|
Urzędnik wszystko może. Takie przeświadczenie panuje wśród wielu petentów, którzy w najróżniejszych sprawach wędrują po biurowych korytarzach od Annasza do Kajfasza i mniej lub bardziej pokornie domagają się pieczątki, podpisu, zaświadczenia czy decyzji. Od kilku miesięcy przyglądam się temu, co dzieje się w Wągrowcu i obraz przedstawia mi się zgoła inny.
Widzę urzędniczą niemoc, a przykładów takiego stanu rzeczy zaobserwowałem już wiele. Ot, choćby wodne oczko w głowie burmistrza, czyli fontanna na Rynku. To logiczne, że ma ona być ozdobą miasta, a nie miejscem ochłody w rzadkie tego lata upalne dni. Wchodzić do fontanny niewątpliwie nie należy. Wszak woda, żeby była ozdobą, powinna być krystalicznie czysta, bez śmieci i piasku na dnie. Precyzyjne dysze fontanny łatwo mogłyby uszkodzić osoby zażywające w niej ochłody i cała zabawka przestałaby działać. Trafiają się jednak ludzie, którzy nie rozumieją oczywistych zdawałoby się spraw i do fontanny jednak wchodzą. Policjanci widzą to na ekranach monitoringu i... Problem zaczyna się, gdy fontannowy kąpielowicz zapyta, dlaczego ma wyjść z rynkowego baseniku. Zakaz kąpieli w tym miejscu powinien bowiem wynikać z przepisu prawa lokalnego, ale nikt z władz Wągrowca nie pomyślał o skonstruowaniu takiego aktu prawnego. Na problem zwróciłem uwagę burmistrzowskiego rzecznika. - Czy to powinno być w drodze uchwały Rady Miejskiej, czy zarządzeniem burmistrza? - zadumał się sympatyczny skąd innąd pan Piotr. Było to na początku lata i... nic się nie wydarzyło. Urzędnicza niemoc nie pozwala na stworzenie odpowiedniego przepisu. Amatorów fontannowej kąpieli policjanci przeganiają, posilając się autorytetem władzy, lecz na proste pytanie dlaczego ktoś ma wyjść z fontanny, nie mają odpowiedzi popartej właściwym przepisem. Przy remoncie ulicy Bartodziejskiej chodnik z prawej strony ulicy wyłożono kostką brukową w dwóch kolorach, szarym i czerwonym. Ta czerwona miała zapewne być ścieżką rowerową, a szarą część przewidziano dla pieszych. Ustawiono nawet odpowiedni znak, tyle że w obrębie przejazdu kolejowego. Zgodnie z tym znakiem ścieżka rowerowa jest więc tylko do ronda, skrzyżowania z ulicą Bobrownicką. Za tym skrzyżowaniem znak już nie obowiązuje. Policja wielokrotnie zwracała urzędnikom uwagę na ten błąd w oznakowaniu i... znów niemoc. Nie można więc karać kierowców, którzy bezczelnie parkują samochody na ścieżce rowerowej, której formalnie nie ma. Podobnych przykładów jest więcej i długo można by o tym pisać. Zastanawiam się tylko, czy są to przejawy urzędniczej niemocy, czy raczej niechciejstwa, a mówiąc wprost - lenistwa. |