| Między nami kumplemnikami |
|
| czwartek, 16 lutego 2012 13:44 |
![]() Muszę przyznać, że coraz trudniej czyta mi się Gazetę Wyborczą (choć sam miałem epizod w jednej z jej pomorskich redakcji). Powód jest prozaiczny: męcząca już każdego w miarę rozgarniętego czytelnika nachalna promocja i automatyczna protekcja posunięć władz (czasem, by prezentować się jako zbalansowany dziennik opinii, mrukną na tę i ową przypadłość rządu). Lubię za to publicystykę, która jest drukowana na łamach gazety Agory. Dla przykładu: teksty pojawiające się w dodatku Wysokie Obcasy wbrew pozorom wcale nie ograniczające się do wyłącznie kobiecego targetu. Czasami jednak także tam mnie coś trafi w czoło i zamroczy potężnie. Tym razem był to feministyczny pocisk wypuszczony z luku torpedowego krążownika ORP Kazimiera Szczuka.
Otóż wspomniana ikona walki o prawa kobiet i nie tylko (z tym, że te przyległości są, zdaje się, mniej istotne) okrutnie sponiewierała w swoim felietonie książkę Dmitrija Strelnikoffa pt „Jak fajnie być samcem”. A w zasadzie nie samą książkę, co pewne jej aspekty dotyczące męskich schematów. To ja może teraz wyjaśnię: sam jestem zwolennikiem idei sufrażyzmu i jej wszelakich pogrobowców, ale demonizowanie esencji bycia facetem to stanowczo za dużo jak dla mnie. Recenzentce nie podoba się, np. u bohatera opowieści „projektowanie na swego kota lęku kastracyjnego”. No, ja osobiście to chyba nie znam żadnego przedstawiciela płci męskiej, który by nie projektował (na cokolwiek zresztą). Kolejną samczą ułomnością ma być osławiona niedojrzałość i skłonność do zajmowania się pierdołami (czytaj: męskie pasje) zamiast sprawami poważnymi (definicja bliżej nieznana). To zresztą dość ciekawe zjawisko socjologiczne: kobiety bardzo szybko stają się poważne i „dorosłe”. Spora w tym zasługa presji społecznej i środowiskowej jakiej są poddawane, ale również i ich samych, bo białogłowy w o wiele szerszym stopniu ulegają instynktom stadnym. Nie buntują się też zbyt radykalnie przeciwko ustalonym regułom gry na tym padole, ale ma na to duży wpływ zwykła biologia. Tak, ta straszliwa biologia, która zdradliwie wbija kozik w plecy wolnym kobietom. Dziewczynki już w okresie pacholęcym odgrywają swoje przyszłe role: dom, mama i tata (ta gra lubi czasem przerodzić się we frywolną zabawę w kontraktowca NFZ), kuchnia, zakupy, etc. Nic dziwnego, że potem szybko wpadają w koleiny życia tak dobrze wyjeżdżone przez ich matki i babki. Chłopcy zazwyczaj hołdują nieskrepowanej niczym rozrywce, dlatego naturalne, że często w dorosłym życiu lubią nadal pielęgnować swoje hobby (nieważne czy będzie to przysłowiowa miniaturowa kolejka TT czy też spadochronowe skoki z orbity). Tym bardziej, że wszyscy pamiętający jeszcze zgrzebność epoki PRL-u wiedzą, że wtedy było to o wiele mniej możliwe, ponieważ system wartości w socjalizmie preferował zaspokajanie bardziej potrzeb społeczeństwa niż jednostki. Tu mamy podobny mechanizm: lepiej gdyby mężczyzna zgadzał się z wszelkimi popularnymi obecnie trendami w filozofii i socjologii, był bardziej uległy i poprawny politycznie. A może mężczyzna, kurde, nie chce? A miesiączek i ciąż nie weźmie na siebie, choćby chciał (są odnotowane przypadki). Konkluzja Szczuki jest następująca: domy zadowolonych z siebie samców (singli, dodajmy) to jaskinie chłopięcej pustoty i śmiechów-chichów (?). Hm, obserwując swoich znajomych wyciągam zupełnie odmienne wnioski. No, ale też nie od dziś mam wrażenie, że publicystka Wysokich Obcasów spędza sporą część swego wolnego czasu na wyszukiwaniu wrażych elementów w polityce i kulturze, by potem dać im solidny odpór na wizji czy szpalcie. Najzabawniejsze, że z pewnymi postulatami Szczuki zgadzam się w dużym stopniu, np. również nie byłem specjalnym sympatykiem warszawskiego Marszu Niepodległości. Niestety, niektóre jej argumenty zasłyszane w mediach powodowały u mnie chroniczny ból mózgoczaszki. |
































Komentarze
Tak jak denerwują mnie zaślepieni anarchiści z Rozbratu, którzy swoim radykalizmem tylko odpychają od siebie przeciętnego obywatela, którego przecież należy zainteresować tematem, by mógł być realizowany (problem na książkę raczej niż komentarz pod felietonem) tak polskie feministki prowadzą dyskurs niemożliwy do akceptacji przez "przeciętnego Nowaka." Bo jeżeli się atakuje mężczyzn jako takich, jak można liczyć na ich poparcie? Krytykować należy względnie system aksjologiczny, pewne utarte wzory i schematy, jednak z wyczuciem. Mężczyźni dużymi chłopcami są i basta! A Pani Kazia winna zajrzeć do przeciętnego polskiego domu miast szafować teoretycznymi koncepcjami wykuwanymi w kuźniach postawionych za płotem sal uniwersyteckich i gabinetów "Krytyki Politycznej."
:)