Kierowca Matki Boskiej

  • Drukuj

Z ojcem DARIUSZEM NOWICKIM OSSPE, o jego refleksjach związanych z posługą w wągrowieckim klasztorze i teraźniejszości rozmawia Franciszek Szklennik.

Ojcze Dariuszu, kiedy dowiedziałeś się sześć lat temu, że Bóg kieruje Ciebie do Wągrowca, to jaka myśl wtedy Ci towarzyszyła?
- Na pewno zaskoczenie (Pan Bóg to umie zaskakiwać) i oczywiście pewien lęk, obawa czy podołam ten wyzwaniu.
Przypomnij zatem Ojcze, jakie były początki? W jakich sprawach Ty i pozostali zakonnicy musieliście natychmiast zakasać rękawy?
- Oczywiście początki - jak mówią - są zawsze trudne, dlatego w tym względzie nie było łatwo. Trzeba było organizować sobie całe życie. Począwszy od kąta do zamieszkania (mieliśmy tylko dach nad głową i nic więcej przecież), aż po życie duszpasterskie. Zatem pracy było co nie miara pod każdym względem.
Czy przypomina sobie Ojciec jakieś nietypowe lub nawet zabawne sytuacje związane z Waszym pojawieniem się w klasztorze?
- Ludzi nas w ogóle nie znali, zresztą tak jak i my ludzi i w ogóle tego środowiska, więc przychodzili i nas „oglądali”. Przypatrywali się nam, co to za jedni, czy będą „normalni”, czy będą otwarci do ludzi, jedna pani spytała kiedyś, czy w parafii będą jeszcze ministranci, bo dopiero kupiła swojemu synowi komże i nie wie czy będzie mu potrzebna. Ktoś inny spytał czy będziemy jeździć po chorych z komunią świętą, bo w innej parafii ksiądz mówił, że nie będę pewnie jeździć, itd. (...)

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU GŁOSU NR 37 Z 11 WRZEŚNIA 2019 R.