Żegnaj, Afa

  • Drukuj

ZbikowskiZbikowski

Odszedł Robert „Afa” Brylewski, prawdziwa legenda i ikona polskiej muzyki alternatywnej. Odszedł w jeden z najgorszych i najbardziej nonsensownych sposobów, gdyż został pobity we własnym mieszkaniu przez bandytę, który pomylił go z kimś innym.
Żal po tej śmierci (Robert nie wybudził się ze śpiączki) okazuje mnóstwo ludzi, bo postaci takiego formatu w polskim punk rocku, rocku, reggae, techno (gdyż Afa eksperymentował z wieloma gatunkami muzycznymi) już raczej nie będzie. Członka takich zespołów jak: Izrael, Armia, Falarek, Max i Kelner, Świat Czarownic i wielu innych, z którymi współpracował wspomina dziś wiele osób, w telewizjach, radiach, gazetach i prywatnie. Brylewski był również założycielem studia „Złota Skała”, gdzie – czasami bezinteresownie – pomógł i nagrywał wiele młodych zespołów.
Wszyscy, którzy wspominają Brylewskiego, mówią o jego empatii i sympatii dla innych. Mimo tak potężnej historii kariery nigdy nie odmawiał rozmów z uczestnikami koncertów i festiwali, był zaprzeczeniem gwiazdy pomimo wielkiego wkładu w polską muzykę. Pochodził zresztą z rodziny artystycznej, gdyż kiedy angielscy punkowcy rekrutowali się głównie z klasy robotniczej, to nasza pierwsza fala w latach 80-tych bardzo często pochodziła z rodzin inteligenckich.
W Wągrowcu Robert Brylewski grał w roku 1991, na pamiętnym Eko-Czadzie. Pamiętnym, bo była ulewa, sprzęt zaczął szwankować, a w końcu spłonął.