| Na widelcu |
|
| czwartek, 01 grudnia 2011 15:22 |
|
Pozwolę sobie pozostać w tym tygodniu na poznańskim podwórku. Jeśli Janusz Palikot wpadnie kiedyś na pomysł ustanowienia medalu „Za zasługi dla...”, to Poznań znajdzie się w czołówce wyróżnionych.
W Poznaniu będzie wrzało za przyczyną szczególnej spolegliwości władz miasta wobec Kościoła. Nie przebrzmiały jeszcze echa utraty kasy i budynku, w którym mieściło się LO nr 8, a tu mamy kolejny rodzynek. Salezjanie prowadzą różnorakie działania, czerpią z miejskiej kasy na różne projekty, prowadzą szkołę. I pewnie nie było w tym nic zdrożnego, gdyby nie to, że zapragnęli dla siebie całego budynku Gimnazjum nr 24, w którym wynajmowali kilka sal. Dzieci z tej szkoły miałyby się przenieść do innego budynku. Sprawa pojawi się na sesji Rady Miasta 6 grudnia. Kto żyw stanął w obronie szkoły: rodzice, nauczyciele, uczniowie i absolwenci. Wybierają się na sesję Rady Miasta i - jak udało mi się dowiedzieć - wygłoszą wcale nie łagodne wystąpienie. Kilkoro uczniów, w towarzystwie pełnoletniego absolwenta, udało się do jednego z posłów, by zyskać jego poparcie dla obrony szkoły. Jak wynika z ich relacji, poseł dał do zrozumienia, że nie pojmują porządku wszechrzeczy i zalecił rozwijanie tolerancji dla skromnych braci zakonnych. Smaczku sprawie nadaje również fakt, że u salezjan uczą się dzieci niektórych radnych. W obronie świeckiej - co podkreślają rodzice - szkoły stanęli zarówno ci, którzy - jak Bóg przykazał - nawiedzają regularnie świątynie, jak i ci, którzy ustanawiają swoje relacje z Najwyższym bez szczególnego pośrednictwa instytucji Kościoła. Media zostały powiadomione o sprawie, a ponieważ zainteresowanie sprawą zgłosiły nośne, ogólnopolskie telewizyjne i radiowe kanały informacyjne, Poznań będzie na ustach rodaków. W bezwarunkowym odruchu obrony wysłano listy do posłów z lewa i prawa, a szczególne oczekiwania wyrażane są pod adresem Ruchu Palikota. Słyszałem, że planuje się wysłanie listu w tej sprawie do naszego posła Jacka Najdera. Podano strawę na widelcu. Pojawia się tylko pytanie: czy szef RP skonsumuje strawę w pojedynkę, czy uruchomi swoich smakoszy? Bez względu jednak na to, kto ugryzie i strawi, uczta będzie niczego sobie. Tyle tylko, że kto inny zje, kto inny będzie miał czkawkę. |































