sobota, 17 listopada
13:08

Kanclerz odpowiada

Szanowni Państwo!

Nie ukrywam, że z bardzo mieszanymi uczuciami odebrałem artykuł w Waszej gazecie na temat pozycji naszej uczelni w najnowszym rankingu Perspektyw.

Bezsprzecznym jest, że napisaliście prawdę. Ale lakoniczność treści i jej zawartości wzbudza u mnie niesmak.

Można było bowiem chcieć wczytać się w ten ranking, a nie podać  suche fakty, które mogą zostać odebrane negatywnie przez czytelników Użycie bowiem zwrotów typu 45. na 50 to przecież sugeruje niską pozycję, 5. od końca, a także „wyprzedziły ją wszystkie wielkopolskie prywatne uczelnie poza WWSS-E... „ jeszcze bardziej może utwierdzić czytelnika, że GSW Milenium to właściwie słaba uczelnia... Tak, właśnie tak, Szanowni Państwo.

Można było podać o ile miejsc w rankingu Milenium przesunęło się w górę.

Można było napisać, że GSW Milenium zajęła miejsca:

1. wśród uczelni wielkopolskich z wyłączeniem Poznania, a 4. miejsce za uczelniami poznańskimi (wyprzedziły nas tylko największe, tj. WSB, WSL i WSZiB),

3. wśród uczelni działających miastach do 100 tysięcy mieszkańców (zaraz za uczelniami w Józefowie i Suchej Beskidzkiej),

-  45. w całej Polsce.

Można było wskazać na jeszcze dwa wskaźniki rankingowe, które klasyfikują Gnieźnieńską Szkołę Wyższą również na najwyższych pozycjach. Są to: współczynnik nasycenia kadry akademickiej o najwyższych kwalifikacjach, wynoszący 75% i dostępność dla studentów kadr wysokokwalifikowanych na poziomie 88%.

Można było przy okazji zrobić rzetelną analizę i innych rankingów i znaleźć ministerialny, w którym Gnieźnieńska Szkoła Wyższa Milenium osiągnęła bardzo wysokie wskaźniki potwierdzające, że nie kształcimy bezrobotnych. Ponad 93% absolwentów studiów I stopnia Milenium ma pracę, a wśród absolwentów studiów II stopnia współczynnik ten sięga aż 95% - według danych, które MNiSzW pobrało z ZUS.

Można...

Ale widocznie tak być musi i nie należy oczekiwać więcej.

Moją analizę pozostawiam Państwu do przemyślenia.

Z poważaniem

Krzysztof Gawrecki

Kanclerz GSW Milenium

O łączeniu biblioteki

Stanowisko bibliotekarek z Miejskiej Biblioteki Publicznej w Wągrowcu w sprawie łączenia biblioteki z innymi placówkami kultury.
W związku z licznymi zapytaniami Czytelników dotyczących dalszego losu naszej Biblioteki informujemy, że my Bibliotekarki jesteśmy stanowczo przeciwne łączeniu Miejskiej Książnicy z innymi placówkami kultury.
Miejska Biblioteka Publiczna już od 70. lat wpisuje się w świadomość społeczną mieszkańców Wągrowca (obecnie co 4 mieszkaniec to użytkownik naszej Biblioteki). W wyniku połączenia instytucja o nazwie: Miejska Biblioteka Publiczna zniknie z kulturalnej mapy miasta oraz zostanie wykreślona z Rejestru Instytucji Kultury, a obecnie jest to znana i wypróbowana marka, kojarzona z konkretnym miejscem i ludźmi.
Zamysł połączenia Biblioteki z innymi instytucjami kultury zrodził się z konieczności wprowadzenia oszczędności, jednak naszym zdaniem nie przyniesie to oczekiwanych rezultatów. Na dzień dzisiejszy każda z instytucji mieści się w oddzielnych budynkach (w różnych częściach miasta), które lokalowo nie pozwalają na przeniesienie do nich innych placówek. Łączenie bibliotek z inną placówką kultury najczęściej powoduje zmniejszenie nakładów finansowych na działalność biblioteki, czyli mniejsze zakupy, mniej imprez czytelniczych, a tym samym ograniczony dostęp do księgozbioru, czego wynikiem może być spadek czytelnictwa.
Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa na lata 2014-2020, ogłoszony przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Bibliotekę Narodową, Instytut Książki oraz Narodowe Centrum Kultury pokazuje, że w ostatnich latach zaczęło się w Polsce doceniać rolę czytania i edukacji w tym kierunku. Trudno realizować te postulaty bez pieniędzy, zaplecza (miejsce i ludzie) i odpowiedniej osoby zarządzającej biblioteką.
Obecnie korzystanie z Biblioteki jest bezpłatne, natomiast nowoczesne mediateki za korzystanie ze swoich zbiorów pobierają abonament.
Istnienie kilku placówek kultury tworzy rywalizację i chęć bycia lepszym. W sytuacji, kiedy będzie się monopolistą w dziedzinie kultury, są obawy, że oferta kulturalna w naszym mieście zubożeje i będzie mniej różnorodna.
Dyrektor i Pracownicy
Miejskiej Biblioteki
Publicznej w Wągrowcu

Dorzynać czy stymulować?

Czyli o nowym pomyśle burmistrza na likwidację Miejskiej Biblioteki Publicznej.

Od wyborów samorządowych minęło już kilka miesięcy. Nowa władza po wyborach wprowadza zmiany, bo musi demonstrować, że zasługuje na mandat, że jest potrzebna i ma pomysł dla mieszkańców na lepsze jutro. Jednocześnie Nowa Władza ma świadomość powszechnej budżetowej mizerii (statystyczny Polak jest czterokrotnie biedniejszy od zbankrutowanego statystycznego Greka) i pod pozorem racjonalizacji i postępu wprowadza oszczędności, roszady i powyborczą tzw. restrukturyzację personalną.
Pięknym, pouczającym tego przykładem jest Murowana Goślina, gdzie w wyborczym szale burmistrz pod pretekstem zmiany siedziby i robót adaptacyjno – remontowych zwolnił 12 bibliotekarzy. W Kaliszu prezydent pod pozorem prac adaptacyjno – remontowych rozlokował lokatorów tamtejszego więzienia po okolicy, po czym nagle z dnia na dzień, ku zaskoczeniu służby więziennej, ogłosił zwolnienia i zamknięcie obiektu.
Z tą adaptacją i remontami to jakieś przekleństwo, czy co? A w Wągrowcu? Na pierwszy ogień idzie mundurówka. Nie, nie więzienna, ale Straż Miejska... Niebawem czekają nas podwyżki cen wody.
A co z bibliotekarzami? Czy burmistrz Wągrowca zwolni teraz 12 bibliotekarzy? Spokojnie, przekleństwa nie działają z taką precyzją. Ale coś na rzeczy jest.
Różni ambicjonerzy czują swoją szansę. Na pierwszej linii ustawił się Włodzimierz Naumczyk, dyrektor Miejskiego Dom Kultury i w Głosie Wągrowieckim z 11 lutego 2015 odgraża się – „Mam kompetencje, mogę pomóc” i nie wiedzieć czemu – domyślamy się, że prawem kaduka - proponuje włączenie Miejskiej Biblioteki Publicznej w strukturę enigmatycznego Wągrowieckiego Centrum Kultury.
Gdyby taki projekt przedstawił charyzmatyczny Andrzej Połczyński, prowadzący z sukcesem od ponad 20 lat Gołaniecki Dom Kultury, można by się ewentualnie zastanowić, ewentualnie. Natomiast w ustach W. Naumczyka – którymi balon próbny dmucha sam burmistrz, projekt jest i zabawny i groźny niczym sentencja złotoustego L. Wałęsy „Nie chcem, ale muszem”.
Nie wiadomo czemu pan Włodzimierz Naumczyk od lat tłucze nieudany pomysł „Księgarnio Kawiarni”. Pierwszą nauczkę dostał współpracując z księgarnią „Kapitałka”, która padła w 2009. Mniejszą klapą, ale za to szybszą, okazało się przedsięwzięcie „KaffeLit. Z ogrodów natury i literatury”, rodzaj salonu literackiego. Znakomici goście, ciekawe wydawnictwa, kawiarniana atmosfera dla największych koneserów literatury i natury – to miał być pomysł Miejskiego Domu Kultury na sukces. A teraz co, kolej na bibliotekę?
Argumentów przeciw jakimkolwiek łączeniom biblioteki z jakąkolwiek instytucją kultury jest kilka.
Po pierwsze - trzeba z wysokich diapazonów, że biblioteka to filar cywilizacji łacińskiej, najważniejsza oprócz „Szkoły”, niezależna, suwerenna instytucja kulturalna nowoczesnej cywilizacji. „Homo legens” – człowiek czytający, kwintesencja idei humanizmu.
Po drugie – argument o szkodliwości. Ustawa o bibliotekach - podobny prawny bubel, jak ustawa rolna o kolektywizacji i powołaniu PGR-ów, która na dziesięciolecia zdegenerowała krajobraz polskiej wsi.
Kolejny argument z pozytywnej pracy u podstaw. W czasie „Ferii zimowych z Biblioteką” odwiedziło ją kilkudziesięciu młodych czytelników, którzy doskonale bawili się kilka godzin. MDK też prowadził „Ferie z MDK” dla dzieci i mimo szumnych zapowiedzi i zapisów (!) chętnych było mniej.
Reasumując, apeluję. Panie Burmistrzu i Ty Włodzimierzu Naumczyku, nie idźcie tą drogą i parafrazując złotoustego L. Wałęsę ostrzegam – żadnych plusów dodatnich, same minusy ujemne!

Czyja to decyzja?

Dojeżdżam do pracy do Chodzieży i często jeżdżę w związku z tym przez Bartodzieje. W dniu dzisiejszym od rana (wtorek - przyp. red.) mamy piękną, śnieżną zimę, więc jechałem zachwycając się bielą drogi i okolic (oczywiście bardziej drogi, niż okolic). Temperatura około 0 stopni, a więc śnieg idealny do robienia bałwanów. Dojechałem do Bartodziej i tu przeżyłem szok. Okazało się, że teren całej wsi jest terenem zabudowanym. Czyli, w okolicy zaczął już działać jakiś bałwan i założył na granicach administracyjnych wsi znaki E-17B, czyli popularnie mówiąc „teren zabudowany” Wieś Bartodzieje jest na pewno znana Panu Redaktorowi. Żaden budynek nie jest bliżej drogi niż 15m. A dokładniej wszystkie są powyżej 20m, jest tylko jeden wyjątek właśnie w odległości 15m (sprawdzone linijką na Google Map). Nawet w słynnym „Misiu” Barei nie zrobiliby takiego idiotyzmu jak w Bartodziejach. Czemu to ma służyć? Owszem, jest tam zakręt. Ale jest dobrze oznakowany, ze stopniowym wytracaniem szybkości do 60, a potem 40 km/godz. Inne powody? Nasuwa mi się tylko jeden - nowe tereny łowieckie dla „misiaczków”.
Kiedyś definicja terenu zabudowanego budziła wiele kontrowersji: teren zabudowany jest wtedy, kiedy co najmniej 3 domy są położone mniej niż 15 m od drogi. Należało wtedy wysiąść z samochodu i mierzyć, czy faktycznie jest 15, czy 14,90 jak w „Misiu”.
Obecna definicja terenu zabudowanego jest, wydawało by się, łatwiejsza dla kierowców - od znaku E17B do znaku E18B. Tylko, że jest to pole do nadużyć - w Polsce te znaki umieszczane są w 90 proc. na granicach administracyjnych miejscowości, a nie w rzeczywistym terenie zabudowanym. W związku z tym niejednokrotnie jedziemy 50 przez pole, las, zwłaszcza w obszarze dużych miejscowości, że już nie będę mówił o naszej obwodnicy
W związku z tym moje prośby do Pana Redaktora są takie:
1. Czy można poznać z imienia i nazwiska autora tego „genialnego” pomysłu i dowiedzieć się z jakich powodów nagle Bartodzieje stały się terenem zabudowanym?
2. Czy nie można by zainicjować jakiejś dyskusji na temat sensu ustawienia, co tu dużo ukrywać, większości takich znaków w powiecie wągrowieckim, no i oczywiście w konsekwencji próbować je zmienić.
Z. M. (imię i nazwisko znane redakcji)
PS. A może się założymy, po ilu dniach pojawi się w Bartodziejach patrol policji z radarem i zacznie kasować za jazdę „po terenie zabudowanym”. Ja obstawiam, że w czasie krótszym niż 7 dni

Dobra duszyczka

Mam na uwadze młodą wolontariuszkę Monikę Cyranek, która od urodzenia jest chora na „Zespół Marfana”. Objawy tej choroby to: zwichnięcie stawów biodrowych, skrzywienie kręgosłupa, choroba tkanki łącznej, wada wzroku, wada serca.
W wieku dziewięciu lat przeszła operację na kręgosłup, a w wieku siedemnastu lat operację miała na otwartym sercu. W tym wieku lekarze oświadczyli, że życie Moniki się kończy, że to ostatnia jej noc. Przeżyła i obudziła się, ale nad ranem trafiła na OIOM, gdzie przeżyła śmierć kliniczną. Dziś mówi, że cieszy się życiem po raz drugi, ale to nie wszystko co Monika przeżyła.
Jechali do domu od rodziny, gdy nagle w ich auto uderzył samochód tak, że Moniki implant w kręgosłupie pękł i do dzisiaj tak żyje i chodzi jak z bombą. Implant musiałby być usunięty, ale to jest niemożliwe, bo ma za słabe serce.
Niepełnosprawni to nie znaczy gorsi, pamiętajcie o tym. Stale powtarzam: życie jest walką, a ona walczy i nigdy się nie podda.
Monika 20 sierpnia 2011 r. założyła na portalu społecznościowym „Nasza klasa” grupę „Niepełnosprawni sa wśród nas”. Grupa ta istnieje do dzisiaj. Rok temu pod tą samą nazwą założyła grupę na Facebooku, żeby pokazać, że nie można się wstydzić swojej niepełnosprawności. Codziennie Monika wkleja na grupę apele pomocowe „warto pomagać i dzielić się dobrem”. odkąd dostała drugie życie, pomoc innym jest dla niej misją jaką dostała od Boga.
Nieraz jej mówią „po co robisz to wszystko?”, a ona odpowiada „Chcę jak najlepiej potrafię pomagać, bo tak trzeba”. Wie co robi, to ma sens.
Monika pomaga innym niepełnosprawnym, czyni dobro, nie spodziewa się nic w zamian. To jest to co może dać drugiemu człowiekowi. To co Monika przeszła w swoim życiu z tą chorobą nieuleczalną do dzisiaj, jest niepełnosprawną wolontariuszką nadal pomagającą jest najlepszym przykładem, że zasługuje na miano Wolontariusza Roku 2014 i kryształowe serce.

Proszę o powtórkę

Przy ścieżce w kierunku rzeki wciąż królują śmieci. Fot. Rafał Różak

Mam ogromną prośbę do Waszej redakcji. A mianowicie chodzi mi o porządek na tzw. deptaku, na który się schodzi z ul. Piaskowej, koło budynku dla niepełnosprawnych, w stronę Ochotniczej Straży Pożarnej. Wiosna ujawniła i pokazała wszystkim, którzy tamtędy chodzą, jaki tam jest ogromy nieporządek, walające się śmieci, butelki, puszki po piwie, a także całe worki ze śmieciami i nawet wersalka.
Pisałem już kiedyś bezpośrednio do red. Mianowskiego, wysłałem również kilka zdjęć. Rezultat był szybki, bo po kilku dniach przyjechała ekipa i wszystko zostało posprzątane. Ale to, co jest obecnie, to naprawdę przechodzi ludzkie pojęcie. Pisałem do Urzędu Miejskiego list, ale został bez odpowiedzi. Odkąd zrobiono tam ładny chodnik z kostki brukowej, bardzo dużo ludzi tamtędy chodzi, nawet jak przyjeżdżają wycieczki, też tam schodzą.... i co widzą? Może Państwa redakcja, jak zrobi kilka zdjęć i pokaże, to coś się zmieni. Bardzo Państwa proszę i z góry za udaną interwencję dziękuję. Mam nadzieję, że nie zajmie to Państwu dużo czasu.
Mieszkaniec

Fot. Rafał Różak

Wiara w ludzi

krzysztof lubik

Szanowna, kochana redakcjo Głosu Wągrowieckiego!

Jestem człowiekiem, któremu przywróciłaś wiarę w ludzi. Mógłbym przez lata cierpieć i pies z kulawą nogą by tego nie zauważył. Lekarze w Poznaniu mnie zbadali i powiedzieli co należy zrobić, żebym wyzdrowiał. Ucieszyłem się, ale nie wiedziałem, że jednocześnie skazali mnie na długą drogę przez mękę. Mogłem liczyć na wyzdrowienie w 2022 roku, po zaplanowanym na ten termin zabiegu. To miało mi wystarczyć.

.

Czytaj więcej...

Zlikwidują bibliotekę?

5 listopada w Żabiczynie odbyło się spotkanie przedwyborcze z kandydatem na wójta oraz panią sołtys, kandydatką na radną, a także reprezentantem SLD do rady powiatu. Jednym z ważniejszych celów, jaki został przedstawiony na przyszłą kadencję, jest likwidacja biblioteki w Żabiczynie.

Warto nadmienić, że jest ona jedną z dwóch ostatnich funkcjonujących w gminie. Czy takie działanie ma mieć pozytywny wpływ na rozwój kultury i zwiększenie czytelnictwa.

Czytaj więcej...

Muzeum nie dla dzieci

Dziękujemy za artykuł „Pieniądz ponad wszystko”.
Panie Czarku, niech Pan napisze o szkole muzycznej, o marzeniu, które spełnił Minister Kultury panu Zielińskiemu, ponieważ pan M. Z. mówi głośno: „taka szkoła to było moje marzenie, takie akwarium z rybkami, to było moje marzenie” tylko że to niczemu i nikomu nie służy nawet, a już na pewno nie dzieciom, które się tam uczą, bo one tam wstępu nawet nie mają. Ponoć za darmo, bo pieniądze - darowizny - to są wręcz wymuszane od rodziców. I tu pytanie: na jaki cel?

Szaleniec na ulicach

Ostatnie wydanie Głosu Wągrowieckiego pokazuje dużą ilość różnych wypadków. Ze grozą czekam, kiedy wydarzy się kolejny wypadek, który może spowodować pewien mieszkaniec Gołańczy. Jeździ on ścigaczem po mieście z bardzo dużą szybkością i niesamowitym rykiem silnika. Nasza policja daje mu pełne przyzwolenie na te harce, nie reaguje na to nasza władza lokalna.
Jak długo temu człowiekowi będzie się udawało? Przecież to jest potencjalny morderca. Oby nie trzeba użyć sloganu o znieczulicy społecznej.

Czytaj więcej...

Podkategorie

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem