| Szanowny Panie! |
|
| czwartek, 22 grudnia 2011 14:42 |
![]() Ani przez moment nie pojawiła się w mojej głowie myśl, że nie będę świętował. Zaczynam marzyć o świętach, bo wtedy oddaję się błogiemu lenistwu. Wprawdzie kalendarz nie daje dużo wolnego w tym roku, ale w przyszłym za to sowicie wynagrodzi. Jestem na takim etapie przygotowań, że tylko jeszcze karp i możemy świętować. Mój synek Michałek, przekonany że dorośli mogą wszystko, poprosił mnie o gwarancję, że na święta będzie śnieg, a ja nie wiem co zrobić. Moja cudowna Julianka-Lulanka wszystkie osoby wokół określa słowem „tata” i przy okazji słowo to przykleiło się do naszego kota. Ponieważ chodzi z prędkością, która przyprawiłaby mnie o zadyszkę, poznaje świat błyskawicznie. Naśladuje swojego brata we wszystkim, co można, a ostatnio naśladuje tańczących na Vive: Moje dzieci uczą mnie kochać moje dzieci.
Szanowny Panie! Umówiłem się ze sobą, że nikogo nie będę drażnił do końca roku. Zawieram zatem pokój prawie ze wszystkimi na optymalnych warunkach. Inaczej mogę zostać posądzony o to, że komuś kość albo ość stanęła w gardle. A przecież zależy nam wszystkim, aby Czytelników przybywało, nie zaś ubywało. Przyrzekam sobie, że jeszcze raz przeczytam „Desideraty” i co w mojej mocy będzie, zastosuję w życiu. Potem poczytam Tischnera i kiedy pojmę jego „nieszczęsny dar wolności”, łatwiej będzie realizować moje 12 Kroków w każdej godzinie życia. Synkowi kupiliśmy taki prezent, że ja będę miał zajęcie na długi czas. Resztą prezentów zajmie się pewnie Marta. Ot, mają dzieci radosne święta. Tyle, że z taśm mojej pamięci nie chcą się wymazać słowa jednego z chłopców w przedszkolu Michała, który patrząc na mnie zapytał: „a dlaczego mój tata nie przychodzi po mnie do przedszkola?” i za chwilę dodał: „on nawet do mnie do domu nie przychodzi...” Mam w takich sytuacjach zamęt w głowie i dlatego, Szanowny Panie proszę, byś jeszcze raz był z nami. |































