| Biba na prowincji, czyli karnawał po wągrowiecku |
|
| czwartek, 16 lutego 2012 13:42 |
![]() No i po balu! Odbyła się najbardziej prestiżowa impreza karnawałowa w Wągrowcu, czyli zabawa w hotelu Pietrak. Bal przeminął - pozostał niedosyt, a raczej niesmak. Niesmak po tym, jak gnieźnieńscy właściciele Pietraka potraktowali wągrowieckich gości. No to po kolei.
Organizatorzy tegorocznego „Karnawału w Pietraku” poinformowali gości w zaproszeniach, że posiłki będą serwowane w formie szwedzkiego stołu. Super. Z definicji przecież wynika, że stół szwedzki polega na udostępnieniu gościom kilkunastu potraw, z których mogą oni ułożyć pełny posiłek z uwzględnieniem własnych upodobań kulinarnych i dietetycznych. Korzystający ze szwedzkiego stołu mogą zazwyczaj najeść się do woli. Ale nie w Pietraku. Na początku balu wystawiono rzeczywiście kilkanaście ciepłych dań w podgrzewanych pojemnikach, ale dania te zniknęły równie szybko, jak się pojawiły. Kto zdążył, ten coś zjadł. Chwile później wniesiono ciastka i również tylko na chwilę. czego goście nie pobrali do stolików, zgarnęła załoga do kuchni. Króciutko były też dostępne kawa i herbata. Ten sam manewr powtórzono z wędlinami. Postawiono na chwilę, pokazano i zabrano. No i tak się zastanawiam, czy to wszystko, co zostało zapłacone przez gości w cenie biletów, a zgarnięto do kuchni, zasiliło żołądki i domowe lodówki kucharek i kelnerów, czy tez sprzedano to powtórnie hotelowym gościom? Czasu na takie rozważania było sporo, bo muzyka na pietrakowym balu... Na oprawę muzyczną najlepiej byłoby spuścić zasłonę milczenia. Dwoje sympatycznych ludzi stoczyło heroiczną walkę z czterema klawiszowymi kalkulatorami. Zmagania te zakończyły się całkowitą porażką ludzi. Właściwie można było rozegrać turniej „Jaka to melodia” i nawet sam Robert Janowski nie rozpoznałby większości utworów nawet po całkowitym ich zagraniu, a podobno prezentowano same szlagiery lat 70., 60., 50... Rozpoznawanie utrudniał znakomicie fakt, ze pan i pani zza klawiatur wydobywali też jakieś dźwięki z narządów mowy i były to całkiem inne tony, niż nadawane przez elektroniczne urządzenia. Przy okazji bardzo przepraszam panią szansonistkę za to, że na początku zabawy poprosiłem ją o pościeranie rozlanej coca coli. Zmyliła mnie urocza kreacja stylizowana na fartuszek babci klozetowej. Zadumałem się też nad fasonem tejże sukieneczki. Ryzykownym pomysłem wydaje mi się zakładanie w mocno dopasowanej miniówki przez panienkę o kształtach umiłowanych przez barokowego mistrza pędzla z Antwerpii. Wygląda to bowiem, jak wyjecie z szafy sukienki kupionej 15 kg wcześniej. Tak sobie dumam nad organizacją minionej już imprezy i zastanawiam się, czy jeszcze kiedyś dać się nabrać gnieźnieńskim władcom Pietraka na imprezę przygotowaną z lekceważeniem wągrowieckich gości i nastawianą wyłącznie na oskubanie portfeli prowincjonalnego motłochu? |































