tobacamp
WebGW
Nie cukierek, a psikus Drukuj

Wyświetleń: 98

piątek, 25 listopada 2011 09:32

tomasz-krukNiniejszym postanowiłem się reaktywować. Nie na stałe i na dobre, ale na złe i tylko z doskoku, choć wierności „Głosowym” łamom żem nie ślubował. Pora też jest jak najbardziej odpowiednia: halloweeński wieczór, kiedy to nawet takie gazetowe zombie jak ja może sobie pozwolić na chwilowe wyjście z mroku, pewnie też i trochę z zapomnienia. Ręka, a raczej klawiatura świerzbi, kiedy wokół - również na wągrowieckiej, zdobnej dziś jedynie cmentarną poświatą równinie - odprawiane są całoroczne „Dziady”. Niejeden dziaduje, reszta schodzi na psy. Nie mogę więc pozostać obojętny. Ktoś musi warknąć: „A kysz, a kysz”...


Kiedy jakiś czas temu uznałem, że pora zniknąć, okazało się, że echo grało; i - niestety - gra nadal. Choćbym zamilkł na wieki, to zapewne do grobowej deski pozostanę tym nieszczęsnym „panem redaktorem”, którym to tytułować mnie będą wszyscy: od sąsiadów po panią z kiosku czy u fryzjera. Takiej etykiety nie sposób zmyć nawet rozpuszczalnikiem. Może nie warto tedy kopać się z koniem i każdemu napotkanemu tłumaczyć, że ów dziennikarski etap w moim życiu to raczej zamknięta sprawa? Prędzej ludzie zamkną nade mną wieko trumny, niźli uznają to za oczywistą oczywistość, iż na chleb codzienny nie zarabiam już piórem. Moja reprodukowana na papierze gęba zapisała się im widać w świadomości niczym naprawdę przerażający, choć trzeciorzędny horror. Dla zmiany takiego stanu rzeczy przydałaby się wizyta u specjalisty, niekoniecznie tylko od wywoływania duchów, Ba, tylko jak wysłać doń połowę powiatu? Żaden NFZ nie sfinansuje takiej terapii: drogiej, w dodatku obarczonej ogromnym stopniem niepewności i ryzyka.
Dlatego jestem, a i pewnie będę tu czasem obecny. Będę straszył i kusił, choć nie wiem, czy ktoś się jeszcze boi, a i diabelskie widły przejął teraz arcymodny poseł Palikot: najświeższa odmiana sejmowego Belzebuba. Raczej i śmiertelnie nie ukąszę, gdyż natrafiając na niektóre miejscowe władze, kierunki czy decyzje naciąłbym się na prawdziwy beton, a z racji wysokich cen usług dentystycznych cenię sobie swe pozostałości uzębienia. Mogę co najwyżej raz po raz delikatnie ugryźć, choć wolałbym, aby bohaterów mej pisaniny gryzło raczej własne sumienie. Obawiam się, że me felietonowe napady szału nie będą pewnie zbyt częste. Jako dość mocno starszawy pan wiodę bowiem życie ułożone i wygodne, by - jeśli nie liczyć obowiązków służbowych i rodzinnych - swój święty spokój zamieniać znów na redakcyjną gorączkę. Ale wracam uroczyście z datą 31 października, sprawiając wielu swoistego psikusa. Jeśli miałby zaś to być cukierek, to zapewne mocno zamaczany w truciźnie mego osobistego jadu, czego próbować nie życzyłbym nikomu.

 
(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)



Głos Wągrowiecki na Facebooku

Aktualne wydanie

Glos-Wagrowiecki-nr-20_2012

Kolejny numer GW

Do następnego wydania
Głosu Wągrowieckiego
pozostało:
1 dni

Plebiscyt

soltys_roku

Konkursy

Vehiku_konkurs

Nasz serwis w liczbach

Użytkowników : 719
Artykułów : 2901
Odsłon : 2412834

Goście online

Aktualnie 162 gości online 

Uroczystości

140_lecie_lo_baner

wokół euro

wokol_euro
skuteczne-tygodniki-lokalne
prenumerata
wrzuc-temat
rzetelna_firma
Fortuna_zajawka
Copyright(c) 1998 - 2010 Wągrowiecka Oficyna Wydawnicza Sp. z o.o. | All rights reserved