niedziela, 22 września
18:38

Gospodarze zwyciężyli

Jednostka z Sienna ma najlepszą drużynę młodzieżową chłopców oraz kobiet.

Na murawie stadionu rywalizowały ochotnicze jednostki strażackie w Powiatowych Zawodach Sportowo-Pożarniczych. Rozegrano bieg sztafetowy oraz rozwinięcie bojowe w gronie Młodzieżowych Drużyn Pożarniczych. Poza tym o zwycięstwo walczyły jednostki w sztafecie pożarniczej i ćwiczeniu bojowym.
- Takie powiatowe zawody rozgrywane są raz na pięć lat – wyjaśnia dh. Andrzej Woźnicki, prezes zarządu oddziału powiatowego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych RP w Wągrowcu. – Startują w nich drużyny, które w roku poprzednim, wyprzedzającym zawody wojewódzkie, zajęły czołowe miejsca. W tym roku cykl się kończy. Za dwa lata odbędą się eliminacje do zawodów wojewódzkich.(...)

Znaleziono Zwłoki w hotelu

Makabrycznego odkrycia dokonano w jednym z pokoi hotelowych w tej miejscowości.

 

Zdarzenie miało miejsce w poniedziałek 16 września, w części hotelowej budynku, w którym funkcjonuje popularna restauracja „Dobra Truskawka”. Ciało mężczyzny znaleziono w jednym z pokoi.
Na razie nie są znane szczegóły śmierci mężczyzny. W pokoju, w którym znaleziono ciało mężczyzny, znajdował się pojemnik po płynie chłodniczym do samochodów. Na miejsce zdarzenia wezwana została policja, a sprawę śmierci mężczyzny badać będzie Prokuratura Rejonowa w Wągrowcu. Przeprowadzona zostanie także sekcja zwłok.(...)

 

Trzy osoby ranne

W poniedziałek doszło do zderzenia dwóch samochodów osobowych między Pruścami i Marlewem w gminie Rogoźno.

Poszkodowane w wypadku zostały trzy osoby, które po uwolnieniu dwóch z nich z rozbitych aut, zostały odwiezione do szpitali w Obornikach i Wągrowcu. Strażacy musieli użyć specjalistycznego sprzętu, aby wydostać z samochodów zakleszczone w nich osoby. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 37 Z 11 WRZEŚNIA 2019 R.

Kierowca Matki Boskiej

Z ojcem DARIUSZEM NOWICKIM OSSPE, o jego refleksjach związanych z posługą w wągrowieckim klasztorze i teraźniejszości rozmawia Franciszek Szklennik.

Ojcze Dariuszu, kiedy dowiedziałeś się sześć lat temu, że Bóg kieruje Ciebie do Wągrowca, to jaka myśl wtedy Ci towarzyszyła?
- Na pewno zaskoczenie (Pan Bóg to umie zaskakiwać) i oczywiście pewien lęk, obawa czy podołam ten wyzwaniu.
Przypomnij zatem Ojcze, jakie były początki? W jakich sprawach Ty i pozostali zakonnicy musieliście natychmiast zakasać rękawy?
- Oczywiście początki - jak mówią - są zawsze trudne, dlatego w tym względzie nie było łatwo. Trzeba było organizować sobie całe życie. Począwszy od kąta do zamieszkania (mieliśmy tylko dach nad głową i nic więcej przecież), aż po życie duszpasterskie. Zatem pracy było co nie miara pod każdym względem.
Czy przypomina sobie Ojciec jakieś nietypowe lub nawet zabawne sytuacje związane z Waszym pojawieniem się w klasztorze?
- Ludzi nas w ogóle nie znali, zresztą tak jak i my ludzi i w ogóle tego środowiska, więc przychodzili i nas „oglądali”. Przypatrywali się nam, co to za jedni, czy będą „normalni”, czy będą otwarci do ludzi, jedna pani spytała kiedyś, czy w parafii będą jeszcze ministranci, bo dopiero kupiła swojemu synowi komże i nie wie czy będzie mu potrzebna. Ktoś inny spytał czy będziemy jeździć po chorych z komunią świętą, bo w innej parafii ksiądz mówił, że nie będę pewnie jeździć, itd. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 37 Z 11 WRZEŚNIA 2019 R.

Ćwierć wieku historii na żywo

W 1995 roku odbył się pierwszy Festyn Archeologiczny w Biskupinie pod nazwą „Człowiek i środowisko w przeszłości”

Wydarzenie zrealizowane przez długoletniego dyrektora Muzeum – Wiesława Zajączkowskiego i prof. Aleksandra Bursche z Uniwersytetu Warszawskiego okazało się wielkim sukcesem i zapoczątkowało historię, która trwa do dziś. Podsumowaniem ostatnich 25 lat będzie jubileuszowa edycja wydarzenia, na które Muzeum Archeologiczne w Biskupinie zaprasza już od 14 do 22 września.
Festyn Archeologiczny w Biskupinie to już tradycyjny element jesieni na Pałukach. W trakcie 9 dni września Muzeum Archeologiczne przybliża wybrane zagadnienia związane z archeologią Polski, Europy i świata. W trakcie 24 edycji goście mogli poznać kulturę Słowian, Wikingów, Celtów. Podziwiać Rzymian, starożytnych Egipcjan i dowiedzieć się nieco więcej o Indianach Ameryki Północnej czy kulturze Kraju Kwitnącej Wiśni. W dotychczasowych edycjach wzięły udział miliony turystów i tysiące rekonstruktorów historycznych. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 37 Z 11 WRZEŚNIA 2019 R.

Wnyki uwięziły psa

Najprawdopodobniej kłusownik jest odpowiedzialny za cierpienie suczki z Podlesia Wysokiego.

Wiadomość o psie, który był przytroczony linką stalową do drzewa i zdjęcia zwierzęcia obiegły całą Polskę. Policja zapowiedziała działania do skutku, czyli ustalenie osoby odpowiedzialnej za ten czyn. Ostatecznie uznano, że suczka, którą nazwano Lola, mogła stać się ofiarą działań kłusowników, którzy na drodze zwierzyny do wodopoju zastawił wnyki.
- Analizie został poddany charakter miejsca - pozostawione ślady i bliskość stawków świadczą o przebiegu trasy dzikiej zwierzyny do wodopojów. Dokładna i wnikliwa analiza stalowej linki pozwoliła na określenie jej stosowania. Umiejscowiona dokładnie w tym miejscu, a uformowana przed uwolnieniem psa w pętlę, mogła służyć jako wnyk na dziką zwierzynę - informował sierż. sztab. Dominik Zieliński, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Wągrowcu.
Choć od uwolnienia pieska minęło już sporo dni, policja wciąż nie ma informacji o właścicielu, który by psa szukał. Suczka trafiła do Fundacji dla Zwierząt Bahati w Skórzewie koło Poznania. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 37 Z 11 WRZEŚNIA 2019 R.


Wnyki uwięziły psa

Najprawdopodobniej kłusownik jest odpowiedzialny za cierpienie suczki z Podlesia Wysokiego.

Wiadomość o psie, który był przytroczony linką stalową do drzewa i zdjęcia zwierzęcia obiegły całą Polskę. Policja zapowiedziała działania do skutku, czyli ustalenie osoby odpowiedzialnej za ten czyn. Ostatecznie uznano, że suczka, którą nazwano Lola, mogła stać się ofiarą działań kłusowników, którzy na drodze zwierzyny do wodopoju zastawił wnyki.
- Analizie został poddany charakter miejsca - pozostawione ślady i bliskość stawków świadczą o przebiegu trasy dzikiej zwierzyny do wodopojów. Dokładna i wnikliwa analiza stalowej linki pozwoliła na określenie jej stosowania. Umiejscowiona dokładnie w tym miejscu, a uformowana przed uwolnieniem psa w pętlę, mogła służyć jako wnyk na dziką zwierzynę - informował sierż. sztab. Dominik Zieliński, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Wągrowcu.
Choć od uwolnienia pieska minęło już sporo dni, policja wciąż nie ma informacji o właścicielu, który by psa szukał. Suczka trafiła do Fundacji dla Zwierząt Bahati w Skórzewie koło Poznania. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 37 Z 11 WRZEŚNIA 2019 R.


Dorabiali do emerytury?

Tytoń bez polskich znaków akcyzy zabezpieczyli kcyńscy dzielnicowi w trzech mieszkaniach na terenie gminy Kcynia.

Kcyńscy dzielnicowi ustalili, że 74-letnia oraz 68- i 37-letni mieszkańcy gminy Kcynia mogą posiadać w mieszkaniu tytoń, który nie posiada polskich znaków akcyzy. W minioną sobotę i niedzielę policjanci pojawili się w miejscu zamieszkania podejrzewanych o posiadanie tytoniu. W trakcie przeszukania pomieszczeń, mundurowi zabezpieczyli w sumie 21 worków tytoniu bez akcyzy o łącznej wadze ponad 10 kilogramów. Właściciele nielegalnego towaru towaru już zostali przesłuchani i usłyszeli zarzuty. Sprawa niebawem zostanie przekazana do Urzędu Celnego. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 35 Z 28 SIERPNIA 2019 R.

Trzy po trzy z gwizdkiem w dłoni

Twarzą w twarz z GRZEGORZEM (ur. 1954 r.), HENRYKIEM (1955 r.) i ZBIGNIEWEM (1958 r.) MARCZYKAMI, którzy pokochali bieganie z gwizdkiem. O ich pasji do tej pracy rozmawia z nimi Zbigniew Grabowski.

Grzegorz, dlaczego wybrałeś tę niełatwą i stresującą pracę z gwizdkiem?
- Kiedy przyprowadziliśmy się całą rodziną z Rąbczyna do Wągrowca w 1965 r., bardzo chciałem być piłkarzem. Jednak po okresie gry w trampkarzach Nielby pod okiem Henryka Czapczyka, dawnej gwiazdy Lecha, wiedziałem już, że w piłce kariery nie zrobię. Nie do końca z tym się jednak pogodziłem, ciągnęło mnie do sportu. Mając już 21 lat wyczytałem, że w Pile organizowany jest kurs sędziowski. Zdecydowałem się tam pójść w 1975 r.. Uczyłem się przepisów gry w piłkę w domu, a potem pojechałem już na egzaminy. Udało się i za chwilę miałem sędziować swój pierwszy mecz w Szamocinie. Pojechałem tam, ale drużyna przyjezdna się nie pojawiła. Pomyślałem: ja mam chyba w życiu pecha... Jednak po tygodniu przyszła kolejna delegacja na mecz. Tym razem już się odbył.
Jak dojeżdżało się wtedy na mecze i jakie były szatnie dla sędziów ?
- Każdy jeździł, jak mógł. Przeważnie PKS–em, często koleją, bo pociągi do większych miejscowości zazwyczaj dochodziły, czasami też motorem. Samochody wtedy były rzadkością. Pomieszczenia sędziowskie były w wielu klubach tylko z nazwy i przeważnie takie, że wcisnąć się w nie całą trójką sędziów było wielką sztuką. Zdarzało się, że były to pomieszczenia, w których nie było ani światła, ani wody. Lata 70–te były trudne dla klubów, ale też i dla sędziów.
Ile lat trwała Twoja przygoda z gwizdkiem? Ile meczy się uzbierało?
- Pogwizdałem 23 lata. Po drodze dostawałem dyplomy i nagrody za 300, potem za 500 sędziowanych meczów. Nigdy nie liczyłem ich do końca, ale ponad 1000 zebrało się na pewno. Towarzyskich, mistrzowskich i wcale nie liczę tu turniejów, gdzie sędziowało się po kilka meczów w jednym dniu. Sędziowałem, jako sędzia główny, mecze z udziałem Bate Borysow i Tarpieda Żodzino, klubów grających w ekstraklasie Białorusi. Byłem wtedy jedynym sędzią piłkarskim w Wągrowcu, a te drużyny przyjeżdżały tu na obozy sportowe. Sędziowałem zazwyczaj A–klasę i okręgówkę, ale trafiały mi się pojedyncze mecze w klasach wyższych, gdzie byłem sędzią liniowym. Jeździłem wtedy na nie w trójce sędziowskiej z Andrzejem Grądzielewskim czy też Krzysztofem Ostrowskim, sędziami z Rogoźna.
Działo się wtedy dużo na meczach i po nich? Wesoło było?
- Był to czas, że nie było wtedy takiej złośliwości w zawodnikach i działaczach, jak jest to często dziś. Kopanie się, bicie zawodników, opluwanie się - tego nie było. Po meczach działacze potrafili podziękować za mecz i często jeszcze ugościć, nawet jak ich drużyna przegrała. A wesoło było i to nawet za przyczyną nas samych. Sędziowałem kiedyś, jako sędzia główny, mecz Huraganu w Gościejewie koło Rogoźna. Jako sędziów bocznych miałem wtedy Edmunda Fajka i Krzysztofa Sadowskiego. W pewnym momencie zerkam na linię, a tam nie ma sędziego Fajka, jest tylko wbita w ziemię jego chorągiewka. Patrzę, a tam z żyta wystaje tylko jego głowa. Tak go przypiliło, że musiał... pobiec za potrzebą.
Ty, Henryk zanim zostałeś sędzią, jako jedyny z rodziny liznąłeś całkiem sporo piłki...
- Grywałem w Nielbie od najmłodszych lat. Przeszedłem wszystkie szczeble zawodniczej kariery, od trampkarza po seniora. Trenowali mnie Wojciech Zbieralski czy też Tomasz Sumiński. Na tyle dobrze, że byłem nawet w kadrze województwa wielkopolskiego. Potem pograłem też trochę w seniorach Nielby, ale nie tylko.
Nie było Cię jednak w jej składzie, gdy ta walczyła o wejście do III ligi w lipcu 1984 r.
- Już wtedy swoją przygodę z Nielbą miałem zasadniczo poza sobą. Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych grałem przez kilka sezonów w Noteci Szamocin, która sponsorowana przez tamtejszy kombinat rolny grała wówczas na poziomie IV ligi. Grali ze mną w jednej drużynie m.in: tak znani zawodnicy, jak Mirosław Mumot, późniejszy działacz żużlowy czy też Roman Michalski, ikony pilskiej Polonii. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 35 Z 28 SIERPNIA 2019 R.

Rolnik i sołtys w jednej osobie

RAFAŁ STARSZAK pełnił zaszczytną funkcję starosty powiatowo-gminnych dożynek.

Rodzice Rafała Starszaka mieszkali po sąsiedzku, zanim się pobrali. Mama w Laskownicy Wielkiej, a tata w Grylewie. Gospodarzyli na 10. hektarach, a teraz ich syn uprawia ich sto. A żeby nie było tylko pięknie, to swoje hektary ma położone w dwóch gminach: Wągrowiec, bo na terenie tej gminy leży Kopaszyn i w gminie Gołańcz. W rodzimej gminie ma tych hektarów najmniej. Do Kopaszyna pokonuje odległość 7. kilometrów, ale inni mają ich więcej. Zresztą w pobliżu nie ma wolnych gruntów do nabycia lub dzierżawy. Jak się trafi, to najwyżej hektar. Ostatnio skorzystał z takiej okazji, ale cena hektara sięga kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Pan Rafał ma 32 lata. Ukończył Technikum Rolnicze w Gołańczy, rozpoczął też studia na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu. Przerwał je, ale myśli o powrocie na uczelnię.W 2006 roku kupił ziemię na siebie, a grunty rodziców wziął w dzierżawę. Swoją żonę Monikę poznał dzięki transakcji ziemią, kiedy to jej wujek kupił działkę od jego rodziców. Małżonka pochodzi z Poznania i z rolnictwem nie miała nic wspólnego. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 35 Z 28 SIERPNIA 2019 R.

Na naukę nigdy za późno

Po zakończeniu 8. roku akademickiego sekcja turystyczna Wągrowieckiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku zorganizowała wycieczkę do nadbałtyckich pereł, tj: Litwy, Łotwy, Estonii i Finlandii.

W środę 14 sierpnia 64 - osobowa grupa wyruszyła autokarem w kierunku słynącej z koszykówki i tańca towarzyskiego Litwy, podzielonej na 5 regionów: Pomorze, Suwalszczyzna, Auksztota, Dzukija, Żmudź. W czwartek dotarliśmy do Kowna, aby z sympatyczną przewodniczką panią Haliną - zobaczyć najważniejsze zabytki miasta. Rozpoczęliśmy spacerem po Starym Mieście u zbiegu rzek: Niemna i Willi. Na trasie znalazł się wielokrotnie zdobywany zamek, kościół św. Jerzego, klasztor bernardynów, kuria kowieńska, seminarium, dom z postaciami bajkowymi animatora Władysława Starewicza, kościół Św. Trójcy, pomnik Maironisa – litewskiego poety i księdza, ratusz, piece woskowe z wykopalisk, Dom Perkuna – kamienica związana z  Adamem Mickiewiczem oraz największa na Litwie katedra. Zwróciliśmy uwagę na napis „Kartu serce Kauna” (w j. pol: „Razem kochamy Kowno”). Pojechaliśmy do Troków, w których XIV-wieczny zamek na wyspie wzniósł Kiejstut, ojciec Władysława i Witolda Jagiełłów. Zrekonstruowany zamek otacza jezioro Galwe. W miasteczku żyją potomkowie wojowniczych karaimów i znajduje się ich świątynia – kenesa. W Trokach skosztowaliśmy kibiny – tradycyjnej potrawy karaimskiej. Są to pieczone pierogi faszerowane mięsem baranim lub wołowym. Wieczorem przez Zatrocze – dawną rezydencję Tyszkiewiczów i Ponary – miejsce kaźni Polaków i Żydów, dotarliśmy do Wilna.
W piątek przejechaliśmy przez tereny, gdzie dzieje się akcja „Potopu” H. Sienkiewicza, do Rygi – stolicy Łotwy. Zwiedzanie miasta rozpoczęliśmy od Domu Bractwa Czarnogłowych. Podziwialiśmy: ratusz, luterański kościół św. Piotra, kamieniczki secesyjne, katedrę domską, kościół polski Matki Boskiej Bolesnej, Basztę Kawalerów Mieczowych, kościół św. Jakuba, budynek parlamentu, ulicę „hałaśliwą”, ciekawy budynek „Domu Kotów”, budynki gildii kupieckich, Szwedzkie Wrota, kamienicę kata, pomnik wolności z wartą honorową oraz operę. Na wieżyczkach łotewskich świątyń nawet katolickich zamiast krzyża znajduje się kogut. Urzeczeni piękną architekturą zamieszkaliśmy jedną noc w tym trzynasto wiecznym mieście nad Dźwiną. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 35 Z 28 SIERPNIA 2019 R.

Czy znajdą się na Wiejskiej?

Jak do tej pory dwóch mieszkańców powiatu znalazło się na listach wyborczych do Sejmu RP.

Pozycję nr 10 na liście Koalicji Obywatelskiej zajmuje Krzysztof Poszwa, były burmistrz Wągrowca w latach 2014 - 2018 i do niedawna wiceprzewodniczący Rady Miejskiej w Wągrowcu. Obecnie pracuje w Urzędzie Miasta Poznania, w wydziale gospodarki nieruchomościami.
„Jedynką” na liście KO w okręgu pilskim (nr 38) zajmuje Małgorzata Janyska, a „dwójką” jest znany w powiecie poseł z Szamotuł Jakub Rutnicki.
Decyzje o starcie w wyborach z listy Prawa i Sprawiedliwości podjął Bogdan Fleming z Mieściska, radny powiatowy, dyrektor Oddziału Terenowego Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa w Poznaniu. Wcześniej kierował Oddziałem Terenowym Agencji Rynku Rolnego. Był wcześniej delegatem do sejmiku województwa poznańskiego, pełni również funkcję wiceprzewodniczącego Wielkopolskiej Izby Rolniczej.
Jedynką na liście PiS jest Krzysztof Czarnecki, a „dwójką” Marta Kubiak. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 34 Z 21 SIERPNIA 2019 R.

Dożynki czas zacząć

Tegoroczne żniwa zakończyły się wyjątkowo wcześnie i toteż i czas dziękczynienia za plony już się rozpoczął. Pierwsze w naszym powiecie dożynki odbyły się w Mieścisku.

Uroczystości dziękczynienia za tegoroczne zbiory rozpoczęto mszą św. w miejscowym kościele pw. św. Michała Archanioła. Następnie barwny dożynkowy korowód przemaszerował na plac przy Gminnej Bibliotece Publicznej. Gospodarzem tegorocznych dożynek była wieś Mieścisko, zaś starostami Małgorzata Winkiel i Tadeusz Kozłowski. Dożynkowe wieńce przynieśli przedstawiciele szesnastu wsi wchodzących w skład gminy Mieścisko.
W okolicznościowym przemówieniu wójt Mieściska Przemysław Renn powiedział m.in.: - Dożynki, to najlepszy moment, by przypomnieć ludziom o wartości chleba. W naszym kraju żyją obok siebie tacy, którzy chleb wyrzucają do śmieci, i ludzie, którym go wciąż brakuje.(...) Tak jak dziś dzielimy się tym bochnem dożynkowym, tak i przez cały rok pamiętajmy, aby dzielić się z tymi, którzy tego potrzebują. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 34 Z 21 SIERPNIA 2019 R.

Wyrok na byłego proboszcza

Sąd Rejonowy w Środzie Wielkopolskiej wydał wyrok skazujący STANISŁAWA B. za molestowanie.

- Ks. Stanisław B. został wydalony ze stanu duchownego przez Watykańską Kongregację Nauki Wiary za dopuszczenie się przestępstwa przeciw szóstemu przykazaniu Dekalogu, popełnionego z nieletnim poniżej osiemnastego roku życia – podsumowuje krótko kanclerz i rzecznik prasowy Kurii Metropolitalnej w Gnieźnie, ks. Zbigniew Przybylski.
Ex-duchowny, pochodzący spod Gniezna, został wyświęcony w 1969 r. W latach 90. był proboszczem parafii pocysterskiej pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Wągrowcu. 1 lipca 1995 roku został ostatnim dyrektorem Archidiecezjalnego Domu Zasłużonego Kapłana w Wągrowcu. Funkcję tę pełnił przez dwa lata do czasu zamknięcia Domu. Kolejną jego placówką była parafia pw. św. Marcina w Jarząbkowie, gdzie pełnił posługę do czerwca 2008 r. Później zamieszkał jako rezydent w jednej z parafii w okolicach Poznania.Nie przysługuje mu z tego powodu status emerytowanego duchownego. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 34 Z 21 SIERPNIA 2019 R.

 

Byłem sępem na gole

Twarzą w twarz z HENRYKIEM NOWAKIEM (rocznik 1954), miłośnikiem koni, pasjonatem piłki nożnej, swego czasu najlepszym zawodnikiem w regionie, którego w domu po operacji wstawienia endoprotezy stawu biodrowego odwiedził Zbigniew Grabowski.

Co było najpierw: konie czy piłka?
- Wszystko szło u mnie w parze, ponieważ w gospodarstwie rodziców konie były od zawsze, zaś piłkę nożną pokochałem w Szkole Podstawowej w Mieścisku, dzięki nauczycielowi wychowania fizycznego Helmutowi Maćkowiakowi, z którym zresztą później grałem jeszcze w Nielbie Wągrowiec.
Utożsamiany jesteś jednak z Mieściskiem, gdzie zresztą po dziś dzień mieszkasz...
- To właśnie tu w wieku 15 lat zacząłem grać w piłkę w C – klasowym wtedy Sokole Mieścisko. Gdy jednak skończyłem podstawówkę, trzeba było pójść uczyć się dalej. W klubie z Mieściska, jak mi później mówiono, było nawet pismo z Lecha Poznań, abym pojechał do nich w wakacje na testy. Przyjechał jednak do mnie Jan Januchowski, związany ze ZREMB-em w Wągrowcu, a równocześnie z Nielbą i zaproponował mi, abym podjął naukę w szkole zawodowej na Kcyńskiej, odbywając jednocześnie praktykę w zakładzie. Jan Januchowski, Roman Nowakowski, Jacek Chudziński, Marian Frąckowiak, Mieczysław Michalski czy też wspomniany tu już Helmut Maćkowiak byli wtedy zawodnikami Nielby i uznali, że warto przejąć takiego chłopaka, jak ja. Zostałem ponoć nawet sprzedany do Nielby i odbył się w Mieścisku mój pożegnalny mecz, choć grałem później tam jeszcze przez wiele lat. Pamiętam, że w Wągrowcu, to najpierw była jednak szkoła i praktyki w ZREMB–ie. Tak na dobre zacząłem grać w seniorach Nielby dopiero gdy miałem 17 lat u Wojciecha Zbieralskiego, który był tam wówczas trenerem.
Co decydowało o tym, że kluby interesowały się Tobą w tak młodym wieku?
- Miałem chyba smykałkę do piłki nożnej, a przede wszystkim szybkość i strzał z obu nóg. Na „setkę” biegałem poniżej 11 sekund, skakałem w dal 6,20 cm przy swoim niewielkim zresztą wzroście. Byłem też sępem na gole, bo w polu karnym nigdy nie stałem w miejscu i czekałem na piłkę. Wystarczyło, że odskoczyła ona na chwilę obrońcy, to ja już przy niej byłem. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 34 Z 21 SIERPNIA 2019 R.

Wągrowczanin na drugim miejscu

KRZYSZTOF SZWON stracił tylko pół punktu do mistrza. WERONIKA SYDOW wygrała kategorię kobiet. ALAN JAGODZIŃSKI był najlepszy wśród juniorów.

Turniej szachowych w kategorii open rozgrywany w ramach 51 edycji Lata na Pałukach zakończył się zwycięstwem Adama Ancuta z Piły. Wągrowiecki szachista Krzysztof Szwon uplasował się na drugiej pozycji. Stracił do zwycięzcy tylko pól punktu. Znany zawodnik z Lechlinka w gminie Skoki Przemysław Sydow był piąty, a Marek Konieczny (Wągrowiec) siódmy. Dziesiątkę najlepszych uzupełnili wągrowczanin Radosław Żurowski oraz Jacek Haja (Damasławek).
Klasyfikację generalną kobiet wygrała 20-latka z Lechlinka Weronika Sydow. Taką samą liczbę punktów zgromadziła Matylda Brelińska, reprezentantka Baszty Żnin. Anita Sydow, czyli siostra Weroniki, była trzecia tracąc zaledwie pół punktu. Zuzanna Grewling z Wapna uplasowała się na szóstej pozycji. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 33 Z 14 SIERPNIA 2019 R.

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem