tobacamp
WebGW
Śniegu nie ma, ale białego szaleństwa opór Drukuj

Wyświetleń: 237

czwartek, 08 grudnia 2011 15:07

filip-zbikowski

Obserwuję, jak Wągrowiec płynie niesiony falą niechęci do powiatowego szpitala i jego personelu. Mając co jakiś czas do czynienia z przedstawicielami białego zawodu nie dziwię się ludziom wcale. W końcu jest to praca polegająca na ratowaniu zdrowia i życia, a więc rzeczy najistotniejszych dla nas na tym padole (innego zresztą raczej nie ma). A dużo w niej, niestety, niekompetencji i zimnego wyrachowania. Stanowczo za dużo.


Niedawno kompan z uczelnianej ławy kazał mi zgadywać, jaką kwotę zaproponowano jego bratu (lekarzowi) za trzy dni świątecznego dyżuru w jednym z pomorskich szpitali. Przypuszczam, że nikt nie mający bliskiej styczności z tą branżą nie potrafiłby celnie odpowiedzieć. Za to poświęcenie bowiem zaoferowano mu jedynie skromne 10 000 zł.
Niewiarygodne? Ale prawdziwe. Kolega nawet specjalnie sprawdzał temat u innego znajomego doktora. Potwierdzone. Ale o kastowości to poczytać możecie tylko w bedekerach po Indiach, u nas - zjawisko to nie występuje. A jakże.
Brak przyjemności w kontaktach ze służbą zdrowia to jednak nie tylko kwestia szwankującej często obsługi czy też - co oczywiste - złego samopoczucia związanego z toczącą nas chorobą. Czasami życie potrafi zbrzydnąć przez współpasażerów tej chorej jazdy.
Parę dni temu udałem się do przychodni, by skonsultować problem nękającego mnie ustawicznie przeziębienia. Całym swoim jestestwem nienawidzę poczekalni w tych przybytkach. Siedzą te zakutane we włochate palta prukwy i mielą o tym, jak im źle i jak blisko do grobowej dechy. A jak już skończą pokazywać sobie nawzajem te wszystkie czyraki (i tryskać z nich ropą na zatroskane twarze interlokutorek), to zaczynają obrabiać dupy kolejnym wchodzącym do gabinetu. Zastanawiam się tylko, czy zdają sobie raszple sprawę, że gdy przychodzi ich czas na wpełznięcie do pokoju przyjęć, to reszta do niedawna przyjaznych kum ma używanie właśnie z nich? Następny frustrujący klimat to pytanie: „przepraszam, kto z państwa ostatni?”. Wtedy zaczyna się taniec: „po mnie był taki pan, ale on poszedł i mówił, że za chwilę wróci, więc chyba po mnie”, a ktoś z tłumu: „nie, nie, ja jestem po pani, więc to chyba ja jestem ostatni, ale przede mną ktoś jeszcze jest”. Jak już się człowiekowi uda mniej więcej zorientować gdzie jego miejsce w peletonie, to zaczyna się nieśmiertelne: „wpuści pan, ja tylko po receptę/śpieszę się na autobus/męża samego z dziećmi zostawiłam”.
Fajną historię miał pewien osobnik w kolejce do lekarza medycyny pracy. Czeka w kolejce, przychodzi kobieta i pyta „kto ostatni?”, więc odpowiada jej, że on. Przyszła jego kolej, a babina przepycha się przed niego. On pyta: „co pani robi?”, a ona na to: „przecież mówił pan, że jest ostatni”. Mózg mu się zlasował i pytał potem sam siebie: „czy ona myślała, że ja jestem ostatni ever?”

 
(5 głosów, średnia ocena 5.00 na 5)


Dodaj komentarz


Głos Wągrowiecki na Facebooku

Aktualne wydanie

Glos-Wagrowiecki-nr-20_2012

Kolejny numer GW

Do następnego wydania
Głosu Wągrowieckiego
pozostało:
3 dni

Plebiscyt

soltys_roku

Konkursy

Vehiku_konkurs

Nasz serwis w liczbach

Użytkowników : 719
Artykułów : 2895
Odsłon : 2397825

Goście online

Aktualnie 41 gości online 

Uroczystości

140_lecie_lo_baner

wokół euro

wokol_euro
skuteczne-tygodniki-lokalne
prenumerata
wrzuc-temat
rzetelna_firma
Fortuna_zajawka
Copyright(c) 1998 - 2010 Wągrowiecka Oficyna Wydawnicza Sp. z o.o. | All rights reserved