|

Nie jest tajemnicą, że kandydowałam w wyborach do Rady Miejskiej Wągrowca i nie da się ukryć, że mi się nie udało. Można by też powiedzieć, że przegrałam! Jedna z moich do bólu szczerych koleżanek, dowiedziawszy się, że startuję, powiedziała „I po co ci to? Po co się tam pchasz?”.
No cóż, z tym „pchaniem” to różnie bywa! Wiedzą o tym najlepiej kandydaci, wypełniający tasiemcowe listy dla poszczególnych okręgów. Dopóki nie zostanie zmieniona ordynacja wyborcza, to każda partia czy ugrupowanie zabiegać będzie o to, by mieć swoje listy wypełnione po dopuszczalne brzegi. Czy wszyscy wierzą, że wygrają? Nie sądzę! Choć czasami wyniki głosowania są bardzo zaskakujące i tak naprawdę nigdy do końca nie wiadomo, co się może wydarzyć. Przegranymi mogą się pewnie czuć te osoby, których nazwiska zostały zamieszczone na pierwszych miejscach list w charakterze faworytów, ale wyborcy zdecydowali, że to nie oni mają ich reprezentować. Gdzie mnie do nich! Przy okazji serdecznie dziękuję tym wszystkim, którzy zagłosowali na mnie! Kandydowanie w jakimś stopniu uwrażliwiło mnie na pewne sytuacje związane z miejską kampanią wyborczą, które – jak sądzę - nieszczególnie by mnie interesowały, gdybym była tylko wyborcą. Uczestniczyłam na przykład w debacie kandydatów na burmistrza Wągrowca. Uważam, że była ona przygotowana naprawdę profesjonalnie! Jakkolwiek przypominała formą debaty telewizyjne, to według mnie była o niebo ciekawsza niż te na małym ekranie. Z oczywistych względów dotychczasowy burmistrz wyraźnie górował nad konkurentami znajomością spraw i wiedzą o mieście, jednak z wielką uwagą słuchałam tego, co ma do powiedzenia najmłodszy z panów. Muszę przyznać, że zaskoczył mnie! Oj, coś mi się zdaje, że ma on duże szanse na fotel burmistrzowski za cztery lata. Tym bardziej, że będzie zasiadał w nowej Radzie Miejskiej i tym samym będzie miał okazję poznać pracę samorządu od środka. Największym zaskoczeniem minionej kampanii wyborczej była jednak dla mnie reklama. Mało plakatów indywidualnych i wyjątkowo skromne ilości makulatury wyborczej, które trafiły do domowych skrzynek pocztowych. Czyżby się wszyscy umówili? Na dodatek można było czasami odnieść wrażenie, że wszyscy korzystali z pomocy tego samego grafika komputerowego! Ktoś z moich znajomych wpadł na pomysł, że najlepiej, aby w następnych wyborach wszystkie ugrupowanie wydały jedną wspólną broszurę. Nie tylko koszty by się zmniejszyły, ale i wyborcom byłoby o wiele łatwiej zorientować się o co i o kogo chodzi! Może warto się nad tym zastanowić? |
Komentarze
ja też kandydowałam. Nie zostałam radną,ale nie czuję się przegrana.
Nie spodziewałam się, że tylu wyborców zechce na mnie głosowac. Byli też tacy, którzy przeczytali to co mam do powiedzenia na temat przyszłości naszego miasta i polityki na stronie internetowej"masz głos, masz wybór". Wielkie dzięki.
W kampanii zabrakło dyskusji, debat, wymiany zdań, zwróciłyśmy na to uwagę spotykając się w MDK.
Może uda się nam utworzyc klub dyskusyjny? Czas na odpowiedzialnyc h obywateli, czas na kobiety w polityce.
Serdecznie Panią pozdrawiam
Hanna M.