|
 Początek roku, to okres najróżniejszych postanowień. Do najczęściej podejmowanych należą ponoć plany dotyczące walki z nałogiem palenia papierosów oraz zrzucenia zbędnych kilogramów. Tego typu marzenia nachodzą nas zwykle, niestety, nie dlatego aby żyć zdrowo, ale najczęściej wtedy, kiedy coś tam zaczyna nam przeszkadzać, a może nawet niepokoić?
Namiętni palacze obiecują sobie, że przestaną palić lub co najmniej ograniczą palenie najczęściej wtedy, kiedy zaczynają mieć poranne chrypki i nie wiadomo czemu męczą się wchodząc na czwarte piętro. Zaś osoby, które w minionym roku nie potrafiły zapanować nad swoim apetytem i teraz nie mogą dopiąć spódnicy czy spodni, oglądając się w lustrze przysięgają sobie, że zrobią wszystko aby wrócić do dawnych gabarytów. Co innego jednak obiecać sobie, a co innego realizować swoje zamiary. Podobno mało komu tak naprawdę udaje się zrealizować postanowienia noworoczne! Czasami brakuje silnej woli, ale najczęściej też motywacji z zewnątrz. I oto, jak się wydaje, rok 2011 może stać się przełomowym w pomocy wszystkim zbyt słabo zmotywowanym, by zerwać z procederem palenia tytoniu lub pozbyć się nadwagi. Doskonałą okazją dla walki z nałogiem zadymiania siebie i otoczenia wydaje się niewątpliwie ustawa antynikotynowa. Jeżeli będzie przestrzegana, to może niejednemu palaczowi dokładnie obrzydzić chęci sięgania po kolejną dawkę nikotyny. Zaś dla nieco pulchniejszych, którzy nie akceptują swoich wałeczków, polecana jest ostatnio niezwykle popularna i ponoć równie niezwykle skuteczna dieta proteinowa słynnego francuskiego internisty dr Pierra Dukana. Słyszę, że coraz więcej pań, tudzież i panów po nią sięga. Nawet już widzę, jak podczas najbliższego lata na nadbałtyckich plażach wylegują się wyłącznie szczupłe rodaczki, a panowie nie muszą korygować sylwetki głębokim wdechem. Osobiście nie palę, a nadmiar kilku kilogramów w moim wieku absolutne nie zachęca do spożywania głównie dukanowskich protein. Za mną już dużo więcej niż przede mną! Toteż jakoś trudno było mi sprecyzować moje osobiste postanowienie na rozpoczynający się kolejny rok mego żywota. Aż tu nagle, kilka dni temu, jeden z moich sympatycznych Znajomych z Naszej Klasy zamieścił na swojej stronie, znalezioną gdzieś w Internecie, listę fragmentów powypadkowych protokółów zgłoszeniowych kierowców, wypełnionych dla PZU. Ryczałam ze śmiechu! Naprawdę boki mnie bolały ze śmiechu, kiedy to czytałam i ilekroć wracałam do tego tekstu. Nawet teraz, kiedy sobie przypominam te zabawne teksty, nie mogę powstrzymać się od śmiechu. Nie wiem jak długo jeszcze będę się z tego śmiać, ale jedno jest pewne, że moim postanowieniem, a może bardziej marzeniem, na rok 2011 jest ŚMIECH! Chciałabym jak najczęściej móc przeżywać przygody ze śmiechem, takie jak ta ze społecznikowskiego portalu. Jakże bowiem rozweseliła się moja dusza i ileż to dotleniłam swoje płuca, kiedy miotały mną konwulsje radości nieopisanej, będące też niewątpliwie niezłą gimnastyką. Śmiech to zdrowie! Najlepiej świadczą o tym coraz liczniej stosowane różnego rodzaju terapie śmiechem. Ktoś wyliczył nawet, że podobno 1 minuta śmiechu to tyle, co 45 minut relaksu. Życzę więc Wam, Drodzy Czytelnicy, w Nowym Roku jak najwięcej zdarzeń, które zaowocują wieloma godzinami śmiechu, mogącego być równocześnie pięknym tłem dla realizacji wszystkich Waszych małych i dużych planów! |