środa, 11 grudnia
17:27

A ławki pustoszeją

„Mniej nas interesuje obraz jutra i miejsca przy stole obfitości. Istotne jest to, „z kim” w to jutro pójdziemy” (ks. Józef Tischner)
W ostatnich dniach głośno o sprawie nieżyjącego już duchownego z Gdańska, który jest posądzany o pedofilię i molestowanie nieletnich. Duchowny, były kapelan „Solidarności”, był postacią kontrowersyjną także z tytułu stylu sprawowania posługi kapłańskiej i blichtru. Teraz ludzie dyskutują o tym, czy ma przetrwać pomnik, na którym wiesza się obecnie dziecięce buciki i obok którego organizowane są pikiety. Hierarchowie Kościoła katolickiego kpią w oczy mówiąc: „nie mieliśmy sygnałów”, „nie będziemy osądzać na podstawie artykułów” (prasowych - przyp. aut.) Posłanka partii rządzącej ma tylko do powiedzenia tyle, że: „Trzeba zrozumieć, że ksiądz to jest człowiek. Nie jest to postać święta, to tylko człowiek jak każdy z nas i ma prawo do popełniania pewnych grzechów, błędów”. Sam pomysł powołania specjalnej komisji państwowej do spraw zbadania przypadków pedofilii księży i tuszowania tego zjawiska nazwała parodią (sic!). Reszta społeczeństwa milczy, tak samo jak milczeli politycy. No cóż, niejedna kariera polityczna zależała od proboszcza i kto by się postawił duchownemu. Teraz jeden duchowny chyba wystawi swoją listę do Europarlamentu, choć angażowanie się w to jest zabronione prawem kanonicznym. Ale, kto bogatemu zabroni... być jeszcze bogatszym. Ludzie milczą i tylko mówią nogami, bo w świątyniach niektórych tłumów już nie ma.
Ciekawe, jak będzie w pewnej miejscowości w gminie Gołańcz, do której się już nie chce przyjeżdżać kapłanom, a ich biskup z Bydgoszczy nie umie lub nie chce rozmawiać z wiernymi, ale za to wyliczał ostatnio, czym grozi się Kościołowi i wiernym. Przypomniał, że Putin w Rosji i władze w Rumunii wydają setki milionów na budowę świątyń, a u nas ma się ograniczać „wpływy” Kościoła.
Poznałem w swoim życiu wielu duchownych. Wielu z nich umiało mnie wysłuchać, a nie wyłącznie straszyć karą Boską. Wiem, że w Kościele katolickim są setki, jeśli nie tysiące kapłanów z powołania. Reszta to rzemieślnicy, którzy w wolnym czasie demonstrują, że są kapłanami.
I kończąc Tischnerem: „Jednego tylko nam trzeba: Nie zapominać, że w każdym cichym „powinienem” brzmi zniewalające zaproszenie, abyśmy uwolnili się od tego, co nieludzkie, a stali się pełnymi ludźmi”.

Zapachy Wągrowca

Czy zastanawialiście się kiedyś, Drodzy Czytelnicy, jak pachnie Wągrowiec? Czy w ogóle pachnie? Cóż, zimą bywa różnie i czasami niezbyt ciekawie. Zwłaszczakiedy nad domami jednorodzinnymi i nie tylko unoszą się potworne smugi dymów z przeróżnych, nietypowych materiałów wykorzystanych do opalania. Pamiętam, że ostatniej zimy bywały takie dni, kiedy wychodząc z domu wieczorem trudno było oddychać. Z takich spacerów po mieście wracało się totalnie zaśmierdzonym, a  odór spalin na kurtkach czy płaszczach utrzymywał się jeszcze przez dłuższy czas. O wietrzeniu pomieszczeń oczywiście nie było mowy. Prawie jak za czasów, kiedy nad Wągrowcem unosił się potworny smród Bacutilu. Kiedy bodajże w ubiegłym roku raz czy dwa zasmrodziły je ponoć jakieś substancje wylane na podmiejskie pola, szum się zrobił, że hej!
Za to tej wiosny i  minionej części lata dane jest nam upajać się naprawdę uroczymi woniami. Mówię to całkiem serio i z całą odpowiedzialnością, ponieważ uwielbiam poruszać się po mieście na piechotę. W tym roku, oprócz zmysłu wzroku, wyostrzył się u mnie jakiś miejski węch. Najpierw przepięknie pachniało tysiące przeuroczych tulipanów kwitnących przy dworcu kolejowym. Niech żałuje, kto tego nie widział. Pomysł na tulipanowe dywany zasługuje na szóstkę i kontynuację. Fajnie byłoby, gdyby te kwiaty mogły zakwitnąć także na Rynku i głównych ulicach. Bo zdaje się, że to co było przy dworcu wiele osób, niestety, nie zobaczyło, choć czuło, bo pachniało przednio.
Tulipany, zgodnie ze swoim czasem, przekwity i zapach uleciał. W zamian pojawił się nowy, także bardzo piękny. Prawie już dwa miesiące pachną lipy. Zwłaszcza po deszczu zapach staje się intensywniejszy i zniewalający. Chodząc Kościuszki czy Słowackiego zaczęłam zdawać sobie sprawę, jak dużo jest w naszym mieście lip. I proszę nie dopatrywać się w tym dwuznaczności, bo o drzewach myślę! Wągrowieckie lipy tak się tego roku rozpachniały, że według mnie miasto mogłoby nazywać się teraz Lipowo. Niestety, lipowa woń powoli też nas opuści. Jak głoszą plakaty i inne zapowiedzi, czekają nas kolejne letnie wonie. Razem z gośćmi naszego miasta będziemy mogli uczestniczyć w wielu imprezach, niekiedy z zapachami kultury z wysokich półek. Nie przeoczmy ich i upajajmy się nimi ile się da.

Komu potrzebne centrum?

Coś głośno zrobiło się ostatni o wągrowieckiej kulturze. Ni stąd, ni zowąd rozeszła się wieś, że szykują się zmiany w organizacji miejskich instytucji i powstanie wągrowieckie centrum kultury. No i może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że pomysł łączenia pod jednym szyldem domu kultury, biblioteki oraz muzeum nie jest niczym nowym. Temat był już przerabiany wiele lat temu. Władze miasta odstąpiły jednak szybko od niego. Nie znaleziono bowiem wystarczających argumentów na tworzenie czapy organizacyjnej nad trzema instytucjami, z których każda została powołana do realizacji innych, bardzo różnych w swej istocie celów.
Zastanawiam się, co jest powodem powrotu zamiaru łączenia instytucji miejskich? O co tak naprawdę chodzi? No, bo zapewne nie tylko o nową nazwę? Czy wszystko zostało dobrze przemyślane i wyliczone? Mówienie, że to przedsięwzięcie władz będzie ze sporą korzyścią dla mieszkańców wydaje mi się bardzo na wyrost. W czymże te korzyści mają się objawić? Nie sądzę, aby powstały jakieś oszczędności finansowe. Każda z instytucji ma własną siedzibę i w ich utrzymaniu niczego raczej już nie da się zaoszczędzić. Znając realia przewiduję, iż po zwolnieniu dyrektorów, szybko zaistnieje konieczność powołania na ich miejsce kierowników odpowiednich działów centrum. Ewentualnie, aby było dostojniej, utworzone zostanie stanowisko wicedyrektora, a może nawet i wicedyrektorów wągrowieckiego centrum kultury, których pensje aktualnych dyrektorów mogą nie wystarczyć.
W przeciwieństwie do nowego burmistrza, nie upatrywałabym w powołaniu centrum nadziei na ciekawszy program działań kulturalnych i lepszą ich organizację. Niestety, nie wiem, jakiego typu działania ma burmistrz na myśli. Ośmielę się jednak zapytać, a skąd wiadomo, że będą one ciekawsze i lepiej zorganizowane niż dotychczas? Będzie inaczej, ale czy lepiej? O ile mi wiadomo ostatnio nie ma uwag do ofert miejskich instytucji. Obserwując propozycje kulturalne można uznać, że dzieje się u nas dużo, a może nawet za dużo. Być może warto by tylko wrócić do koordynacji imprez przez urząd miejski, tak jak to kiedyś bywało?
Jakoś nie widzę sensu w niszczeniu tradycji i wieloletnich doświadczeń samodzielnych instytucji kulturalnych miasta, co niewątpliwie nastąpi po powołaniu ewentualnego centrum. To, że taka forma organizacyjna sprawdza się w gminach, wcale nie znaczy, że jest dobra dla nas.
Z całym szacunkiem do organizatorów życia kulturalnego w gminach, pozwolę sobie zauważyć, że jednak czymś innym organizacyjnie jest na przykład: Izba Pamięci działająca w ramach centrum kultury w Skokach, a czymś zupełnie innym Muzeum Regionalne w Wągrowcu. Trudno też porównywać biblioteki. Niezależnie od tego, jaką formę organizacyjną nadadzą władze miejskiej kulturze, to i tak pozostanie ona dla nich piątym, a może i siódmym kołem u wozu. Tak już bywa z kulturą finansowaną przez nie najbogatsze samorządy.

I tego będę się trzymała!

Odeszła Maria Czubaszek. Jakoś tak nagle i cicho, ale chyba tak, jak sobie wymarzyła. Teraz wydaje mi się, że to jakieś absurdalne, ale kiedy przeczytałam pierwszą informację o tym zdarzeniu, sądziłam, że to jakiś żart. Okazało się, że podobnie odebrali to niektórzy moi znajomi. Czyżby Pani Maria tak bardzo przyzwyczaiła nas do traktowania życia z przymrużeniem oka? Choć od dłuższego czasu nie pojawiała się w „Szkle kontaktowym”, to jakoś trudno było uwierzyć, że może Jej zabraknąć. Jedno jest pewne, takich osób się nie zapomina! Maria Czubaszek należała do tych znanych postaci medialnych, które lubię w szczególny sposób. Czuło się, że nie gra i nie udaje kogoś kim nie jest. Z tej raczej rzadko spotykanej szczerości, połączonej z ekstrainteligentnym poczuciem humoru - powstała postać nie tylko barwna i nietuzinkowa, ale i wielka. Absolutnie niepowtarzalna! I jak bywa w takich przypadkach, wywołująca skrajne emocje. Uwielbiana przez jednych i poddawana ostrej krytyce przez innych. Polubiłam Ją bardzo przede wszystkim za specyficzny dystans do świata i samej siebie. Jakże jednak często z tego dystansu, przedstawianego w humorystycznej formie, wynikały jakieś ogólne prawdy i mądrość. Choćby Jej stosunek do wieku. Jak wiadomo przecież, każdy chciałby być piękny i młody. Na ogół starsze osoby nie za bardzo się cieszą, kiedy ktoś mówi, że są stare. Raczej odsuwają też w rozmowach trudne tematy związane z tym okresem życia. A pani Maria bardzo często podkreślała, że jest stara i w swoim stylu żartowała na ten temat. Być może w ten sposób łatwiej jest oswajać upływający czas? Jakież to pouczające!... Podziwiałam Ją za poczucie humoru, ale też za odwagę w głoszeniu poglądów, choć nie zawsze były mi one bliskie.
Publikacje i wypowiedzi Marii Czubaszek budziły tyle samo sympatii, co kontrowersji, z czego doskonale zdawała sobie sprawę. Mówiła: Na starość okazało się, że odniosłam sukces, bo mam więcej wrogów niż przyjaciół. Ale też wcale nie zabiegała o to, by być lubiana przez wszystkich. W którymś z wywiadów powiedziała: Kto mnie lubi, to mnie lubi, a kto mnie nie lubi, to mnie nie polubi. Osobiście obiema rękami podpisuję się na liście tych, którzy Panią Marię bardzo, bardzo lubili. Zaś trawestując nieco jedno z Jej powiedzonek zapewniam: I tego będę się trzymała!

Seniorzy do książek!

Kolejne dzień Narodowego Czytanie już za nami. Podjęta kilka lat temu inicjatywa pana Prezydenta sygnalizuje niewątpliwie, że z czytaniem książek w naszym kraju jest coś nie tak. Jak podają statystyki, nie najlepiej wypadamy w rankingach europejskich. Podobno im Polak starszy, tym mniej czyta. Niezbyt ciekawe wyniki zaniżają procentowo osoby starsze. Czyli starsze panie i starsi panowie czytają w roku niewiele książek lub w ogóle nie czytają?
To, że nie wszyscy czytają, wydaje się oczywiste. Nie każdy lubi czytać i trudno kogokolwiek zmusić do takiej formy spędzania wolnego czasu. Kto nie nabrał takiego nawyku w dzieciństwie lub młodości, raczej na starość nie będzie interesować się książkami i biegać do bibliotek. Pewnie też żadnej książki sobie nie kupi. Każdy z nas zna zapewne starsze osoby, które uwielbiają czytać i takie, z którymi lepiej nie zaczynać rozmowy na ten temat. Sama nie nazwałabym się pożeraczem książek, ale bardzo je lubię. Wiem, że w gronie moich starszych wągrowieckich znajomych czytają głównie kobiety. Są nawet wśród nich członkinie Dyskusyjnego Klubu Książki, działającego przy Powiatowej Bibliotece Publicznej.
Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem