 Zrobiłem gruntowny obrachunek poprzedniego tygodnia i doszedłem do wniosku, że przypominam trochę „roztwór nasycony” - świat dosypuje soli, a ja jej już nie rozpuszczam. Ot, taki moment, w którym nie chce mi się oglądać i słuchać bełkotu polityków, obserwować zmian cen paliw, mimo tego, że właśnie kupiłem autko. Nie chce mi się wkurzać na odporność urzędników na wszelką krytykę i wiedzę. Nie kręcą mnie aktualnie wypowiadane pod czyimś adresem słowa: „skandal”, „afera”, itp. Czuję się jak pracownik, który przepracował całe życie w „uciążliwych warunkach” i jak na zbawienie czeka na wcześniejszą emeryturę. Przeczytałem swój tekst oraz teksty moich redakcyjnych kolegów i zatęskniłem za tekstem pani Zofii Zawol, bo nasze męskie umacniają mnie w postanowieniu wzięcia wolnego na chwilę.
Napisała do mnie dr Elżbieta Ciborska z Zakładu Historii Ruchu Ludowego w Warszawie, która przygotowuje kolejna publikację o ruchu młodowiejskim. Okazało się, że czytuje moje teksty w „Głosie” i określiła je także jako piętnujące ludzkie słabostki. I co ja mam zrobić? Ja chcę trochę wolnego, bo czuję, że niedługo przyjdzie się mi zmierzyć z faktami, które naruszą nie tylko mój spokój. Nie ma co ukrywać - w ludziach zaczyna wrzeć i nie wiadomo, czy zawór bezpieczeństwa zadziała? Corocznie przez różne ośrodki prowadzone są badania, mające wskazać ludzi, grupy zawodowe lub instytucje, którym Polacy ufają najbardziej. I „od Pana do plebana” odczuwa się kryzys zaufania. O ile nikt ostatnio nie tykał aptekarzy, to teraz mają oni swoje „5 minut”. Dołączą niechybnie do grona tych, którzy narazili się publiczności i nikt nie będzie brał pod uwagę słusznych racji. Zatem na wzór uprawiającego i paprykę, i politykę rodaka, mogę zadać pytanie: „komu ufać”? W związku z tym wszystkim, na tydzień biorę wolne od ludzkich słabości i rozejrzę się po swojej bibliotece w poszukiwaniu tego, co ciekawe, a jeszcze nie przeczytane do końca. Po tygodniowej przepustce, idąc za przesłaniem, wynikającym ze słów:”...abym zmieniał to, co mogę zmienić”, stanę do boju. A póki co, sięgnąłem po „trzecią opcję” |