| Kpy |
|
| czwartek, 02 lutego 2012 15:24 |
![]() Problem ACTA ujawnił o wiele ważniejszą kwestię od zagrożenia wolności wirtualnej. Okazało się mianowicie, że w realu też nie mamy jej za dużo. Na oczy przejrzało wielu dotychczas zasilających pancerny elektorat Platformy Obywatelskiej. Stało się już normą, iż mainstreamowe media, powodowane sobie znanymi przyczynami, milczą na tematy ważne dla społeczeństwa. Nawet gdy stęchłe mleko się już rozlało, o sprawie ACTA wspominały mimochodem i jakby bez przekonania. Do wykrzesania większej energii zmusiły je dopiero ogólnopolskie protesty internautów. Kiedy już prasa i telewizje zaczęły komunikować się z politykami w celu wyjaśnień, zaczęło być jeszcze zabawniej. A właściwie straszniej. Na pierwszy ogień poszedł rzecznik rządu, który... kłamał na temat ataków hakerskich. Po Pawle Grasiu młyny zaczęły mielić panów Zdrojewskiego i Boniego, którzy plątali się w zeznaniach aż furczało. Ciekawym kontrapunktem do mętnych wypowiedzi przedstawicieli PO była konstatacja europosła Migalskiego, że lwia część naszych parlamentarzystów nawet nie orientuje się za czym/przeciwko czemu głosuje (kompetencje naszych krajowych elit zresztą doskonale wyrażają liczby ustaw: aż 60 % to nowelizacje wadliwych przepisów). Gdy naciski społeczeństwa rosły, kancelaria premiera usuwała na Facebooku tysiące negatywnych wpisów. Ich autorom zablokowano też możliwość komentowania jakichkolwiek treści na stronie. Kompletnie, na orbicie znalazł się Niesiołowski, mówiąc: „wolności jest aż za dużo, jest jej w nadmiarze”. To zresztą był prawdziwy festiwal wypowiedzi oderwanych od jakiegokolwiek sensu i rzeczywistości (ukazuje to smutną prawdę, jak daleko odjechała już limuzyna decydentów od odrapanego Wigry 3 obywatela). Prof. Roman Kuźniar (prezydencki doradca ds. międzynarodowych) przekonywał z kolei, że za demonstracjami przeciw ACTA stoją „nieczyste interesy i czyjaś manipulacja”. Tak się składa, że uczestniczyłem w poznańskiej manifestacji i widziałem maszerujących wspólnie prawicowych kibiców Lecha i punków z anarchistycznymi flagami, którzy jeszcze w listopadzie potrafili w stolicy stać naprzeciw siebie. Tu jednak zjednoczyli się ze zwykłymi użytkownikami Sieci w imię czegoś większego, bo wolność to wartość nadrzędna, ponadprogramowa. Dziś Solidarna Polska próbuje coś ugrać na tych ludziach, podobnie PiS i Ruch Palikota. PO natomiast przestała mamrotać, że konsultacje społeczne w sprawie ACTA były wystarczające i ustami premiera obiecuje je teraz. Ciekawe wolty wyczyniają politycy, a ciągle wychodzą nowe fakty. Już to powinno przekonać niedowiarków, że ktoś traktuje Polaków bardzo nie fair. I że żadna z partii nie jest tu bez winy. Ku pamięci, przeciw rezolucji potępiającej tryb pracy nad ACTA głosowali: PiS (Tadeusz Cymański, Marek Gróbarczyk, Michał Kamiński, Ryszard Legutko, Marek Migalski, Jacek Kurski, Mirosław Piotrowski, Tomasz Poręba, Konrad Szymański, Zbigniew Ziobro), PO (Małgorzata Handzlik, Jolanta Hibner, Danuta Hübner, Danuta Jazłowiecka, Sidonia Jędrzejewska, Filip Kaczmarek, Jan Kozłowski, Krzysztof Lisek, Bogdan Marcinkiewicz, Jan Olbrycht, Jacek Saryusz-Wolski, Joanna Skrzydlewska, Bogusław Sonik, Jarosław Wałęsa, Paweł Zalewski, Artur Zasada, Tadeusz Zwiefka), PSL (Andrzej Grzyb, Jarosław Kalinowski, Czesław Siekierski). Ostatnie sondaże wskazują spadek zaufania do PO, szczególnie wśród młodzieży. Ale co to tak naprawdę zmienia? Zyskuje na tym dziś głównie PiS i Ruch Palikota. Ilu z tych młodych ludzi zdaje sobie sprawę, że podwaliny pod ACTA podłożył właśnie PiS? I pójdzie ta młodzież za PiS-em, za Palikotem, nie mając własnych przekonań, oczekując zmian na lepsze. Ale w tym kraju ciężko wypatrywać happy endu przy takiej alternatywie. |
































Komentarze
Dobry artykul panie F. Pamietajmy ze ''oni'' pracuja dla nas!