| Dlaczego na budowie obwodnicy panuje martwa cisza? |
| czwartek, 08 grudnia 2011 14:51 |
|
Czytając artykuły w „Głosie Wągrowieckim” (nr 42 „Martwa cisza na obwodnicy” oraz nr 45 „Czesi na obwodnicy”) i wypowiedzi kierownika projektu Piotra Stasiaka, który z ramienia Wielkopolskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich w Poznaniu nadzoruje wykonanie naszej obwodnicy, zaczynam się zastanawiać, czy jest on urzędnikiem państwowym pobierającym pensje z naszych podatków i wydającym pieniążki wszystkich nas podatników, czy też reprezentuje firmę generalnego wykonawcy, czyli Hydrogeo Polska S.A.
Jako mieszkaniec Wągrowca, a także inżynier budownictwa, nie mogę zgodzić się z wypowiedziami pana Stasiaka. Inwestycja, którą on nadzoruje, powinna się zakończyć i być dopuszczona do użytkowania pod koniec listopada tego roku. Na razie mamy krajobraz księżycowy i śmiertelną ciszę, która pozostała po zejściu ostatnich podwykonawców, firmy Hydrogeo Polska S.A. Tymczasem pan kierownik projektu twierdzi, że wszystko jest w należytym porządku i nic złego się nie dzieje. Tłumaczenie, że znaczna część tej drogi budowana jest na podmokłym gruncie, wydaje się być mało przekonujące. To, że trasa obwodnicy przebiega przez tereny podmokłe, wręcz bagniste, wiedzieli wszyscy zainteresowani procesem inwestycyjnym - zamawiający WZDW w Poznaniu oraz Generalny Wykonawca Hydrogeo Polska S.A. Zatem termin zakończenia budowy na pewno przewidywał poradzenie sobie z przeciwnościami natury, chyba że mamy znów przykład braku kompetencji i znajomości podstawowej wiedzy inżynierskiej ze strony obu wyżej wymienionych stron. Mówienie aktualnie, że należy wymienić grunt oraz zrobić nasypy przeciążające i ponoć położyć geowłókninę, której nawet wiewiórki w przyległym lesie nie widziały - jest nieprawdą. Jako baczny obserwator całej tej inwestycji z całą stanowczością twierdzę, że ani nasypy przeciążające nigdy nie zostały wykonane, ani geowłóknina położona i dlatego nie rozumiem skąd takie wiadomości pozyskał pan Piotr Stasiak. Zatem albo nie wie co dzieje się na budowie, albo świadomie wprowadza nas w błąd. Widocznym przykładem braku jakichkolwiek nasypów przeciążających jest układane aktualnie obrzeże betonowe, które spełnia rolę oporu dla układania nawierzchni z kostki brukowej chodnika oraz ścieżki rowerowej. Jeżeli byłby to nasyp do rozebrania, to nie widzę sensu w tej wykonywanej robocie. Czytając potem informację o jakimś „planie naprawczym” przedstawionym przez firmę Hydrogeo Polska S.A., pomyślałem sobie: po co on nam, skoro wcześniej pan kierownik projektu twierdził, że wszystko jest w porządku? Pojawia się w związku z tym także pytanie, czy WZDW w Poznaniu ukarał wykonawcę za nieterminowość, która wręcz graniczy z absurdem, bo w terminie zakończenia kontraktu jego zaawansowanie, moim skromnym zdaniem, nie przekroczyło nawet 20 proc.? No ale tego nikt nie chce powiedzieć. Dlaczego? Odnośnie stwierdzenia pana Stasiaka, iż wydłużenie czasu budowy wynika z przyczyn niezależnych od wykonawcy pytam, jakie to przyczyny niezależne od generalnego wykonawcy zaistniały oprócz - jak podano - kości zwierzęcych, które ponoć zalegały na trasie drogi? Jeżeli nawet te kości by tam były, to odcinek ich zalegania to tylko 50 metrów bieżących trasy tej drogi, a zatem czy nie można było robić całej reszty drogi oraz mostu? Co więcej, z tego co wiadomo, okazało się, że tych kości tam w rzeczywistości nie było. Teren ten został tylko odhumusowany i wykonano w tym dziewiczym gruncie kanalizację deszczową, nie stwierdziwszy obecności żadnych kości. No, ale powód wydłużenia zakończenia kontraktu jest. W dalszych swych wypowiedziach pan kierownik Stasiak twierdził, że ma szczegółowy harmonogram robót. Zatem powstaje pytanie: czy i gdzie był wcześniej taki harmonogram? Stwierdził też, że ma umowy z podwykonawcami. Ale nie bardzo wiadomo, z którymi? A może z tymi, którym do tej pory generalny wykonawca nie zapłacił i byli zmuszeni zejść z placu budowy? Z kolei coraz to nowsze terminy zakończenia kontraktu, podawane przez kierownika projektu, nasuwają mi taką myśl, że pan kierownik całkowicie nie panuje nad generalnym wykonawcą, który - z tego co widać - robi co chce. Jako zwykły obywatel i podatnik pytam zatem pana kierownika Stasiaka: dlaczego dopiero po niedotrzymaniu kolejnego terminu chce karać wykonawcę? Czy jest pan prywatnym inwestorem, czy też szafarzem publicznych pieniędzy? Czy pańska pobłażliwość ma nas - mieszkańców - kosztować więcej stresu i strachu przed ciężarówkami pędzącymi przez środek miasta? Z wyrazami szacunku
Odpowiedź na list: |
































Komentarze
Trafnie czytelnik zauważył totalnie nieodpowiedzial ne podejście pana Stasiaka. Gdyby przytoczyć jego wypowiedzi cytowane w artykułach prasowych to uznać można że pan Stasiak po prostu czytelników obywateli, podatników i użytkowników dróg ma za idiotów. Bo jak wytłumaczyć można jego wypowiedzi chociażby z kwietnia br. "Jeżeli w ciągu dziesięciu dni nie rozpocznie się praca, rozwiążemy umowę. Rozpatrujemy sprawę na poważnie – mówi Piotr Stasiak z wydziału nadzoru Wielkopolskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich w Poznaniu, kierownik projektu wągrowieckiej obwodnicy" Mamy grudzień i co .... I nic... Bronienie wykonawcy przez przedstawiciela Inwestora to w tym przypadku bronienie własnych 4 liter , bo trudno przyznać się do błędów przy wyborze oferenta , błędów przy nadzorze, błędów przy przyzwoleniu na odwlekanie kolejnych terminów, błędnego interpretowania zapisów umowy o karach umh i odstępoownycwan ia od nich.