|
Wągrowiec zasłynął ostatnio w „Sprawie dla reportera”. Liczba odsłon informacji zawartych wcześniej w naszym tygodniku w ostatnich dniach rosła z minuty na minutę. Przypomnę, że dotyczyło to tematu sprawcy śmierci Martyny Wiśniewskiej. Nie zabrakło komentarzy od Czytelników na stronie internetowej „Głosu”. Jeden z nich nawyzywał mnie od „chłopca z prowincji”, który zarabia na nieszczęściu państwa Wiśniewskich.
Tak się jednak składa, że każdy mój pobyt na sali sądowej w Poznaniu, gdzie toczyła się apelacja w sprawie wyroku wydanego przez Sąd Rejonowy w Wągrowcu, miała miejsce za wiedzą i zgodą zarówno państwa Wiśniewskich, jak i szefa naszej redakcji. Rozumiem, że mój adwersarz wyznaje zasadę, że: „chłop ze wsi może wyjść, ale wieś z chłopa nigdy”. Nie zmienię tego jednak i nie chcę zmieniać swojego życiorysu. Zakładam, że na terenie, na którym znajduje się siedlisko Czytelnika, dawno się pietruszki nie sieje i pogodzenie się z naturą przychodzi trudniej. No cóż, cnoty rodzą się i na kamieniach, i na salonach. Mają tylko różne okresy ważności. Jedna z cnót przypisywana słusznie Polakom to pracowitość. Szczególnie za granicą i we własnej firmie. Pośród wszelkich kataklizmów, zapowiadanych na 2012 rok, jeden dopiero ujawnił kalendarz. Obywatelu, jeśli jesteś zatrudniony, to nie tylko nie przeżyjesz gehenny u lekarza i w aptece, ale będziesz miał w tym roku 114 dni wolnych. Kilka długich weekendów, urlop, kilka świąt państwowych i kościelnych. Już w czasach, w których nie śnił się nam jeszcze obecny kapitalizm, modny był dowcip o wykreślaniu z kalendarza dni przeznaczonych na urlop, chorobowe, bumelki, itp. Po wykreśleniu wychodziło, że pozostaje jeden dzień przeznaczony na robotę i wypadał on 1 maja. A tu święto! Wygląda na to, że nasza „zielona wyspa” na morzu recesji dokłada do biznesu we wszystkie dni robocze, a zarabia wtedy, gdy jest zamknięte. Po raz 20. grała Orkiestra Owsiaka. I chyba znowu będzie rekord. To wydarzenie jednoczy większość rodaków, ale strażnicy cnót wszelakich nie śpią. W pewnej parafii w niewiadomy(?) sposób znalazły się ulotki głoszące, że grosz wrzucony do Owsiakowej skarbonki to grosz na wsparcie belzebubowej nacji i nic gorszego nie może katolika spotkać, jako zepsucie dziewcząt i młodzieńców na Przystanku Woodstock. To prawda - w każdej orkiestrze najbardziej wybijają się cymbały. A rok 2012 będzie bardzo pracowity dla św. Antoniego. Wszakże nie tylko o te stracone pod miedzą cnoty chodzi. |