piątek, 22 lutego
23:41

Orzechy nie do ugryzienia?

Burmistrzowie i wójtowie nie zechcieli się publicznie wyspowiadać z  pierwszych 100 dni swoich rządów, a przecież o to ich osobiście poprosiliśmy. Może nie mają jeszcze nic do powiedzenia, a może też nie chce im się chcieć...
Pierwsze 100 dni są zazwyczaj zrywem do porządkowania spraw po swoim poprzedniku, sprawdzaniu zastanego (nie)porządku, wyciągnięcia wniosków i zaplanowania działań naprawczych. Często bywa też tak, że dokonania poprzednika włodarz potępia w czambuł i wprowadza nowe reguły gry, zwalnia pracowników i zatrudnia swoich. Nie tędy jednak prowadzi droga do samorządowej kontynuacji działań w gminie, szczególnie w zakresie zaczętych zadań gospodarczych, w tym inwestycji i remontów oraz zamierzonych planów w wieloletnich programach, a nawet spłaty zaciągniętych kredytów. Istotą samorządu jest też przejęcie odpowiedzialności – niestety - za popełnione grzechy przez poprzednika. Inaczej każda kadencja będzie rozpoczynała się od początku...
Czasami z trudem dochodzi to do następcy, ale tutaj nie ma zmiłuj się i bezwzględnie konieczna jest kreatywna postawa nowego rządcy gminy. Przykładem jest wągrowiecki samorząd miejski, który zastał wiele rozpapranych zadań i niedokończonych spraw. Poprzednik w ostatnim roku kadencji wręcz szalał, wrzucając na swoje barki co rusz nowe pomysły. Zadyszał się jednak, co skończyło się dla niego marnie.

***


Burmistrz Jarosław Berendt, chcąc nie chcąc, część z nich wziął na swoją klatę. Niektóre pomysły zarzucił, jak na przykład rewitalizację skrzyżowania rzek Wełny i Nielby wraz z centrum edukacyjnym, które miało towarzyszyć tej inwestycji. Oddał też marszałkowi 2 mln zł przeznaczone na ten cel. Berendt wyszedł z założenia, że miasta jeszcze nie stać na takie fanaberie. Jednak odcinek od księżego kacerka do krzyżówki czeka na zagospodarowanie prędzej czy później.
Podobnie ma się sprawa z budową nowej plaży miejskiej i jej turystyczno-sportowej modernizacji. To już jest temat rzeka od wielu lat, przywoływany na początku każdego sezonu kąpielowego. Ostatnio pojawiła się koncepcja całościowego opracowania tego obszaru wraz z przebudową amfiteatru i parkiem okalającym, który to projekt opracowałoby Stowarzyszenie Architektów Polskich. Dlatego też burmistrz niechętnie podchodzi do zadaszenia amfiteatru w tym roku, chociaż – między Bogiem a prawdą – powinna być uszanowana wola mieszkańców, którzy gremialnie opowiedzieli się za tym projektem podczas ubiegłorocznego głosowania nad budżetem obywatelskim.

***

Kulą u nogi stała się budowa nowej oczyszczalni ścieków pod Łęgowem. Od tej inwestycji miasto jednak nie ucieknie, prędzej czy później będzie musiało podjąć się realizacji zadania. Poprzednik przedobrzył sprawę, bo w tym roku okazało się, że nie ma pełnego zabezpieczenia środków finansowych (sic!).
Poszwa „położył” też stołówkę dla przedszkolaków i uczniów, stawiając na catering. Ocknął się po niewczasie i przystąpił do budowy centralnej stołówki w Szkole Podstawowej nr 1, której mają towarzyszyć trzy stołówki przedszkolne. Znowu zabrakło kasy (1 mln zł) na ten cel, bo ktoś od Poszwy źle to zadanie skalkulował?
Bezpłatna autobusy miejskie miały uzdrowić problem komunikacyjny pod każdym względem i poprawić czystość powietrza. Tymczasem podróżuje nimi garstka młodzieży i seniorów. Nieracjonalny rozkład jazdy wcale nie sprzyja powszechnemu korzystaniu z publicznego środka lokomocji, zaś posiadacze swoich czterech kółek ani myślą przesiąść się do autobusów... Mobilne ogólnodostępne rowery uliczne też nie wpłyną na poprawę sytuacji. Ot, uliczny gadżet na krótką metę! Stawianie na budowę ścieżek i dróg rowerowych jest o wiele celniejszym zadaniem, które wpłynie na poprawę komunikacji w mieście pomiędzy osiedlami i centrum.
 
***

O budowie parkingów buforowych mało co się mówi. Z ulicy Kościuszki „wyparowało” wiele miejsc postojowych wskutek jej przebudowy i wprowadzenia jednostronnego pasa parkingowego. Coraz ciaśniej robi się na ulicach, wszak coraz więcej przybywa samochodów, a ubywa miejsc postojowych. Wydaje się, że bez wprowadzenia opłat parkingowych miasto tak łatwo tego orzecha nie ugryzie...

Proszę nie obrażać obecnie rządzących

Jeszcze kilkanaście dni, a z końcem lutego samorządom stuknie 100 dni nowego żywota. Niby mało, a jednak wystarczająca ilość czasu do pierwszych refleksji, ocen i podsumowań. W samorządach mało co zwraca się uwagę na minioną „setkę”, czego nie można powiedzieć o parlamentarno-rządowych ławach, gdzie pierwsze 100 dni sprawowania władzy są oczkiem w głowie opinii publicznej. W Sejmie zazwyczaj toczy się zażarta debata. Czy chociażby na namiastkę tej debaty będzie stać radnych w gminach i powiecie? Chętnie posłuchamy i podzielimy się z naszymi Czytelnikami przebiegiem dyskusji. Nadto sami dokonamy bilansu 100 dni dokonań samorządów.


Mimo wszystko w samorządach lokalnych mieszkańcy oczekują na zryw włodarzy i radnych, liczą na to, że wreszcie coś się radykalnie zmieni i szybko będzie widoczne gołym okiem. Mieszkańcy niejednokrotnie są niepokorni: chcieliby już, zaraz, najlepiej jeszcze wczoraj. Niedostatki w rozwoju infrastruktury drogowej, komunalnej, oświatowej, kulturalnej, społecznej doskwierają ich rodzinom, dlatego nie ma się co im dziwić. W 100 dni Krakowa nie zbudowano, więc nie należy tutaj oczekiwać cudów.


Piorunem można wymieniać urzędników, chociażby tylko dlatego, by odpowiadali pokładanym w nich nadziejom. Wielu samorządowych tuzów już to wcześniej przerabiało, lecz z różnym skutkiem. Urzędnika łatwo można wywalić na bruk, lecz pozyskać na jego miejsce - przynajmniej równorzędnego - to już jest inna para kaloszy. Dziś doświadczony, kompetentny i mądry urzędnik jest w cenie!


Z różnym tempem włodarze rozpoczęli wdrażanie nowej polityki kadrowej, jednakże dawali sobie co najmniej trzy miesiące na ocenę stanu zasobów ludzkich. Tak zapowiedzieli wójtowie Mieściska, Damasławka, Wapna. Aż zdziwiony byłem ich postawą podczas wywiadów na starcie kadencji! Każdy deklarował rozważne podejście do tematu. Wkrótce jednak dochodziło do nie zawsze kontrolowanych ruchów osobowych...

***

W przypadku Wągrowca trochę inaczej ułożyły się karty. Pierwsze rozdanie poprzedziło zawiązanie koalicji programowej Bliżej Ludzi – Samorządność Wągrowiecka. Brak wzajemnego zaufania i uprzedzenia o mało co doprowadziły do jej zerwania. Tak na dobrą sprawę koalicja ta istnieje tylko na papierze, bowiem ani jeden, ani drugi partner nie podjął radykalnego kroku... Na szczęście!


Miejski samorząd praktycznie już podniósł się z kolan i zabrał za racjonalne myślenie i działanie, czego przykładem jest zbliżające się otwarcie żłobka czy też podjęcie decyzji o budowie nowego przedszkola na osiedlu Wschód. Ulica Kościuszki w końcu też jest gotowa. Jedźmy do przodu i nie oglądajmy się to tyłu! Oczywistym dla mnie jest, że należałoby odłożyć żale o to, że Krzysztof Poszwa czegoś nie dokończył lub coś zaczął bez pokrycia, albo jakieś zadanie spaprał. Należy zakasać rękawy i dokończyć dzieło, poprawić, czy nawet je zmodyfikować. Ot, tak się działa „ponad podziałami” w samorządzie lokalnym...


Utarło się wywoływanie nowej władzy przed szkolną tablicę i publiczne rozliczanie jej za grzechy niepopełnione. Niestety, w minionym czasie kilkakrotnie wzywane były do odpowiedzi, np. w sprawie pomnika Powstańców Wielkopolskich. Stanowisko burmistrza w tej sprawie - w mojej opinii – jednak było nie na miejscu: „proszę nie obrażać obecnie rządzących”. Jestem przekonany, że wiosną pomnik stanie w wyznaczonym miejscu, a jego odsłonięcie nastąpi z okazji patriotycznego święta, których w tym roku nie będzie brakowało.


Zaostrzenie konfliktu z kupcami, którzy dzierżawią targowisko nie przysłuży się dobrze ani miastu, ani dzierżawcom. To kolejna nieciekawa sprawa z poprzedniej kadencji, która wcale nie musi być zarzewiem konfliktu. Odwołanie dyrektora Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji mogło odbyć się w zamszowych rękawiczkach. Samorządowo - medialny atak na Krzysztofa Gernetza urąga ludzkiej przyzwoitości. A postawienie się przeciwko woli mieszkańców, którzy w zeszłym roku opowiedzieli się za zadaszeniem amfiteatru ze środków budżetu obywatelskiego, woła o pomstę do nieba!

Nie moje małpy

Hu! hu! ha! Nasza zima zła!
Szczypie w nosy, szczypie w uszy,
Mroźnym śniegiem w oczy prószy,
Wichrem w polu gna! Nasza zima zła!
Wszyscy pamiętamy wiersz Marii Konopnickiej „Zła zima”. Najmłodsze pociechy cieszą się z każdego atrybutu zimy, zwłaszcza ze śniegu i  lodowiska, jednak nie przepadają za dużym mrozem. Mrozik nie przeszkadza im w zabawach na powietrzu, ale może być złowieszczy, gdy wypuszczą się na staw czy jezioro. Rodzice i opiekunowie w żadnym wypadku nie mogą pozwolić dzieciom na to i  powinni mieć je zawsze na oku...
***
Kogo mróz szczypie, to szczypie. Ostatnio zarzucono nam, że Głos Wągrowiecki „szczypie” nowo wybraną władzę w Wągrowcu. „Jeszcze nie otrząśli się z wygranej, nie opierzyli w nowe szaty, a już dostają baty” - zażartował jeden z naszych Czytelników, jakby nie zauważył, że od wyborów minęły już trzy miesiące. Niebawem będzie pierwsze sto dni ich rządów, a więc powinni się czuć zobowiązani do przedłożenia opinii publicznej chociażby skromnego raportu. Mamy prawo oczekiwać publicznej spowiedzi, chcielibyśmy się dowiedzieć, czy nie zmarnowali stu dni na kadrowe przepychanki. Niech nam o tym sami powiedzą, wszak większość wągrowczan na nich głosowała.
Niestety krajobraz po wyborach nie jawi się kolorowo. Stanowczo za długo trwały kadrowe „razgawory”, mimo że po pierwszej turze wyborów, gdy zawiązała się koalicja Bliżej Ludzi – Samorządność Wągrowiecka 2000, wszystko było jasne i ułożone jak należy. Idylla nie trwała długo, bo gdy doszło do konkretów, to burmistrz Jarosław Berendt wypiął się na koalicję i podjął jedynie słuszną – jego zdaniem – decyzję kadrową. Jego zastępcą został młody chłopak z BL, Piotruś Pałczyński. Do kąta odesłał Grzegorza Kamińskiego z SW 2000, czyli wystawił go do wiatru. Z początkiem nowego roku sprawa była jasna jak amen w pacierzu, zaś Kamiński odpuścił to sobie i zadowolił się funkcją wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej.
Póki co, do rozpadu koalicji nie doszło i tak szybko nie dojdzie, bo jedni potrzebują drugich, jak kania dżdżu wczesnym porankiem. Warto tutaj dopowiedzieć, dlaczego Berendt wybrał Pałczyńskiego? Pomijając wszelkie nieoficjalne dywagacje, to moim zdaniem nowy burmistrz bał się doświadczonego samorządowca, dlatego postawił na młodość i  rześkość, rzutkość i spontaniczność, zapał i ofensywność Piotrusia. Byle tylko szerokie wody, na które go wypuszczono, nie okazały się dla niego za głębokie...
***
Alleluja i do przodu! - wcześniej życzyłem nowemu samorządowi. Alleuja już było, a posuwanie się do przodu idzie żółwim tempem. W ubiegłym roku, po wygranej komitetu Bliżej Ludzi, wydawało się, że nowi samorządowcy będą wręcz gryźć glebę, by wyborcom udowodnić, że zasłużyli sobie na fotele radnych.
Nic z tego: żadnych spektakularnych decyzji i projektów, poza głośnym wyjazdem burmistrza do Francji na podpisanie umowy Le Plessis-Trevise z grecka Spartą (sic!). Ki czort przy tym potrzebny był burmistrz? Nie dziwię się krytyce lokalnych mediów, ale dziwuję się burmistrzowi, że tak „popłynął” na początku kadencji, a to mimo wszystko splendoru mu nie przyniosło. Niewątpliwie była to wtopa i przy każdym następnym wyjeździe za granicę będzie mu wypominana.
„Nie moje małpy, nie mój cyrk”, lecz mój burmistrz i moje miasto....

 

Szpital na... perypetiach

„Szlachetnie zdrowie, nikt się nie dowie”... - napisał do mnie Przyjaciel, gdy dowiedział się, że znowu jestem w szpitalu. Ten fragment fraszki Jan Kochanowskiego zadedykował mnie, znając chociażby mój pracoholizm. Wiele innych grzechów na mnie jeszcze ciąży, a na pewno  niehigieniczny tryb życia, czy też głupie przyzwyczajenia nabyte za dawnych lat, ale o tym cisza.

Z tego powodu, nie pomijając głównej choroby, dość często przebywam w szpitalach. Pierwszą pomoc otrzymuję zazwyczaj w wągrowieckiiej  lecznicy, o której  mówi się i pisze tyle złego, że aż cierpnie skóra. Bzdura! Zawsze doświadczyłem tutaj natychmiastowej i fachowej opieki. Ratownicy medyczni i szpitalny oddział ratunkowy stawali na wysokości zadania. Fachowość, kompetencja, szybkość decyzji ratowały mi życie. Ostatnio „wylądowałem” na oddziale wewnętrznym, a tam nowa pani ordynator i przełożona pielęgniarka wraz z zespołem dawały z siebie wszystko, by mnie „docyrać”. Niewątpliwie o kadrze tego oddziału można mówić w samych superlatywach.


Gdy przyszło mi położyć się w jednej z poznańskiej klinik, to przepustką do niej był wypis z wągrowieckiego szpitala. Doktor prowadząca mnie cmokała z zachwytu, zapoznając się ze  sposobem leczenia mnie w Wągrowcu. Posłużę się tutaj jeszcze jednym przykładem. Gdy z podejrzanym opuchnięciem stopy udałam się na chirurgię, tam ordynator szybko zdiagnozował mnie i nakazał natychmiastowe pozostanie na oddziale. „Jutro może być po panu, jak zaraz nie włączymy leczenia”. Żadna moje wymówka nie przemówiła do doktora, no i uległem jego decyzji...


Bywałem też kilkakrotnie w szpitalu w Puszczykowie za sprawą przyjaciela, który kiedyś tam pracował w charakterze dyrektora medycznego. Oddziały, na które trafiałem - miałem wrażenie, że umieszczono mnie w dwupokojowym hotelu, powiedzmy z trzema gwiazdkami - robiły wrażenie. Zarówno chirurgia, jak i urologia oraz wewnętrzny – po remontach – nabrały błysku, zaś kadry medycznej może pozazdrościć niejeden szpital powiatowy w Wielkopolsce. Nie będę więcej popadał w ochy i achy, bo to przecież duża konkurencja dla Wągrowca. Liczę na to, że po przebudowie tutejszego szpitala w niczym nie będzie odbiegał od puszczykowskiego, przynajmniej w określonym zakresie.
***
Szpital wągrowiecki nie cieszy się dobrą renomą wśród mieszkańców powiatu. Nie tylko baza, ale również personel medyczny, w tym pielęgniarki i położne są tutaj decydującymi czynnikami oceny lecznicy przez opinię publiczną. Wszystko te mankamenty spina budżet szpital, który aktualnie uzależniony jest ryczałtowego sposobu dotowania przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Gdy tylko szpital przejęty został przez Powiat Wągrowiecki, to wciąż walczył z minusowym wynikiem, osiągającym nawet 3 mln zł stratę. Nie była to jednak wina złego nadzoru powiatu, lecz systemu i warunków, w jakich funkcjonowała placówka. Włodarze sięgali po prosty sposób uzdrawiania sytuacji: odwoływanie dyrektorów. Mało co to pomogło, przynajmniej w czterech przypadkach, poza wypowiedzeniem umowy po roku pracy przez ostatniego dyrektora, czy też nie zatrudnieniem na stały kontrakt pełniącej obowiązki dyrektora ZOZ .


Nowy dyrektor, doświadczony i zaprawiony w medycznych bojach, też nie jest kontent z sytuacji. Drugi rok walczy o „lepsze jutro” lecznicy i  ma problemy, przede wszystkim z pozyskaniem  lekarzy. Mało kto chce przyjść do Jakubowego grodu, mimo jego atrakcyjnych walorów przyrodniczo - architektonicznych i zamieszkać na stałe, bo liczy się kasa i jeszcze raz kasa. Dyrektor nie może przelewać z pustego w próżne i kółko się zamyka. Rotacja kadry medycznej to kula u nogi placówki, ale jeszcze większym problemem jest średni personel medyczny, którego nie brakuje - jak twierdzi dyrektor - ale ludzie odchodzą, by -  gdzie indziej kosztem dojazdów i utraconego czasu dla rodziny - zarobić więcej. Nowe normy zatrudnienia pielęgniarek wymuszają na dyrektorze zmniejszenie liczby miejsc dla pacjentów. Broni się przed wymuszeniem zmniejszenia personelu, ale i tak będzie mniej łóżek przez remont szpitala. - Zarówno zwiększanie, jak i zmniejszanie liczby łóżek to sprawa naturalna, zarządcza, mechanizm dostosowujący bazę szpitalną do aktualnych potrzeb zdrowotnych społeczeństwa - powiedziała wiceminister zdrowia Józefa Szczurek - Żelazko, przychodząc jakby w sukurs dyrektorowi...

SMOGOWE MIASTO

Smog atakuje nas zewsząd, najbardziej wrogie są nam tzw. kopciuchy. W ubiegłym roku krytycznie pisaliśmy o zanieczyszczeniu powietrza w mieście i biliśmy na alarm na każdym kroku. Burmistrz Krzysztof Poszwa ani razu nie odniósł się do tych artykułów, a gdy na ich kanwie klub radnych Bliżej Ludzi wniósł pod obrady radnych projekt uchwały w sprawie dopłaty miasta dla chętnych mieszkańców, którzy są zainteresowani ich wymianą na ekologiczne ogrzewanie, to nic z tego projektu nie wyszło. storpedował, go na co miał, przyzwolenie burmistrza.
W tym roku też nic z tego nie wyjdzie, Bliżej Ludzi nie zapisało tego w swoim programie. Kontrargumentem jest rządowy projekt dopłat do ekologicznego ogrzewania i termomodernizacji budynków mieszkalnych. Ale na pełnię szczęścia Polacy będą musieli czekać tatka lata, blisko 30 lat.
***
Poszwa jednak zapisał się „złotymi zgłoskami” w walce ze smogiem poprzez wprowadzenie bezpłatnej komunikacji miejskiej. W tym projekcie idzie o to, by kierowcy zostawili swoje auta w domu na specjalne okazje i  przesiedli się do autobusów. Efekt jest marny, co widać gołym okiem, obserwując puste wozy na trasach. Zmiana mentalności kierowców to długofalowy proces, lecz dobry kierunek. Gdyby tak jeszcze wymieniono cały tabor na ekologiczne autobusy, a nie tylko cztery, to efekt smogowy na pewno byłyby w mieście szybciej odczuwalny. Jeżeli trudno jest namówić kierowców na przesiadkę do autobusów, to ekologiczny tabor może walnie przyczynić się do skutecznej walki ze smogiem, czyli poprawy czystości powietrza.
Z kierowcami osobówek to już nie jest tak prosta sprawa: przyzwyczajenie do czterech kółek, wygoda, pośpiech, etc. nie są łatwymi do zwalczenia z dnia na dzień. Oni sami muszą dojrzeć do korzystania z miejskiej komunikacji. Na domiar złego z roku na rok dynamicznie wzrasta liczba samochodów w mieście. Projekt 500+ pomógł uboższym ludziom w zakupie upragnionego auta. Najczęściej kupują stare roczniki, ropniaki sprowadzane z zachodu Europy, a więc przyczyniają się do potęgowania smogu.
***
Podróżowanie rowerem w mieście w zachodnich krajach to już standard. Ale żeby takowy u nas powstał, konieczna jest odpowiednia infrastruktura drogowa. W tamtej kadencji pierwsze kroki już uczyniono w Wągrowcu, budując ścieżki i drogi pieszo – rowerowe. Powstał też długofalowy plan ich budowy, lecz na te inwestycje – wbrew pozorom - potrzeba dużo pieniędzy.
W nowej kadencji będą wprowadzone na ulice rowery do ogólnego użytku. Ten projekt podsuwaliśmy burmistrzowi Poszwie na łamach Głosu, jednak zlekceważył go. Teraz ma szansę na urzeczywistnienie, wszak też jest elementem składowym walki ze smogiem w wyniku przesiadki na rowery.
***
Były włodarz obruszył się na ujęcie Wągrowca w  grupie polskich miast najbardziej dotkniętych smogiem. Nawet jego pracownik od ekologii wysmażył artykuł o tej „nieprawdzie” w samorządowym piśmidełku. Statystki nie kłamią, a na pewno nie Światowa Organizacja Zdrowia, Narodowy Fundusz Zdrowia, czy też Najwyższa Izba Kontroli, która w ubiegłym roku przedstawiła zatrważające informacje o stanie zanieczyszczenia powietrza w kraju i nieudolnej walce ze smogiem.
***
Ostatnio Skarb Państwa pozwała znana aktorka Grażyna Wolszczak o to, że nieskutecznie walczy ze smogiem i w ten sposób narusza jej dobra osobiste. Sprawę wygrała w sądzie, który przyznał 5 tys. zł symbolicznego odszkodowania. Sąd stwierdził naruszenie prawa do wolności, które sprowadza się do prawa oddychania czystym powietrzem, do spaceru i aktywności na świeżym powietrzu, a nawet prawa do wietrzenia mieszkania. To bezprecedensowe orzeczenie wywoła teraz falę masowych pozwów przeciwko Skarbowi Państwa.
Sąd powołał się na raport NIK, który potwierdza, że Polska należy do grupy państw europejskich z najgorszą jakością powietrza. To straszne, gdy czyta się, że w kraju z powodu smogu umiera rocznie ok 40 tys. osób. W tej liczbie zapewne mieszczą się też wągrowczanie. Niewątpliwie smog zabija astmatyków, starsze osoby i dzieci, a tych grup osób w Wągrowcu mieszka sporo...

Aquapark uzaleznienia pakos224px

 

 

Wielkopolskapowiat_wagrowiecki_herbMiasto_WagrowiecGmina_Wagrowiec1_skoki2_golancz3_damaslawek4_miescisko5_wapno
interiaangoragazeta prawnagazety lokalnegłos wielkopolskiitv wągrowiecjamajkakreisbotemotel-azylpietrakradio merkurysdpspltok fmwielspinwillisch_logo
aquapark_wagrowiecnielbaSTART-logo bgzPalucki Bank Spoldzielczy

Na naszej stronie internetowej stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Czytaj więcej…

Zrozumiałem