| Kobiety jesieni |
|
| czwartek, 07 października 2010 09:44 |
![]() Pospacerowałam sobie w minioną niedzielę nad Jeziorem Durowskim. Dzień był przepiękny! Jesienne słonko przesyłało jeszcze dużo ciepłych promyków i układało się jakoś melancholijnie na otaczającej jezioro zieleni drzew, krzewów i trzcin, zmieniających barwy od żółci po czerwień.
Trudno się chyba dziwić, że tak „piękne okoliczności przyrody” wywołały u mnie egzystencjalne skojarzenia z „jesienią życia”. Kiedy właściwie się ona zaczyna? Czy wejście w oficjalny wiek emerytalny jest takim progiem, czy może wcale nie? Jako że babą jestem, to chyba nie dziw, iż wzięło mnie szczególnie na rozmyślanie o kobietach jesieni. Kiedy byłam małą dziewczynką, panie w moim wieku były z reguły „babuszkami”, do których nawet jakoś dzisiejsze rozumienie „jesieni życia” nie przystaje. Takie to wtedy były czasy, że tamte babcie to były jakby bardziej prawdziwe „babcie”. Inaczej się ubierały, inaczej myślały, a przede wszystkim inaczej żyły. Były chyba bardziej pogodzone ze światem. Tylko nieliczne chciały dalej żyć aktywnie i robiły to. Reszta nie tylko godziła się pokornie z upływającym czasem, ale przestrzegała też zasady, że wiek stateczny wymaga powagi i dostojności. Z biegiem lat kobiety zaczęły coraz bardziej odchodzić od dawnych stereotypów. Jak można zauważyć, współcześnie znakomita większość pań będących formalnie emerytkami czuje się ciągle młodo. Więcej, chce być nawet ciągle młoda i „na topie”! Wystarczy rozejrzeć się choćby w naszym mieście, zwłaszcza podczas różnych imprez emeryckich. Fryzury, kreacje! Niech no tylko zabrzmi muzyka, już wszystkie są na parkiecie. I nawet jakoś brak wystarczającej ilości panów nie przeszkadza w tańcach. Nasze seniorki wyraźnie nie dają się czasowi! Wiele z nich uczestniczy aktywnie w życiu społecznym i kulturalnym miasta. Śpiewają w chórach, malują obrazy, haftują, biorą udział w dyskusjach o książkach, uczą się języków obcych i obsługi komputerów, włączają się w najróżniejsze wolontariaty. Można z nimi pogadać o aktualnych wydarzeniach w kraju i za granicą, nowościach książkowych czy filmowych. Są nawet wśród nich takie, o których zwykło się mówić po cichu, że to „baby nie do zdarcia”! Takie, co to nie usiedzą w fotelu za długo, niezależnie od tego jaka data widnieje w ich metryce. Często mają one więcej energii i sił witalnych niż niejedna dwudziestolatka. Tak! Nasza „jesień” różni się bardzo od „jesieni” naszych babć. Na emeryturach mamy więcej wolnego czasu i często dopiero teraz możemy rozwijać swoje zainteresowania i pasje, które gdzieś tam czekały uśpione. Tak bardzo zmieniły się obyczaje, że nie musimy być leciwymi matronami i każda z nas może przeżywać ten etap życia, ciesząc się nim tak jak potrafi. Nie chcemy ukrywać się w domach i głosić całemu światu, gdy nie raz coś zaboli i zatrzeszczy w kościach. Raczej nucimy wtedy za Marylą Rodowicz: „Choć już życia, psia mać, popołudnie, jest cudnie, jest cudnie!” A swoją drogą, ciekawe jak będzie wyglądać życie kobiet jesieni, za - powiedzmy - trzydzieści lat? Bo, raczej nie będzie takie jak nasze... |
































Komentarze