| Śnieżne przemyślenia |
|
| środa, 15 grudnia 2010 16:15 |
![]() Najgorzej jest, kiedy rano idę do garażu, a tam śniegu po łydki i jeszcze kłódka przymarzła na dobre, bo zanim przyszedł mróz, spadł deszcz. Wsiadam w samochód i jadę przed siebie. Dokładnie z taką prędkością jakbym był sportowcem biegnącym z górki. Jakieś trzydzieści, czterdzieści na godzinę. Kiedy wyjeżdżam poza miasto momentami muszę zwalniać, zatrzymywać się, przepuszczać auta jadące z naprzeciwka, bo wiatr zwiewa z pól mnóstwo białego puchu. Kiedy mijają mnie „beemki” na super szerokich oponach i ze światłami tak silnymi, że oczy wysiadają - truchleję.
W czwartek tydzień temu, taki drogowy potwór bardzo szybko wyprzedzał w okolicach Damasławka auta jadące jak pan Bóg i policja przykazali, czyli sporo poniżej dozwolonej prędkości. Pomyślałem sobie, że tylko wypadek może nauczyć kogoś takiego ostrożności na drodze - w końcu jestem dziennikarzem i czasami zachowuję się jak prawdziwa dziennikarska hiena. Nie życzyłem temu amatorowi niemieckich aut niczego złego. Życzyłem mu za to nieco więcej oliwy w głowie, a że Polakom mądrość przychodzi zwykle po srogiej nauczce, to nie moja wina. Inną sprawą jest śnieg spychany z ulic na miejskie chodniki. Kilka dni temu byłem świadkiem sytuacji, w której starsza kobieta z rowerem zabranym z domu dla podpórki chciała przejść na drugą stronę ulicy. Zeszła z chodnika i nie mogła wejść na trakt dla pieszych położony naprzeciwko. To pokazuje naszą (czytaj - społeczeństwa) bezradność wobec tejże pory roku. Urzędy w sprawie śniegu robią konieczne minimum. Za pomocą zewnętrznych firm sprzątają śnieg z ulic. Z chodników zmiatają śnieg właściciele domów, kamienic i zarządcy bloków. Tyle tylko, że śniegu nikt nie wywozi. Na razie jest w miarę fajnie, ale zastanówmy się: co stanie się jak przyjdą roztopy? W wodzie po kolana będziemy brodzić? Jako wierny fan filmów Stanisława Barei (ostatnio na „szóstkę” rozwiązałem quiz dotyczący szczegółów barejowskich komedii), na koniec przypomnę „Bruneta wieczorową porą”. Jest tam taka scena, w której Krzysztof Kowalewski goni Wojciecha Pokorę. W tym czasie w kabinie ciężarówki wywożącej śnieg rozmawiają Jan Kobuszewski oraz młody, dopiero co praktykujący uczeń. Mówią o tym, że białego puchu nie trzeba wywozić daleko nad Wisłę, bo jak stopnieje to sam spłynie. I tego samego, mając na uwadze śnieżną politykę Wągrowca, pozostaje nam życzyć wszystkim mieszkańcom Wągrowca. |
































Komentarze