze szczyptą soli na sztywną pianę. Nie przerywając ubijania, dosypujemy cukier. Do ubitej piany dodajemy kolejno żółtka oraz przesypujemy na nią mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Całość delikatnie mieszamy. Gotowe ciasto wlewamy do tortownicy, której dno uprzednio wysmarowaliśmy tłuszczem. Biszkopt pieczemy przez ok. 30-40 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 st. C. W międzyczasie przygotowujemy krem. W kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę. W misce miksujemy miękkie masło z cukrem pudrem, do którego następnie dodajemy po łyżce letnią, rozpuszczoną czekoladę. Na koniec do kremu dodajemy: posiekaną mleczną czekoladę, wiśnie, rodzynki i płatki migdałowe (część kremu bez dodatków możemy odłożyć do dekoracji). Ostudzony biszkopt dzielimy na trzy części. Składniki ponczu mieszamy i nasączamy nim blaty biszkoptu. Każdy blat ciasta smarujemy kremem, jak też jego boki i wierzch. Tak przygotowany tort wkładamy na chwilę do lodówki. W tym czasie przygotowujemy posypkę a`la musli. Na patelni rozgrzewamy masło, na które wsypujemy owsiane płatki wraz z cukrem pudrem. Chwilę całość smażymy (bez przerwy mieszamy płatki drewnianą łyżką, aby się równomiernie zrumieniły), aż pokryją się delikatną warstwą karmelu. Płatkami (po przestudzeniu) posypujemy boki tortu, zaś jego wierzch pokrywamy rozgrzaną w kąpieli wodnej gorzką czekoladą i zdobimy gotowymi ozdobami cukrowymi.

Kisimy, kisimy...

Fot. Piotr Chudzyński

Sezon ogórkowy w pełni. Zatem można zacząć konserwować te zielone warzywa na przeróżne sposoby, np. po warszawsku, w curry lub w musztardzie. Jednak najstarszą, najprostszą i najzdrowszą metodą przedłużenia ich trwałości jest kiszenie.
Proces ten opiera się o fermentację mlekową przeprowadzaną przez bakterie mlekowe. Na jej skutek cukry rozkładane są na kwas mlekowy, którego odpowiednie stężenie eliminuje ze środowiska bakterie gnilne. Proces ten wymaga beztlenowego środowiska, stąd przeznaczone do kiszenia warzywa powinniśmy, albo mocno ubić, albo zalać solanką.
W Polsce entuzjastów kiszenia warzyw, szczególnie ogórków i kapusty, nie brakuje. Choć im bardziej przesuwamy się na wschód, tym większe obserwujemy uwielbienie dla tej metody konserwacji żywności. Stąd obfitość dań z kiszonymi warzywami w kuchni rosyjskiej, ukraińskiej, a nawet gruzińskiej.

Solanka po gruzińsku

Skład: 50 dag wołowiny z udźca; 2 cebule; 2 łyżki koncentratu pomidorowego; 2 kiszone ogórki; 3 ząbki czosnku; 1/4 szklanki czerwonego, wytrawnego wina; 1/2 szklanki rosołu; 3yżki masła; sól, pieprz.

Wykonanie: Mięso płuczemy, osuszamy i kroimy w niedużą kostkę. Obieramy cebulę i drobno siekamy. W rondlu rozgrzewamy masło i rumienimy na nim pokrojoną wołowinę. Następnie dodajemy cebulę i chwilę razem przesmażamy. Kiszone ogórki kroimy w półplasterki. Do rondla z mięsem dolewamy wino i rosół oraz dodajemy koncentrat pomidorowy, ogórki i przeciśnięty przez praskę czosnek. Solankę doprawiamy solą i pieprzem. Całość dokładnie mieszamy drewnianą łyżką i przykrywamy pokrywką. Danie dusimy na małym ogniu, aż mięso zmięknie, przez około godzinę. Od czasu do czasu mieszamy i w razie potrzeby dolewamy wodę.

Poniżej informacja dla młodych i niedoświadczonych miłośników kiszenia.
Do kiszenia ogórków potrzebujemy: ogórki, łodygi kopru z nasionami, główkę czosnku, korzeń chrzanu, liście dębu lub wiśni oraz sól. Dno kamiennego garnka wykładamy łodygami kopru, a następnie układamy ciasno ogórki, posypujemy ząbkami czosnku, dodajemy kawałek obranego chrzanu, klika liści wiśni oraz koper.
W ten sposób, na przemian, układamy ogórki z przyprawami, aż do wyczerpania składników. Całość zalewamy solanką (na 1 litr zimnej wody z kranu potrzebujemy 2 płaskie łyżki soli kamiennej). Następnie przykrywamy ogórki talerzykiem i obciążamy go umytym kamieniem. Po dwóch tygodniach będziemy mieć kiszone ogórki, a znacznie wcześniej (bo po 3 dniach), ogórki małosolne.

Święto chleba

Fot. Piotr Chudzyński

Sierpniowe niebo zdobią spadające gwiazdy - meteory z roju Perseid. Świecą, ponieważ wpadając do atmosfery, na skutek tarcia, zapalają się. „Świetlisty deszcz” ma też inne, święte i romantyczne wytłumaczenie. Ludowe porzekadło głosi, że nie są to meteory, a „łzy świętego Wawrzyńca”. Podobno pochodził z Hiszpanii i był diakonem u boku papieża Sykstusa II. Czasy, w których żył święty, nie sprzyjały chrześcijanom. Panujący cesarz Walerian nie tylko pragnął ich śmierci, ale też majątku Kościoła. Istnieją przekazy, że idący na ścięcie papież Sykstus II miał zlecić św. Wawrzyńcowi rozdanie biednym wszelkich kosztowności Kościoła. Stąd, jak zapytano diakona o złoto chrześcijan, miał zawołać, wskazując na rzymską biedotę: „oto nasze skarby, można je wszędzie znaleźć”. Odpowiedź nie spodobała się cesarzowi, dlatego nakazał zgładzić również Wawrzyńca poprzez spalenie (prawdopodobna jest wersja, że został ścięty tak samo jak papież).
Rodzaj jego męczeńskiej śmierci odpowiada za sycylijski zwyczaj przykładania obrazka z jego wizerunkiem do poparzonych miejsc.
Dawniej w Polsce istniała tradycja święcenia chleba w dniu męczeńskiej śmierci św. Wawrzyńca (10 sierpnia). Chleb zwany „chlebem Wawrzyńca”, następnie rozdawano potrzebującym, a okruchami jego karmiono bydło, aby się zdrowo chowało.

Słodki chleb twarogowy

Składniki: 125 g masła; 125 g cukru; 150 g mielonego twarogu;

2 jajka; 350 g mąki; 4 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia;skórka otarta z jednej cytryny; 125 g rodzynek; 1 płaska łyżeczka soli;
na cukrową posypkę: 50 g roztopionego masła; 3 łyżki
cukru; 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu.

Wykonanie: Do miski przekładamy miękkie masło i ucieramy je mikserem na puszystą masę. Stopniowo dodajemy cukier, otartą skórkę z cytryny, sól i twaróg. Masę ucieramy do momentu, aż powstanie jednolity krem. W osobnej miseczce mieszamy mąkę z proszkiem do pieczenia. Do serowej masy dodajemy jajka i miksujemy tak długo, aż powstanie gładka masa. Do masy dodajemy 1/3 mąki z proszkiem do pieczenia i również miksujemy. Resztę mąki wraz z rodzynkami zagniatamy rękoma. Z ciasta formujemy bochenek i układamy go na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Chlebek pieczemy ok. 50 minut w piekarniku nagrzanym do 180 st. C. Po upieczeniu smarujemy go roztopionym masłem i posypujemy cukrem wymieszanym z cynamonem.

Fanaberie

Fot. Piotr Chudzyński

Rzeczownik fanaberie to stosunkowo stare słowo, gdyż słowniki odnotowały je już w połowie XIX wieku. Obecnie jest rzadko używane, choć ładnie brzmi i w pełni odzwierciedla swoje znaczenie. Bowiem, fanaberie to wyszukane rzeczy, bez których można by się obejść. Przeglądając kuchnię regionalną Francji można odnieść wrażenie, iż jest ona pełna rozmaitych fanaberii. Przykładowo, w zachodniej Lotaryngii w gminie Bar-le-Duc sporządza się konfitury z czerwonych porzeczek pozbawionych pestek. Konfitury te są odpowiednio drogie, gdyż pestki usuwane są ręcznie i to za pomocą gęsiego pióra.
Podobno miłośnikami tego lotaryńskiego „kawioru” byli Viktor Hugo i Alfred Hitchcock. Jednak myliłby się ten, kto uważałby, iż polskim gospodyniom sztuka smażenia porzeczkowych konfitur bez pestek była obca. W książce Marii Disslowej z 1931 roku pt. „Jak gotować”, znalazła się na nie receptura, choć pestki autorka zalecała usuwać igłą. Współcześnie trudno o czas na mozolne usuwanie porzeczkowych pestek, stąd zachęcam do przygotowania szybszego, a równie smacznego i eleganckiego przetworu porzeczkowego, jakim jest galaretka.

Galaretka z czerwonych porzeczek

Składniki: 1 kg czerwonych porzeczek; 1 kg cukru (jeśli chcemy uzyskać szybko i łatwo galaretkę, możemy się wspomóc 1/2 kg cukru żelującego).

Wykonanie: Porzeczki opłukujemy, obieramy z szypułek i miażdżymy. Następnie zalewamy je 250 ml zimnej wody. Całość gotujemy przez 10 minut. Po tym czasie przecedzamy przez sito płyn z owocami. Staramy się dokładnie wycisnąć owoce, ale ich nie przecieramy, gdyż galaretka straci na klarowności. Do uzyskanego w ten sposób soku dodajemy cukier i gotujemy go przez ok. 30 minut, zbierając w trakcie gotowania tworzącą się pianę. Następnie sprawdzamy czy galaretka jest gotowa. W tym celu wylewamy jej kroplę na talerzyk: jeżeli po ostygnięciu się rozpłynie – to kontynuujemy gotowanie, jeśli nie – to gorącą galaretkę przelewamy do wyparzonych słoików i je zamykamy. Galaretka porzeczkowa jest nie tylko doskonałym dodatkiem do pieczywa i deserów, ale również jest wspaniałym dopełnieniem sosów z dziczyzny, np. w Lotaryngii serwuje się plastry z dzika w porzeczkowym sosie.

Święto gorących psów

Fot. Piotr Chudzyński

4 lipca 1916 roku, w Dniu Niepodległości, przy jednej z nowojorskich budek z hot dogami czterech konsumentów tego specjału usiłowało ustalić, który z nich jest większym amerykańskim patriotą. Wskazywać na to miała ilość spożytych „gorących psów” (kto zjadł ich więcej, tym większe miało być jego zaangażowanie patriotyczne). Podobno to wydarzenie dało początek jednemu z największych turniejów „sportowego jedzenia” na świecie – Nathan`s Hot Dog Eating Contest. Obecnie wyczynowe jedzenie to wielomilionowy biznes, objęty nadzorem międzynarodowej federacji. Dla czołowych zawodników „jedzeniowego” sportu jest to główne źródło ich utrzymania, gdyż nagrody w tego typu konkursach sięgają nawet 10 tysięcy dolarów. Obecnym mistrzem świata w jedzeniu hot dogów na czas jest Amerykanin Joey Chestnut, którego rekord wynosi 68 sztuk w 10 minut. Joey mieszka w Kalifornii, ma 32 lata, waży 110 kg i posiada 1,8 m wzrostu. Do zawodów trenuje pijąc w odpowiednio dużych ilościach wodę lub mleko. W ten sposób rozciąga żołądek. Mistrz spożywa sportowo nie tylko hot dogi. Równie wysokie miejsca zajmuje w jedzeniu na czas: kanapek z grillowanym serem, hamburgerów, skrzydełek kurczaka, steków i burritos. Podobno jego ulubionym dodatkiem do jedzenia jest sos sojowy. Dziwić jedynie może, że uprawiając tego typu dyscyplinę sportu można jeszcze lubić jedzenie.

Domowe hot dogi

Składniki: 10 cienkich parówek; 30 dag mąki; 2 dag drożdży; 1 łyżeczka cukru pudru; 125 ml mleka; 1 jajko; 1 żółtko; 4 dag masła lub margaryny; szczypta soli.

Wykonanie: Podgrzewamy lekko mleko, a następnie dodajemy cukier, drożdże i łyżkę mąki. Tak przygotowany rozczyn odstawiamy do wyrośnięcia w ciepłe miejsce. Gdy rozczyn wyrośnie, dodajemy do niego żółtko, jajko, szczyptę soli oraz mąkę. Całość wyrabiamy drewnianą łyżką (jeśli ciasto byłoby za gęste, dodajemy odrobinę mleka), aż do momentu gdy ciasto będzie gładkie. Następnie dodajemy roztopione, letnie masło i kontynuujemy jego wyrabianie, aż na powierzchni utworzą się pęcherzyki. Wyrobione ciasto odstawiamy w ciepłe miejsce, aby wyrosło (powinno podwoić swoją objętość). W międzyczasie obieramy parówki z osłonek i każdą dzielimy na dwie części. Wyrośnięte ciasto cienko rozwałkowujemy i dzielimy na 20 prostokątów. Owijamy parówki ciastem i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Chwilę odczekujemy, żeby hot dogi nieco podrosły, a następnie pieczemy ok. 25 minut w piekarniku rozgrzanym do 190 st. C. Domowe hot dogi podajemy z ketchupem lub musztardą.

Milion, milion purpurowych róż

Fot. Piotr Chudzyński

Żył sobie pewien malarz, miał dom i obrazy. Razu pewnego zakochał się w aktorce i sprzedał wszystko co posiadał, aby kupić jej morze purpurowych róż.
Taką historię w latach 80-tych ubiegłego wieku opowiadała piosenka, którą śpiewała ówczesna gwiazda rosyjskiej sceny wokalnej – Ałła Pugaczowa. Podobno odzwierciedlała ona prawdziwe losy miłości wybitnego gruzińskiego malarza prymitywisty Niko Pirosmaniego, który dla francuskiej aktorki i tancerki Margarity sprzedał cały swój majątek, aby móc kupić tyle róż, żeby wyścielić nimi cały plac przed jej oknem hotelowym. Niestety Margarita nie doceniła jego poświęcenia. Jak tylko ustaliła, że dar ten nie pochodzi od milionera, a od ubogiego, zakochanego artysty, bez zbędnej zwłoki wróciła do Paryża. Cóż, okazuje się, że kobiety (w tym i artystki) są strasznie pragmatyczne. Od namiętnej, szalonej miłości i miliona róż wolą prozaicznego milionera.

Drożdżowe racuszki z różaną konfiturą (przepis pochodzi z kuchni rosyjskiej)

Skład: 3 szklanki mąki; 2 szklanki mleka; 30 g świeżych drożdży; 1 łyżka cukru; 2 jajka; 1 łyżka oleju; szczypta soli; tłuszcz do smażenia racuszków; konfitura różana; szklanka kwaśnej śmietany; 1 opakowanie cukru pudru.

Wykonanie: Podgrzewamy mleko. Następnie rozpuszczamy w nim drożdże. Do mleka dodajemy łyżkę cukru. Wyrośnięty rozczyn przelewamy do miski, dodajemy jajka, szczyptę soli i mąkę. Całość starannie mieszamy, aby nie było grudek. Na koniec wlewamy olej. Jeszcze raz mieszamy ciasto, przykrywamy je lnianą ściereczką i pozostawiamy przez ok. 20 minut do wyrośnięcia. Po tym czasie rozgrzewamy na dużej patelni tłuszcz. Nabieramy ciasto łyżką umoczoną w oleju i smażymy je do zrumienienia z obu stron. Racuszki podajemy gorące, z kwaśną śmietaną, uprzednio wymieszaną z cukrem waniliowym oraz konfiturą różaną.

Różana konfitura

Skład: (na mały słoik o pojemności 250 ml) 2/5 słoika płatków róży cukrowej bądź pomarszczonej (mocno ugniecionych); 2/5 słoika cukru; 1/5 przegotowanej wody; 2 łyżki soku z cytryny.

Wykonanie: Zbieramy płatki róż, obrywając ich białe końce (ich obecność uczyniłaby konfiturę gorzką). Na mały słoik powinniśmy zebrać ok. 2 litrów płatków. Następnie opłukujemy i ubijamy je w słoiku. Na warstwę różanych płatków wlewamy sok z cytryny, po czym wsypujemy cukier i wlewamy wodę. Zakręcamy słoik i pasteryzujemy konfiturę ok. 90 minut. W międzyczasie wyciągamy słoik i potrząsamy nim, aby cukier rozpuścił się całkowicie. Po wyjęciu słoika z garnka jeszcze raz nim potrząsamy.

Truskawkowe pole

Fot. Piotr Chudzyński

Truskawkowe krzaczki coraz liczniej porastają piaszczyste wzgórza morenowe Kaszub. Dzieje się tak, za sprawą rozwijającego się przemysłu opartego o certyfikowane kaszubskie truskawki (kaszebske malena). Unijny certyfikat – Chronionego Oznaczenia Geograficznego – oznacza, że są tradycyjnym kaszubskim produktem. Kaszubi ich uprawę prowadzą od początku XX wieku. Choć historia sprowadzenia pierwszych truskawek jest niejasna, to wiele wskazuje na to, że przybyły one na Kaszuby z Niemiec. „Truskawkobranie”, bo tak nazywa się ta impreza, od tamtej pory jest co roku organizowana w pierwszą niedzielę lipca w Złotej Górze, nieopodal Brodnicy.

Truskawkowy tort

Składniki: ciasto: (tortownica o średnicy 21 cm) 10 dag mąki tortowej; 10 dag mąki ziemniaczanej; 1 łyżeczka proszku do pieczenia; 3 jajka; 20 dag cukru; 4 łyżki wody; krem: 1 opakowanie budyniu śmietankowego z cukrem; 1/2 l mleka; 20 dag miękkiego masła; 100 ml likieru amaretto (ewentualnie możemy zastąpić kilkoma kroplami olejku migdałowego); 20 dag świeżych truskawek; dżem: 25 dag świeżych truskawek; 3 łyżki cukru żelującego; dekoracja: 200 g masy marcepanowej (możemy z niej całkowicie zrezygnować); 2 łyżki cukru pudru potrzebne do rozwałkowania marcepanu; 10 dag świeżych truskawek.

Wykonanie: Oddzielamy żółtka od białek. Następnie żółtka ucieramy z dwoma łyżkami cukru. Stopniowo dolewamy wodę (powinna powstać bardzo puszysta masa). Mieszamy razem obie mąki oraz proszek do pieczenia. W dalszej kolejności dodajemy je do masy żółtkowej. Ubijamy białka z pozostałym cukrem i delikatnie łączymy je z ciastem. Powstałą masę przelewamy do tortownicy (spód formy smarujemy tłuszczem lub wykładamy papierem do pieczenia, dzięki temu uzyskamy równy biszkopt). Tak przygotowany biszkopt umieszczamy w piekarniku rozgrzanym do temp. 190 st. C. Ciasto pieczemy ok. 40 minut. Przystępujemy do przygotowania kremu. W tym celu gotujemy budyń, zgodnie z instrukcją umieszczoną na opakowaniu. Miksujemy masło i po łyżce dodajemy do niego ostudzony budyń. Do gotowego kremu wlewamy stopniowo likier, nie przestając go miksować (to zapobiegnie zważeniu kremu podczas dodawania alkoholu). Opłukujemy truskawki i obieramy je z szypułek. Najładniejsze odstawiamy do dekoracji. Pozostałe kroimy na mniejsze cząstki. Truskawki przeznaczone na dżem krótko przesmażamy z cukrem. Ostudzony biszkopt przekrawamy na trzy części. Na pierwszym krążku ciasta rozkładamy dżem truskawkowy. Przykrywamy go drugim krążkiem biszkoptu, na którym rozkładamy połowę kremu wymieszanego z pozostałymi, pokrojonymi truskawkami. Na kremie umieszczamy ostatni krążek biszkoptu. Całe ciasto pokrywamy równomiernie pozostałym kremem. Jeśli rezygnujemy z marcepanu, to pozostaje nam udekorowanie ciasta truskawkami. W przypadku, gdy dysponujemy masą marcepanową to zagniatamy ją z cukrem pudrem i rozwałkowujemy na cienki placek, którym staranie obklejamy cały tort. Przed podaniem przybieramy go świeżymi truskawkami.

Kalinka

Fot. Piotr Chudzyński

„Rosła kalina z liściem szerokiem,
Nad modrym w gaju rosła potokiem,
Drobny deszcz piła, rosę zbierała,
W majowym słońcu liście kąpała.”
„Kalina” Teofil Lenartowicz
Krzewy kaliny niezmiennie upiększają wiejskie ogrody i przydrożne kapliczki. Dzikie kaliny koralowe porastają wilgotne lasy całej Polski. Ich krwistoczerwone owoce dojrzewają we wrześniu. Kalina jeszcze do niedawna miała bardzo silną pozycję w kulturze wiejskiej. Na podstawie starej pieśni ludowej, poświęconej tej roślinie, Iwan Łarionow (XIX-wieczny rosyjski kompozytor i folklorysta) opracował najbardziej rozpoznawalny, rosyjski utwór muzyczny pt. ”Kalinka”. W Polsce powszechnie uważa się, iż owoce kaliny koralowej są trujące i nie nadają się do jedzenia. W mniemaniu tym jest trochę prawdy, gdyż jedzone na surowo mogą podrażniać układ pokarmowy.
Jednak wystarczy udać się na Białoruś, Ukrainę, bądź Słowację, aby zobaczyć, iż na targach sprzedaje się jej owoce, zaś w sklepach można kupić dżem kalinowy. Zatem można jeść kalinę, tylko trzeba wiedzieć jak to robić.

Kalinka
(podobnie jak pieśń, sałatka ma również rosyjskie korzenie)

Składniki: 

50 g ugotowanego na sypko ryżu długoziarnistego; 1 dymka; puszka tuńczyka w sosie własnym; 1 małe, słodko-winne jabłko; 1/2 strąku czerwonej papryki; 1/2 strąku zielonej papryki; 3 łyżki ziaren kukurydzy z puszki; 2 jajka;
na sos: 50 g sera typu feta; szklanka kefiru; 1 łyżka soku z cytryny; 1 łyżka posiekanego szczypiorku; 1 łyżka posikanego koperku; sól i pieprz.

Wykonanie: 

Obieramy jabłko i dymkę. Następnie kroimy je w drobną kostkę. Do miski przesypujemy ugotowany ryż i mieszamy go z pokrojonym jabłkiem i dymką. Opłukujemy papryki i również kroimy je w drobną kostkę. W tej postaci dodajemy do ryżu. Gotujemy jajka na twardo. Odcedzamy z zalewy tuńczyka. Ugotowane jajka, pokrojone w kostkę, wraz z tuńczykiem i kukurydzą dodajemy do sałatki. Wszystko starannie mieszamy i odkładamy w chłodne miejsce. W czasie, gdy sałatka się schładza, przygotowujemy sos. Dokładnie ucieramy ser z kefirem. W dalszej kolejności sos doprawiamy solą, pieprzem i cytryną. Na końcu dodajemy posiekane zioła. Tak przygotowany sos odstawiamy do lodówki, aby również się schłodził. Sałatkę polewamy sosem tuż przed podaniem.

Zielone Świątki

Jajecznica po cieszyńsku. Fot. Piotr Chudzyński

Zielone Świątki, czyli Święto Zesłania Ducha Świętego, obchodzone jest w siódmą niedzielę po Wielkanocy. Podobno w średniowieczu, w czasie odprawianej z tej okazji mszy świętej, zrzucano z sufitu kwiaty symbolizujące dary Ducha Świętego oraz wypuszczano gołębie, które miały symbolizować Trzecią Osobę Boską. Dzisiaj mało widoczne są oznaki celebrowania Zesłania Ducha Świętego, sporadycznie zdarza się majenie domów gałązkami brzozy, jeszcze rzadziej tatarakiem. Nie ma typowo zielonoświątkowych potraw, choć podobno dawniej bywało inaczej. Na Śląsku Cieszyńskim istniał zwyczaj smażenia jajecznicy na Zielone Świątki. Kiedy tylko dopisała słoneczna pogoda, sąsiedzi i krewni udawali się w plener, gdzie rozpalali ognisko, na którym smażyli jajecznicę na wędzonej słoninie. Spożywali ją na kromkach razowego chleba. Tej jajecznicowej biesiadzie towarzyszyły z reguły śpiewy i tańce. Od 2008 roku cieszyńska jajecznica wpisana została na Listę Produktów Tradycyjnych.

Jajecznica po cieszyńsku

Składniki: 100 g wędzonej słoniny; 8 jajek; 2 łyżki drobno posiekanego szczypiorku; sól.

Wykonanie: Słoninę kroimy w drobną kosteczkę i chwilę smażymy na patelni. Do miski wbijamy jajka, dodajemy sól i lekko rozbijamy je widelcem. Tak przygotowane wlewamy na patelnię ze słoniną. Smażymy nie przestając mieszać. W międzyczasie dodajemy szczypiorek. Kontynuujemy smażenie, aż do uzyskania zwartej konsystencji (nie powinna spływać z kanapki). Jajecznicę po cieszyńsku serwujemy na razowym chlebie - lub mniej tradycyjnie - na bułeczkach z płatkami owsianymi.

Bułeczki z płatkami owsianymi

Składniki: (na ok. 15 sztuk) 

300 g pełnoziarnistej mąki pszennej; 200 g mąki żytniej; 50 g świeżych drożdży; 1 łyżeczka cukru pudru; 400 ml letniej wody; 2 łyżki tłoczonego na zimno oleju słonecznikowego; 1 łyżeczka soli; 4 łyżki płatków owsianych.

Wykonanie: Do dużej miski wsypujemy oba rodzaje mąki. Całość mieszamy i na środku robimy dołek. Do dołka wkruszamy drożdże, dodajemy cukier puder i wlewamy 100 ml letniej wody. Oprószamy zaczyn mąką i odstawiamy w ciepłe miejsce na pół godziny. Po tym czasie dodajemy olej, sól i tyle wody, aby powstało elastyczne ciasto. Ciasto wyrabiamy przez 10 minut. Następnie odstawiamy je do wyrośnięcia na około godzinę. Z wyrośniętego ciasta formujemy bułeczki, które ostrym nożem nacinamy na krzyż, smarujemy wodą i posypujemy płatkami owsianymi. Tak przygotowane odstawiamy na 10 minut do wyrośnięcia. Po czym przez około 20 minut pieczemy w rozgrzanym piekarniku do 220 st. C.

Prezydencki maj

Fot. Piotr Chudzyński

Ubieganie się mężczyzn o władzę wydaje się oczywiste i naturalne. Natomiast żądza władzy u kobiet odbierana jest z dużą rezerwą, pomimo że w historii świata pojawiło się kilka wybitnych przywódczyń. Niewątpliwie kobietą ambitną była Mary Todd – żona 16. prezydenta Stanów Zjednoczonych Abrahama Lincolna (1861-1865). Mary pochodziła z zamożnej rodziny plantatorów. Współcześni jej uważali, że jest piękną kobietą. Podobno jako młoda panienka mówiła swoim przyjaciołom, że będzie żoną prezydenta. W tej materii okazało się, że miała właściwe przeczucie, które podpowiedziało jej wybór (spośród wielu kandydatów) młodego, biednego prawnika. Najwidoczniej czuła, że to z Abrahamem Lincolnem przekroczy próg Białego Domu. W 1860 roku republikanie wystawiają Lincolna jako swojego kandydata na urząd prezydenta, a ten - miażdżąc swoich trzech kontrkandydatów - zdecydowanie wygrywa wybory. Podobno żonę o tym fakcie zawiadomił słowami „Wybrali Nas”. Mary była bardzo zaangażowana w kampanię wyborczą męża. W jej przepisach kulinarnych znalazła się nawet receptura na „Babkę wyborczą”.

Babka wyborcza

Składniki (na formę o pojemności 2l): 2 szklanki mąki; 50 g drożdży; 1/2 szklanki ciepłego mleka; 1/2 szklanki ciepłej wody; 1/2 kostki miękkiego masła; 1 jajko; 1/2 szklanki rodzynek; 1/3 szklanki brandy (lub wódki); 1/2 szklanki cukru; 1/2 łyżeczki cynamonu; 1 łyżka soku cytrynowego; 1 łyżeczka startej skórki cytrynowej; szczypta soli; tłuszcz do wysmarowania formy; na lukier: 1/2 szklanki cukru pudru; 2 łyżki soku cytrynowego.

Wykonanie: Rodzynki przesypujemy do słoika i zalewamy brandy. Słoik szczelnie zamykamy i pozostawiamy na noc. Do garnuszka wlewam ciepłe mleko i wodę. Następnie dodajemy 1. łyżkę cukru i pokruszone drożdże. Dodajemy szklankę mąki i wszystko starannie mieszamy. Tak przygotowany rozczyn odkładamy w ciepłe miejsce, do momentu aż podwoi swoją objętość (ok. 20 minut). Miękkie masło ucieramy z cukrem na puszystą masę. W dalszej kolejności dodajemy jajko, cynamon, sok z cytryny, otartą skórkę z cytryny i szczyptę soli. Do maślanej masy dodajemy wyrośnięty rozczyn. Odsączamy rodzynki z brandy. Dodajemy je do ciasta wraz z pozostałą mąką. Całość starannie mieszamy i wlewamy brandy pozostałe z nasączania rodzynek. Tak przygotowane ciasto przykrywamy lnianą ściereczką i pozostawiamy w ciepłym miejscu, aby wyrosło (ok. 1 godziny). Wyrośnięte ciasto pieczemy w rozgrzanym do 190 st. C piekarniku przez ok. 45 minut. Po wyciągnięciu z piekarnika, krótko studzimy i wyjmujemy z formy. Z cukru pudru i soku cytrynowego ucieramy lukier, którym smarujemy wierzch ciasta (nie lukrujemy boków, choć pozwalamy polewie na nie spływać).

Różowy skarb Mezzago

Fot. Piotr Chudzyński

Kwiecień i maj to miesiące, gdy w lombardzkich prowincjach Monza i Brianza mamy pełnię szparagowego sezonu. Przy czym tamtejsze szparagi znane są ze swojego różowego koloru. Powodem tego zabarwienia nie jest ich szczególna odmiana, ale moment w jakim są zbierane. Otóż aby wejść w posiadanie – umieszczonych przez organizację Slow Food w tzw. Arce Smaku (nazwa nawiązuje do biblijnego dzieła Noego) – różowych szparagów z Mezzago (Asparago Rosa di Mezzago), wystarczy wycinać je, gdy ich główki będą wystawały 2-3 cm nad ziemię. Wówczas zaróżowią się dzięki promieniom słonecznym. Żyzne ziemie Lombardii znane są nie tylko ze szparagów, ale też z uprawy najlepszych odmian ryżu do risotta, takich jak arborio czy carnaroli. Poza tym region ten bogaty jest w rozległe tereny do wypasu krów, dzięki którym powstają tak znakomite sery jak: gorgonzola i Grana Padano.

Risotto ze szparagami i zielonym groszkiem

Składniki: 350 g ryżu na risotto; 250 g różowych szparagów (można użyć białych bądź zielonych); 150 g konserwowego groszku; 2 małe cebule dymki; 90 g masła; 3 szklanki warzywnego bulionu; 100 ml wytrawnego białego wina; szczypta szafranu (możemy pominąć lub zastąpić kurkumą); 100 g tartego, twardego, ostrego sera (możemy użyć parmezanu, choć lepszy byłoby Grana Padano, ale podsuszone i starte resztki polskich żółtych serów też się sprawdzą w tej potrawie); sól, pieprz.

Wykonanie: Szparagi obieramy ze skórek i obcinamy ich zdrewniałe końcówki. Kroimy je na kawałki i gotujemy w osolonym wrzątku przez ok. 15 minut (wówczas różowe główki szparagów zamienią się na zielone, co jest całkowicie normalnym zjawiskiem). Po tym czasie odcedzamy i odstawiamy je w ciepłe miejsce, aby nie ostygły. Na głębokiej patelni rozgrzewamy masło, na którym przesmażamy pokrojone w drobną kostkę cebulki oraz ryż. Ryż przesmażamy do momentu, aż stanie się szklisty. W dalszej kolejności wlewamy wino i gotujemy 2-3 minuty, aż odparuje. Następnie wlewamy bulion, dodajemy szafran (rozpuszczony w odrobinie wody) i przykrywamy patelnię pokrywką. Gotujemy ryż ok. 18 minut, do momentu, gdy wchłonie cały płyn. W międzyczasie odcedzamy groszek. Do ugotowanego ryżu dodajemy ser. Delikatnie całość mieszamy, do chwili aż ser się rozpuści. Na koniec dodajemy szparagi i groszek, doprawiamy solą i pieprzem, po czym ponownie przykrywamy i podgrzewamy minutę. Po tych zabiegach możemy risotto serwować jako samodzielne wegeteriańskie danie lub podać w towarzystwie sznycli drobiowych w panierce z płatków kukurydzianych.

Słodka chwila zapomnienia

Fot. Piotr Chudzyński

Lekko zacienione fragmenty ogrodów, parków lub liściastych lasów, to miejsca do których najszybciej lubi zaglądać –przystrojona w fioletowe łany fiołków – wiosna. W ciepły, bezwietrzny dzień, słodki zapach fiołków uspakaja i rozleniwia. To dla tego zapachu, a także koloru kwiatów, fiołek pachnący (Viola odorata) od wieków uprawiany był w ogrodach. W starożytnym Rzymie fiołkami aromatyzowano słodkie wino. Wraz z rozwojem sztuki cukierniczej syrop fiołkowy wykorzystywany był do sporządzania cukierków, galaretek oraz wielu innych deserów (kandyzowane fiołkowe płatki przydawały im wytworności). Podobnie chętnie, jak do słodkości, fiołki były dodawane do kosmetyków. Płyn z kwiatów tej rośliny używany był do płukania ust – celem nadania oddechowi przyjemnej woni. Ponadto, wywar z fiołków doskonale pielęgnował delikatną i wrażliwą skórę, oczyszczając ją i nawilżając. Ten związek fiołka z pięknem wydaje się być nieprzypadkowy, bowiem już starożytni Grecy uważali tą roślinę za symbol miłości i płodności, przypisany dwóm znanym z urody boginiom – Wenus i Afrodycie.
Właśnie kwitną fiołki, osoby które mają sporo cierpliwości, mogą pokusić się o nazbieranie ich płatków. Nagrodą za trud będzie galaretka, która przeniesie wykonawcę w pachnący świat dawnego luksusu.

Galaretka fiołkowa (przepis z książki wydanej w 1902 roku pt. „Makarego 730 obiadów”)

Składniki: 60 g świeżych płatków kwiatów fiołkowych; 100 ml wody; 350 ml białego reńskiego wina (każde białe, wytrawne wino będzie dobre do tego deseru); 3 łyżki cukru; 2 łyżki soku cytrynowego; 2 łyżeczki żelatyny; bita śmietana do dekoracji.

Wykonanie: Płatki fiołkowych kwiatów zalewamy 100 ml wrzącej wody. Następnie przykrywamy je i odstawiamy na 24 godziny. Ten czas jest niezbędny, aby zapach i kolor kwiatów przeniknął do wody. W dalszej kolejności zagotowujemy wino z cukrem i sokiem z cytryny. W gorącym winie rozpuszczamy żelatynę (używamy żelatyny, którą możemy rozprowadzić w gorącym płynie). Po czym dodajemy do winnej mikstury przecedzony fiołkowy płyn. Tak przygotowaną galaretkę rozlewamy do szklanych kieliszków i odstawiamy do lodówki, aby stężała. Galaretkę przed wydaniem dekorujemy bitą śmietaną.

Kwietniowy solenizant

Fot. Piotr Chudzyński

Dwudziesty trzeci kwietnia to dzień imienin Wojciecha, a zarazem data śmierci czeskiego biskupa Adalberta (takie imię przyjął św. Wojciech na bierzmowaniu). Święty Wojciech (956–997) pochodził z możnej rodziny Sławnikowiców, która z rodem Przemślidów rywalizowała o władzę w Czechach. W wieku niespełna 30 lat został biskupem Pragi.
Brak sukcesów w nawracaniu rodaków skłonił go do wyjazdu do klasztoru w Rzymie, w którym planował poświęcić się do śmierci kontemplacji. Jednak na prośbę zwierzchnika, zamiar ten musiał poniechać. Powrócił do Pragi, jednak na krótko, gdyż po tym jak wstawił się za niewierną żoną jednego z możnowładców, ponownie musiał uciekać do Rzymu. Tam zaprzyjaźnił się z cesarzem Ottonem III, który namówił go na apostolską wyprawę do Prus. Wojciech udał się tam wraz z swoim bratem Gaudentym. Nie potrafił przekonać Prusów, którzy swoją nieakceptację dla nowych idei poparli mordem ich głosiciela.
Wówczas to politycznym refleksem wykazał się władca Polski Bolesław Chrobry. Wykupił ciało Wojciecha i złożył je w kościele w Gnieźnie, co na owe czasy było równoznaczne z kanonizacją. Wiedział bowiem, że posiadanie męczennika w centralnym grodzie będzie fundamentem ideowym państwa. Stąd, praski biskup po swojej śmierci, zaczął odgrywać pierwszoplanową rolę w tworzeniu państwa polskiego, a jego brat Gaudenty, stał się pierwszym gnieźnieńskim arcybiskupem.
Honorując czeskiego patrona Polski, warto sięgnąć do czeskiej kuchni.

Rabarbarowy kołacz z makiem

Składniki: ciasto: 250 g pszennej mąki; 180 g masła; 1 jajko; 1 opakowanie cukru waniliowego; 1 łyżka cukru pudru; szczypta soli; makowe nadzienie: 200 g mielonego maku; 1 szklanka tłustego mleka; 2 łyżki masła; 6 łyżek cukru; 2 jajka; 2 łyżki pokruszonych herbatników; rabarbarowa warstwa: 2 szklanki pokrojonego rabarbaru; 3 łyżki cukru; cytrynowy lukier: 4 łyżki cukru pudru; 2 łyżki soku z cytryny.

Wykonanie: Rabarbar mieszamy z cukrem w rondelku i delikatnie podgrzewamy, aż puści sok i stanie się miękki (ale nie będzie się rozpadał). Na stolnicy siekamy mąkę z solą, cukrem i masłem. Następnie dodajemy jajko i zagniatamy gładkie, elastyczne ciasto. Odkładamy je na pół godziny do lodówki. W tym czasie w rondelku zagotowujemy mleko z masłem i połową cukru. Do gorącego mleka wsypujemy mak i chwilę całość gotujemy. Oddzielamy żółtka od białek. Ucieramy żółtka z pozostałym cukrem i dodajemy przestudzony mak. Ubijamy białka na pianę i delikatnie łączymy je z masą makową. Rozwałkowujemy ciasto, którym wykładamy natłuszczoną tortownicę o średnicy 24 cm (część ciasta odkładamy do dekoracji). Przekładamy je do piekarnika rozgrzanego do 190 st. C i pieczemy około 15 minut. Po czym wyjmujemy i posypujemy pokruszonymi herbatnikami. Na warstwie herbatników rozkładamy rabarbar i masę makową. Odłożone ciasto rozwałkowujemy, kroimy w paski i układamy z nich ozdobną kratkę na cieście. Kołacz pieczemy przez około 50 minut. Ostudzony pokrywamy cytrynowym lukrem, który otrzymujemy ucierając cukier puder z sokiem z cytryny.

Dlaczego Popeye jadł szpinak?

Fot. Piotr Chudzyński

Najbardziej znanym na świecie konsumentem szpinaku był bohater amerykańskiego komiksu żeglarz Popeya. To jemu Ameryka zawdzięcza wzrost o 33 proc. sprzedaży tego warzywa w latach 30-tych XX wieku. Tenże bohater komiksu, a później filmu animowanego, swoją siłę czerpał ze spożywania ogromnych ilości szpinaku. Właśnie w tym czasie, gdy amerykańskie dzieci bawił „szpinakożerny” żeglarz, w świecie nauki funkcjonował pogląd (oparty o badania niemieckiego naukowca z końca XIX wieku), że warzywo to jest porównywalnie bogate w żelazo jak czerwone mięso. Jednak mit ten, już na początku 50-tych lat XX wieku, (o którego rozprzestrzenianie obwiniano Popeya), zaczęto obalać. Szpinak owszem miał w swoim składzie żelazo, ale trudno przyswajalne i wcale nie było go w nim, aż tak dużo. Tymczasem w prasie (w tym też naukowej) pod adresem Popeya zaczęły ukazywać się kąśliwe uwagi, typu – lepiej by było, gdyby zamiast szpinaku, żuł puszkę po nim. Niestety wiedza tychże krytykantów była płytka. Nie wiedzieli, iż Popeye nie jadł szpinaku z powodu żelaza, a witaminy A. Dowodem na to jest komiks z lipca 1932 roku, w nim scenka, gdzie dziewczyna Popeya o imieniu Oliwia, pyta go (widząc jak spożywa szpinak prosto z grządki):
- Dobry Boże! Czy ty jesteś koniem?
Na co żeglarz odpowiada:
- Szpinak jest bogaty w witaminę A, a ona czyni człowieka silnym i zdrowym.
Skoro zatem Popeye jadał szpinak ze względu na witaminy, a nie żelazo, to wydaje się być dobrym powodem, aby czynić to nadal.

Rolada ze szpinakiem i wędzonym łososiem (wg Anetty Głowińskiej z Dąbrówczyna)

Składniki: 1 opakowanie mrożonego szpinaku (możemy zastąpić 500 g świeżego); 4 jajka; 1 łyżeczka masła; 1 łyżka mąki; 300 g twarogowego serka o smaku chrzanowym; 400 g wędzonego łososia w plastrach; 2 ząbki czosnku; sól, pieprz.

Wykonanie: Na patelni rozgrzewamy 1 łyżkę masła i przesmażamy na nim przeciśnięty przez praskę czosnek. Następnie dodajemy szpinak (jeśli używamy świeżego, to należy listki pozbawić łodyżek i porwać je na małe fragmenty). Oddzielamy żółtka od białek. Do białek dodajemy szczyptę soli i ubijamy je na pianę. Przestudzony szpinak łączymy z żółtkami i ubitymi białkami. Na koniec dodajemy mąkę i całość doprawiamy solą i pieprzem. Szpinakową masę omletową wylewamy na blachę (30x32), wyłożoną papierem do pieczenia i pieczemy 15 minut w piekarniku rozgrzanym do 190 st. C. Upieczony, przestygnięty omlet smarujemy chrzanowym serkiem, na którym układamy plastry łososia. Omlet zwijamy w roladę. Po czym zawijamy je ściśle w folię do żywności i wkładamy na kilka godzin do lodówki. Roladę serwujemy pokrojoną w plastry, gdyż wówczas przypomina japońskie suszi.

Kobieta instant

Fot. Piotr Chudzyński

Każda epoka posiadała swój ideał kobiety. W średniowieczu ceniono niewiasty skromne i pobożne, nieco później – tajemnicze i intrygujące, a od początku XX wieku – wyemancypowane i bezpruderyjne. Po epoce wiktoriańskiej (XIX w.), gdzie nikt w eleganckim świecie nie ośmieliłby się mówić o seksie, nastała epoka jego kultu. W latach sześćdziesiątych XX wieku, gdy pojawiły się tabletki antykoncepcyjne, młode pokolenie całkowicie wyrwało się z dotychczas obowiązujących więzów życia intymnego. Nastąpiło oderwanie seksu od prokreacji, a co więcej - i od miłości. Seks stał się przyjemnością samą w sobie. W tej nowej rzeczywistości obie płcie poczuły się jakoś nieswojo. W konfrontacji z wyzwolonymi kobietami dawny agresywny, dominujący, kontrolujący siebie i swoją kobietę mężczyzna powoli umiera. Natomiast współczesna kobieta, od której oczekuje się, aby była w pewnym stopniu kobietą (miła, emocjonalna, opiekuńcza) i mężczyzną jednocześnie (opanowana, zdecydowana, konkurencyjna), prowadzi nieustanną walkę z... kilogramami. Bowiem czuje, iż tylko osoby szczupłe mogą osiągnąć sukces. Ponadto współczesne kobiety, funkcjonujące zarówno w domu i w „pozadomiu”, cierpią na ogromny deficyt czasu. Dawne 2-3 godziny, które poświęcały na przygotowanie posiłku, dziś stopniały do 15-30 minut. Z tej przyczyny wartościowe zdaje się być tylko to, co oszczędza czas. Stąd ogromna popularność produktów instant oraz dań z ryżem, czy też makaronem.

Tagliatelle z sosem szynkowo-szpinakowym

Skład: 350 g makaronu tagliatelle (wstążki); 2 dymki; 2 łyżki masła; 300 g świeżego szpinaku (możemy użyć mrożonego); 250 ml śmietany kremówki; 200 g gotowanej szynki w plasterkach; szczypta mielonej gałki muszkatołowej; sól, pieprz; 2 łyżki płatków migdałowych.

Wykonanie: Cebule obieramy i kroimy w drobną kostkę. Szpinak dokładnie płuczemy, usuwamy grube łodyżki i rwiemy na kawałki. Szynkę kroimy w paski. Na dużej teflonowej patelni rozgrzewamy masło, przesmażamy na nim cebulę z szynką i szpinakiem. Dolewamy śmietanę, doprawiamy całość solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Sos jeszcze chwilę gotujemy, aż stanie się gęsty. W międzyczasie gotujemy makaron zgodnie z instrukcją umieszczoną na opakowaniu. Na małej patelni prażymy, bez udziału tłuszczu, płatki migdałowe. Ugotowany makaron odcedzamy, rozkładamy na talerze, polewamy sosem i posypujemy płatkami migdałowymi.

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem