| Samorząd a rodzina |
|
| czwartek, 05 maja 2011 13:14 |
![]() Nie, tym razem nie będzie o rodzinnych koneksjach władających samorządami. Tym razem będzie o pewnym porównaniu dotyczącym tak zwanej „gospodarki finansowej”, w związku z kredytem, który powiat wągrowiecki ma zamiar wziąć na podratowanie budżetowej kiesy.
Najpierw o rodzinie. Otóż, jeżeli państwo X zamierzają kupić lodówkę, pralkę, meblościankę akurat przecenioną w pewnym szwedzkim markecie, a także komplet garnków, pościel, po trzy pary dżinsów renomowanej firmy, czy wreszcie robota kuchennego dla pani domu, to co robią? Idą do banku i biorą kredyt. Musi być duży. Po pół roku mozolnego spłacania, zauważając, że z wakacji w tropikach nici, postanawiają pójść do drugiego banku po inny kredyt. Żeby spłacić poprzedni i mieć na urlop. Przed świętami nachodzi ich refleksja: - Po jaką choinkę nam te wszystkie sprzęty, skoro tyle spłacamy, że do tych nowych garnków nie ma co włożyć? - mówią sobie państwo X podczas wieczornej, listopadowej kolacji. Więc umawiają się na spotkanie z przedstawicielem firmy, gdzie pieniądze można pożyczyć, a zaświadczenia o zarobkach przedstawiać nie trzeba. Kiedy mija kolejne pół roku, są już na finansowym dnie. Kto z nas nie zna takich sytuacji z autopsji, albo z opowieści rodzinnych czy sąsiedzkich? Kiedy tylko usłyszałem, że powiat wągrowiecki ma zamiar wziąć kredyt na spłatę innych długów i na kilka innych celów, od razu skojarzyło mi się z sytuacją opisanej wyżej rodziną X. Nie chcę tutaj być złowróżbnym magiem, ale w powiatowych finansach do takiej sytuacji może dojść. Nie za miesiąc, może nie za rok. Tak czy siak, spłacanie kredytu kolejnym, większym kredytem, z punktu widzenia człowieka znającego się na rodzinnych finansach to nic innego jak zaciskanie sobie finansowej pętli na budżetowej szyi. Czy powiat z tego wyjdzie? Myślę, że tak. Tyle, że za rok, czy dwa nie może dojść do sytuacji, że powiatowi notable znowu odwiedzą banki w poszukiwaniu najbardziej korzystnej oferty. |
































Komentarze