środa, 11 grudnia
17:10

Z Kolbergiem w tle

ZawolZawol
Z radością przyjęłam wiadomość o organizowanym przez Miejski Dom Kultury koncercie z okazji Roku Oskara Kolberga. Lubię wszystko, co nawiązuje do tradycyjnej kultury ludowej. Wmówiłam sobie, że znając temat i życie, nie muszę sobie organizować wejściówki, bo wolnych miejsc na pewno nie zabraknie. Kiedy jednak weszłam nieco spóźniona do sali kina, trochę się zdziwiłam. Owszem, wolne miejsca były, ale wcale nie tyle, jak się spodziewałam. Zatem, ten Kolberg wcale nie jest tak mało znany, jak sądziłam? A może zadziałała reklama imprezy?

Miejski Dom Kultury słynie z perfekcyjnych działań. I tym razem nie zawiódł. Za organizację piątka z plusem. Dałabym nawet szóstkę, gdyby nie to, że czas trochę się wydłużył. Trochę zrobiło mi się żal organizatorów, kiedy piękna wystawa ilustracji do książki ze zbiorem pieśni ludowych, oraz interesująca ekspozycja rzeźb ludowych przegrały z serwowanymi w przerwie żurkiem, chlebem ze smalcem i innymi smakołykami.
Miałam jakoś wrażenie, że mimo zachęty do zwiedzania, niewiele osób zainteresowało to, co wisiało na ścianach, czy stało obok stołów z poczęstunkiem. Trudno, ich strata! Mieliśmy okazję poznać ciekawostki z życia bohatera wieczoru. Być może, niektórzy po raz pierwszy usłyszeli o tym, że był on gościem we dworze Karola Libelta w Czeszewie, gdzie spisał między innymi wiele obyczajów, legend i pieśni, z których kilka zabrzmiało podczas imprezy?
Sprytnie przemycana edukacje regionalna towarzyszyła wydarzeniu niemal przez cały czas. Dla mnie szczególnie ciekawym akcentem, było wykorzystanie do scenografii pięknych wzorów haftu pałuckiego.
Co zaś do występów zespołów, stanowiących esencję niedzielnej imprezy, to miałam wrażenie, że chyba troszeńkę zawiodły one oczekiwania publiczności. Profesjonalizm prezentujących się artystów jest z wysokiej półki. Muzyka inspirowana pieśniami rodem z dzieł Kolberga i nie tylko, chwilami zdawała się jednak niezwykle daleka od melodii ludowych. Rozumiem, że to taki zamiar artystyczny, ale czasami improwizacje stawały się zbyt rozbudowane dla ucha odbiorcy muzyki.
Muzycy wtedy świetnie się bawili, a większość słuchaczy w tym samym czasie raczej chyba nie. Kiedy zabrzmiały pieśni pałuckie w znakomitym wykonaniu Zbyszka Zaranka, choć w nowej aranżacji, publiczność wyraźnie się ożywiła. Przyszło mi wtedy do głowy, że szkoda, iż zabrakło w tym wydarzeniu autentycznego zespołu ludowego, co by nam jakieś Łoj diridi zanucił. Tak po naszymu, tak na swojską nutę, jak to kiedyś, za życia Kolberga bywało.
Taki zestaw tradycji i nowego jej czytania mógłby być zapewne bardzo ciekawy. Tylko, że wtedy, to przed północą byśmy do domów nie wrócili.
 

Dodaj komentarz

Regulamin dodawania komentarzy

Kod antyspamowy
Odśwież

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem