|

Nadchodzą ciężkie czasy, ale nie dla wszystkich. Może nie dla rodziców, których przedszkolne pociechy pochłaniać będą wkrótce papkę, kupowaną w knajpie za słuszne kwoty (nowe gary z przedszkolnych kuchni Urząd Miejski sprzeda na złom, ratując tym samym napięty budżet Jakubowego Grodu). Może nie dla mieszkańców Marcinkowa, którzy wiosną, obuci w rybackie gumowce, wyruszą znów przez bagna do swych samochodów, pozostawionych przed zimą na obrzeżach Taszarowa. Ewentualnie dla pozostałych wągrowczan - sponsorów miejskiej kasy, którym burmistrz i lewicowa opcja SW 2000 - SLD zafundowali pospołu podwyżkę podatków i opłat lokalnych. Pozostali mogą się cieszyć i składać ręce do oklasków.
Ponieważ postanowiono wprowadzić w życie promocyjne hasło „Wągrowiec. Wyzwala energię”, ogłoszono przetarg na prąd. Kiedyś był on po prostu w elektrycznych gniazdkach; teraz można go sobie kupić w drodze przetargu, niczym promocję Wągrowca w wągrowieckiej hali. Już cała Sieć rży z urzędników, którzy uznali, że dla oświetlenia przyjeziornej budki z kajakami (składa się na nią: lampka, radyjko i grzałka do garnuszka) czy fontanny na Rynku potrzeba mocy równej tej, jaką przez rok pochłania całe, nie objęte póki co oszczędnościami przedszkole. Internetowe mole odkryły również, iż wg przetargowych założeń iluminacja promenady kosztuje więcej w dzień niż w nocy, a jedna z klatek schodowych komunalnej kamienicy zostanie rychło zaopatrzona w kilkadziesiąt stuwatowych żarówek. Przynajmniej wiadomo, dlaczego egipskie ciemności opanują wkrótce miejskie ulice... Niech moc będzie z Tobą, arcyzacny Magistracie, opłacający też podobno lampy na placu przy farze i alejkach wiodących do Pietraka! Skoro nad Wełną - zwłaszcza na wstrzymanym odcinku obwodnicy - niewiele się dzieje, chodzą słuchy, że za to w Nielbie, mimo przedzimowej pory, aż kipi. Ponoć miejska danina, o której rozpisywano się niedawno, okazało się niewystarczająca i co niektórzy klubowi decydenci rzucają zabawki i wycofują się na z góry upatrzone pozycje. E, nie bałbym się tego aż tak mocno... Podąsa się jeden z drugim, miasto znów obetnie komu trzeba i nie trzeba (może np. zamiast budowy zakładu zagospodarowania odpadów w Kopaszynie nakaże składowanie i spalanie śmieci w miejskich parkach?) - i wszystko wróci do normy . W PRL-u hitem biurowego menu była sypana herbatka: wrzucało się wysuszony granulat do szklanki na spodeczku, zalewało wrzątkiem i już można było pluć otrzymanym wywarem o smaku i barwie zjełczałego siana. Niektórzy - odważniejsi - dolewali doń czasem kapkę czegoś mocniejszego, otrzymując herbatę z prądem. Dziś - przez zapowiadany kryzys - większości brakuje już wspomnianego załącznika z procentami. Urzędnicy nie plują sobie nawet w brodę, a na jedynie słuszną władzę plują tylko ci wstrętni felietoniści. Jak widać jednak po powyższych przykładach, i bez tego niejednego zdrowo już pokopało! |