| Lepiej pomóc niż żałować |
|
| czwartek, 09 lutego 2012 13:30 |
![]() Na innej stronie tego wydania gazety napisałem tekst między innymi o tym co powinniśmy robić w czasie mrozów, kiedy spotkamy bezdomnego, albo po prostu mniej zaradną osobę, która w taki czy inny sposób nie potrafi sobie poradzić zimą. Zasadniczo nie mam doświadczenia w koczowaniu na ławce w parku albo w altance na terenie działek pracowniczych czy w ruinach, próbując rozgrzać się łykiem podłego alkoholu i ogniskiem ze starych, dawno przeczytanych gazet.
Ale prawdą jest, że powinniśmy być bardziej wrażliwi na innych ludzi. Zdarzyło mi się kilka razy w życiu słyszeć o sytuacji, kiedy to leżący na ulicy człowiek nie sprawił, że ktoś się zatrzymał i sprawdził czy chociażby żyje. A to powinien być pierwszy odruch każdego z nas. Kiedy kończyło się lato ubiegłego roku, miałem podobną przygodę. Wychodząc wieczorem na spacer z psem usłyszałem mamrotanie dobiegające z parkingu. Podszedłem bliżej, a tam pod jednym z samochodów leżał mężczyzna i mówił do siebie tak bełkotliwie, że ledwo co mogłem go zrozumieć. Udało mi się jedynie ustalić, że albo jest pijany, albo coś mu się stało. Trzeba tutaj powiedzieć, że niektóre z chorób mają dosyć podobne objawy do stanu upojenia. Przynajmniej dla takiego laika w dziedzinie medycyny jak ja. Zadzwoniłem na policję, mimo jego dosyć wyraźnego stwierdzenia, że pomocy nie potrzebuje i chce spać między samochodami. Policjanci przyjechali i odwieźli go - nie pytałem dokąd. Z drugiej strony, podchodząc do leżącego na ziemi często boimy się, że nasza pomocą możemy mu bardziej zaszkodzić niż pomóc. Przykład, jaki opowiem poniżej, przytoczył mi kiedyś jeden z bydgoskich ratowników medycznych. Otóż w Myślęcinku (miejscowość blisko Bydgoszczy, gdzie znajduje się Leśny Park Kultury i Wypoczynku) w któryś z dni wolnych od pracy kilkunastoletni chłopak jeździł rowerem, a mnóstwo ludzi spacerowało sobie alejkami. W pewnym momencie (nie wiem jak to się dokładnie stało) chłopak spadł z roweru, uderzył głową w ziemię i wylądował twarzą w kałuży. Ludzie, którzy stanęli obok, „znali się” na pierwszej pomocy tak dobrze, że w obawie przed uszkodzeniem kręgosłupa postanowili go nie ruszać do momentu przyjazdu karetki. Chłopak zakrztusił się wodą i zmarł. - Zapamiętaj - powiedział mi ten ratownik z grodu nad Brdą. - Ważniejsze, żeby uratować komuś życie, niż bać się o uszkodzenie kręgosłupa. Jaki z tego wniosek? Lepiej schylić się nad leżącym człowiekiem i przynajmniej spróbować mu pomóc, niż przejść obok i dopiero w gazecie przeczytać jego nekrolog. |
































Komentarze