| Boleśnie autentyczna parada oszustów |
|
| czwartek, 24 listopada 2011 12:14 |
![]() Gdybym miał, niczym swego czasu Jerzy Hoffman, zrobić serial pt. „Parada oszustów” nie szukałbym daleko historii, które miałyby stanowić kanwę kolejnych odcinków. Co prawda, nad czym ubolewam, serial mój byłby pozbawiony ujmującego „ducha” dwudziestolecia międzywojennego (tych wszystkich piór wiecznych z zakręcaną skuwką, eleganckich kapeluszy, pięknych kobiet wyciągających papierosy z metalowych pudełek), ale mówi się trudno. Byłbym za to do bólu autentyczny.
Zaczynając od końca. W ubiegłym tygodniu okazało się, że młody facet zadzwonił do mieszkanki Wągrowca i podając się za jej wnuka namówił ją do oddania oszczędności. Nie trzeba było długo czekać, a taką samą metodą posłużył się oszust na terenie powiatu obornickiego. Nawet można przypuszczać, że to był ten sam człowiek. Użył prostej, ale przekonującej bajeczki, w której był wypadek, groźba odpowiedzialności karnej - która babcia nie zgodziłaby się dać pieniędzy wnukowi, żeby tylko do więzienia nie poszedł? Kolejny odcinek poświęciłbym wydarzeniu związanemu z cyganami. Otóż do mieszkania drzemiącego w letnie popołudnie małżeństwa weszli Romowie i zaczęli przeglądać szafy. Nic nie znaleźli, ale za to kiedy obudzili właścicieli mieszkania, zza pazuchy wyciągnęli jakieś przedmioty i zaczęli namawiać ich do kupienia. Dziwne? Nie, bo wydarzyło się naprawdę. Wiosną dwoje podopiecznych jednej z placówek opiekuńczych w Wągrowcu, żeby dostawać darmowe słodycze, podrabiali kartki uprawniające ich do odbioru żywności w jednym z marketów. Kolejna historia - mężczyzna bez stałego miejsca pobytu i jedna z mieszkanek powiatu wągrowieckiego weszli do banku i chcieli wyłudzić blisko trzy tysiące złotych kredytu. Innym razem dwóch mężczyzn także próbowało dostać pożyczkę, ale pokazali fałszywe dokumenty. Ostatni odcinek zrobiłbym o czymś, o czym w Wągrowcu jeszcze nie słyszałem, a co dla mnie jest interesujące. Kilka lat temu rozmawiałem z policjantami na temat zimowych włamań do altanek na terenie działek pracowniczych. W tym procederze są ponoć specjaliści, którzy praktykują zbieranie aluminiowych łyżeczek do herbaty i innych stołowych akcesoriów wykonanych z tego samego materiału. Co z tym robią? Można się domyślić, ale nie o to chodzi. Można tylko się domyślać, jacy z nich są romantycy, skoro w zimowe wieczory, kiedy śnieg skrzypi pod butami, błądzą z latarkami w dłoniach między altankami, poszukując aluminiowych łyżeczek. I milczą... Na tym zakończyłbym mój serial. Na podsumowanie powiem jedno - nieważne jak długo złodzieje i oszuści będą stosowali dokładnie te same metody co przed wiekami. I tak w końcu dajemy im się oszukać. Sądzę, że wszelakie akcje przestrzegające nas przed oszustami na razie muszą ponosić mniejsze czy większe fiasko. Inaczej nie nauczymy się, jak tylko na przykładzie naszych sąsiadów, znajomych, czy rodziny. W końcu najlepiej uczymy się na własnych błędach. |
































Komentarze